Region ma ambitny plan przejęcia od PKP i zrewitalizowania ok. 300 km linii. Pomóc ma w tym Krajowy Plan Odbudowy.
Na tle całego kraju to bardzo śmiałe plany. Jak dotąd Dolny Śląsk jest jedynym regionem w Polsce, który zdecydował się na przejmowanie od PKP nieczynnych torów i samodzielne ich remontowanie. Do tej pory udało się reaktywować połączenia na trzech odcinkach – ze Szklarskiej Poręby do granicy z Czechami, z Wrocławia do Trzebnicy i z Dzierżoniowa do Bielawy. Łącznie mają długość prawie 40 km.
Teraz województwo chce iść za ciosem i w ciągu najbliższych kilku lat zrewitalizować ponad 300 km linii kolejowych. Do remontu sukcesywnie pójdą przejmowane od PKP trasy. Ambitny plan zakłada, że wszystkie linie uda się odnowić do 2023 r., czyli do końca kadencji samorządu. Patryk Wild, dolnośląski radny, który jest jednym z twórców kolejowych planów regionu (jednocześnie jest współautorem koncepcji tras kolejowych do Centralnego Portu Komunikacyjnego), uważa, że te pomysły są całkiem realne. Liczy, że trasy uda się odnowić dzięki funduszom z Krajowego Planu Odbudowy, czyli instrumentu unijnego, który ma odtworzyć potencjał gospodarki w kryzysie wywołanym pandemią COVID-19. Polska na realizację KPO otrzyma 23,1 mld euro w formie dotacji. Dodatkowo może dostać 34,2 mld euro na pożyczki. Zgłoszone przez regiony wnioski, w tym ten z Dolnego Śląska, analizuje już Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej. – Liczymy na to, że nasze pomysły znajdą się w KPO, bo są zgodne z założeniami programu. Realizują cele klimatyczne, są impulsem popytowym dla gospodarki, a prowadzenie prac nie będzie wiązać się z zagrożeniem epidemiologicznym – wylicza Wild. Według niego rewitalizacja wszystkich tras może kosztować ok. 1 mld zł. – Jeśli dotrzymane zostaną założenia, według których z KPO zostanie sfinansowanych 80–90 proc. inwestycji, to województwo będzie musiało wyłożyć 100–200 mln zł – mówi Patryk Wild.
Tymoteusz Myrda z zarządu województwa dolnośląskiego zaznacza, że skala przywracania połączeń kolejowych będzie uzależniona od sytuacji finansowej regionu po pandemii. Przyznaje jednak, że samorząd będzie się starał o wszelkie możliwe środki, by sfinansować inwestycje. Oprócz KPO rewitalizację linii będzie można współfinansować w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych z przyszłej perspektywy unijnej czy z rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. – Remonty ruszą na dobre w 2022 r. – zakłada Tymoteusz Myrda.
W imieniu regionu prace na torach będzie zlecać Dolnośląska Służba Dróg i Kolei. Patryk Wild zaznacza, że w przetargach na remonty linii udaje się jej uzyskać niższe ceny niż spółce PKP Polskie Linie Kolejowe. To w dużej mierze bierze się z niższych wymagań stawianych przez region – np. zamiast dostosowania do prędkości 120 km/h, której żąda na liniach lokalnych PKP PLK, wystarczy szybkość 80 km/h. Torowisko przygotowywane jest zaś do mniejszych obciążeń. Dodatkowo w przypadku dużej części prac nie będzie konieczne zdobywanie pozwoleń na budowę czy decyzji środowiskowych. To zaś skróci cały proces.
Dotąd regionowi udało się przejąć od PKP blisko 180 km linii kolejowych m.in. z Gryfowa Śląskiego przez Mirsk do Świeradowa Zdroju czy biegnącą z okolic Wrocławia na południe województwa linię Kobierzyce – Piława Górna. W kolejce czeka kolejne 160 km, w tym trasa z Jeleniej Góry do Lwówka Śląskiego ze słynnym mostem nad Jeziorem Pilchowickim, który PKP chciały wysadzić na potrzeby filmu. – Dla nas priorytetem jest przywracanie połączeń do powiatów pozbawionych połączeń kolejowych, a także do miejscowości turystycznych, np. do Karpacza czy Świeradowa Zdroju – mówi Wild.
Jednocześnie należący do regionu przewoźnik – spółka Koleje Dolnośląskie – planuje zakup kolejnych pociągów do obsługi nowych tras. Niedawno podpisano umowę na sześć składów hybrydowych (spalinowo-elektrycznych) i pięć elektrycznych. Oba zamówienia zawierają opcję, dzięki której kontrakt można by rozszerzyć o zakup dodatkowych 22 pojazdów.