Sprzedaż wycieczek first minute ruszyła w tym sezonie znacznie wcześniej niż zwykle. Okazuje się, że już teraz popyt jest większy niż w poprzednich latach
– Mamy już o 150 proc. większą sprzedaż niż w roku poprzednim – mówi Piotr Henicz, wiceprezes Itaki. Podobny wzrost deklaruje Rainbow. Neckermann znalazł już klientów na drugie tyle imprez co przed rokiem. Grecos podlicza, że już osiągnął poziom sprzedaży, który w ubiegłym roku miał dopiero na koniec października.
Skąd ten run na wcześniejsze kupowanie wyjazdów zagranicznych? To efekt tegorocznego doświadczenia klientów i atrakcyjnych warunków. W tym roku osoby czekające z zakupem do ostatniej chwili mocno się przeliczyły. Wybór był ograniczony, a ceny o kilkaset złotych wyższe niż przed sezonem. Był to efekt „wąsko skrojonej” oferty biur podróży, które z kolei wyciągnęły wnioski ze słabego roku 2018, kiedy to swoje wycieczki w tzw. last minute touroperatorzy sprzedawali ze stratą.
Na przyszły rok przewidują już większy wybór, ale nie drastycznie. – Zwiększyliśmy liczbę miejsc o kilkanaście procent względem tego roku, w którym – jak wynika ze wstępnego podsumowania – obsłużyliśmy 110 tys. osób – mówi Maciej Nikiel, prezes Neckermanna. Więcej miejsc zaplanowało też TUI, które w przyszłym roku chce przekroczyć liczbę 1 mln klientów (tym roku było ich 950 tys.). Itaka mówi o zwiększeniu puli o 60–70 tys. względem 915 tys. z tego roku, Grecos deklaruje wzrost o ok. 10 proc., podobnie Rainbow.
Reklama
Na razie ceny na lato 2020 r. są zwykle podobne, a najwyżej o kilka procent wyższe od tegorocznych. Nie ma jednak gwarancji, że to się nie zmieni. Przybywa bowiem powodów, dla których touroperatorzy mogą zostać zmuszeni do podwyżek. To już nie tylko słabość złotego względem głównych walut, w których rozliczane są hotele i bilety lotnicze. Biura w przyszłorocznych cenach uwzględniły też wyższe ceny paliw. Te jednak w ostatnich dniach na skutek ataku na rafinerię Arabii Saudyjskiej poszybowały znacząco w górę. Linie lotnicze podniosły ceny od 10 proc. do nawet 30 proc.
– Mamy nadzieję, że podwyżki cen ropy są chwilowe. Dlatego na razie nie zamierzamy ich uwzględniać w kosztach naszych wycieczek – mówi Maciej Nikiel. Podobne deklaracje składają inni touroperatorzy. – Wyższe ceny za ropę musiałyby się utrzymywać przez kilka miesięcy, by miały przełożenie na nasz biznes. W kosztach wyjazdów już wcześniej uwzględniliśmy ryzyko związane zarówno z wyższymi kursami głównych walut, jak i ewentualnymi podwyżkami ropy – mówi Adam Górczewski, rzecznik Grecos.
Maciej Nikiel dodaje, że obecnie bardziej niż podwyżki walut i ropy do wzrostu cen wycieczek może zachęcić wysoki popyt.
Duża część biur zapowiada, że wraz z końcem września kończy czas najatrakcyjniejszych benefitów dla kupujących, wśród których jest też gwarancja najniższej i stałej ceny do dnia wyjazdu. – Dziś proponujemy obok gwarancji stałej i najniższej ceny zniżki do 40 proc., zaliczkę na poziomie 15, a nie 30 proc., do tego 3 proc. upustu za lojalność oraz możliwość bezkosztowej rezerwacji. Od października te możliwości zostaną okrojone – mówi Piotr Henicz.