Przewoźnicy autobusowi domagają się realnej pomocy, a branża taksówkarska obawia się zapaści, bo rząd oferuje zbyt mało, by rozwiązać problemy.
ikona lupy />
DGP
W ostatnim czasie przedsiębiorstwa transportowe, zwłaszcza te zajmujące się transportem osób, notują drastyczny spadek zamówień na świadczone przez nie usługi. Skasowane imprezy masowe, malejący ruch turystyczny (odwołane wycieczki, także te szkolne, i pielgrzymki), a także zmniejszająca się liczba osób podróżujących w kraju i za granicę powodują znaczne straty finansowe wśród przewoźników drogowych wykonujących przewozy regularne – czytamy w uzasadnieniu projektu nowelizacji specustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem i zwalczaniem koronawirusa.

Bez kar? To za mało

To prawda, spadek w przewozach turystycznych szacuje się na ok. 90 proc. Decyzja o zamknięciu szkół spowodowała kolejny odpływ pasażerów na liniach regularnych (30 proc. według szacunków Ministerstwa Infrastruktury, 90 proc. według Polskiej Izby Gospodarczej Transportu Samochodowego i Spedycji). Przewoźnicy zmuszeni są więc ciąć siatkę połączeń na potęgę.
– Wielu przewoźników zawiesiło działalność, inni zredukowali linię połączeń nawet o 70 proc. Ja sam musiałem zawiesić połowę kursów – przyznaje Dariusz Tarnawski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przewoźników Osobowych (OSPO).
Ponieważ wykonywanie przewozu regularnego z naruszeniem warunków określonych w zezwoleniu stanowi naruszenie obowiązków lub warunków przewozu drogowego i zgodnie z art. 92a ustawy o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2140) zagrożone jest karą pieniężną, rząd zaproponował, by na czas występowania zagrożenia związanego z wirusem odstąpić od karania przewoźników. Takie rozwiązanie znalazło się w projekcie nowelizacji ustawy, który rząd ma przyjąć dziś lub jutro.
– To nie jest żadna łaska, bo już teraz art. 8 ustawy – Prawo przewozowe (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 8) stanowi, że obowiązek przewozu może być ograniczony przez przewoźnika m.in. z przyczyn ekonomicznych. Tymczasem my oczekujemy realnego wsparcia – podkreśla Tarnawski.
OSPO postuluje przede wszystkim o umożliwienie przewoźnikom dostępu do środków ochrony bezpośredniej (m.in. maseczek i rękawiczek). Stowarzyszenie apelowało o to do premiera już wcześniej, ale obawy kierowców jeszcze wzrosły po tym, jak w ostatni weekend zmarł zakażony wirusem 43-letni kierowca PKS Grójec. Przewoźnicy chcą też pomocy specjalistycznych służb w regularnym odkażaniu dworców oraz pojazdów.

Bezpłatne tankowanie

Firmy transportu publicznego liczą na konkretną pomoc ekonomiczną – np. umożliwienie na czas pandemii bezpłatnego tankowania na stancjach państwowego dostawcy paliw oraz zwolnienia z obowiązku wnoszenia opłat drogowych za przejazd drogą płatną przez autobusy wykonujące regularne przewozy na trasach do 50 km.
Transportowcy są zdania, że skoro jedna z państwowych firm paliwowych może wprowadzić darmowe tankowanie dla członków jednej z brygad Wojsk Obrony Terytorialnej, która pomaga w walce z koronawirusem, to tym bardziej należałoby dać taką możliwość pojazdom transportu publicznego. Do przeciwdziałania wyłudzeniom paliwa można by zobowiązać przewoźników do stosowania geolokalizacji dla śledzenia trasy i rozliczania liczby przejechanych kilometrów.
‒ Co rano dowozimy do pracy pielęgniarki, salowe, pracowników jeszcze działających fabryk, sklepów, piekarni, których nie stać na własne auto albo nie mają prawa jazdy. Jeśli ponosząc notoryczne straty, przestaniemy jeździć, ci ludzie nie dotrą do pracy ‒ apeluje Dariusz Tarnawski.

Trudne czasy dla taksówek

Zaskoczeni planami rządu są też taksówkarze. Chodzi mianowicie o przedłużenie do 30 września 2020 r. (z 31 marca) obowiązku uzyskania licencji pośrednictwa w przewozie osób (do czego są zobligowane zarówno tradycyjne korporacje, jak i firmy w rodzaju Ubera). Do tego czasu taksówkarze mają być zwolnieni z obowiązku odbierania zleceń wyłącznie od pośredników posiadających licencję. Projektodawcy tłumaczą propozycję tym, że do tej pory licencji pośrednictwa w przewozie osób udzielono 29 podmiotom.
‒ Przewozy taksówkarskie są teraz praktycznie zerowe. A rząd umożliwia jeszcze dalsze funkcjonowanie firmom bez licencji. To może być gwóźdź do trumny branży taksówkarskiej – mówi Jarosław Iglikowski ze związku zawodowego Warszawski Taksówkarz.
Dodaje, że nie rozumie, jak ta decyzja się ma do przeciwdziałania epidemii.
– W Czechach właśnie z powodu koronawirusa wprowadzono absolutny zakaz wykonywania przewozów osób przez nielicencjonowane podmioty, by łatwo było zidentyfikować kierowcę i ewentualnie poddać go kwarantannie. Nie wiem, dlaczego nasz rząd chce iść w odwrotnym kierunku, ale w obecnej sytuacji nawet nie możemy zorganizować protestu. Choć możemy głosować – irytuje się taksówkarz.

Dłuższe terminy legalizacji

W projekcie znalazły się natomiast przepisy upoważniające Główny Urząd Miar do odraczania terminu ponownej legalizacji i zezwolenia na dalsze użytkowanie przyrządów pomiarowych (np. taksometrów czy tachografów) przez kolejne sześć miesięcy. Wnioski o odroczenie legalizacji będzie można przesyłać elektronicznie.
Wydłużony będzie też okres ważności badań lekarskich dla kierowców zawodowych. Badania, które utraciły ważność po 7 marca br., zachowają ważność, ale nie dłużej niż do upływu dwóch miesięcy od odwołania stanu zagrożenia epidemicznego.
Choć w projekcie nowelizacji specustawy przewidziano przedłużenie o sześć miesięcy ważności badań technicznych urządzeń podlegających kontroli Urzędu Dozoru Technicznego (takich jak wózki widłowe, windy etc.), jak dotychczas analogicznego rozwiązania nie przewidziano w przypadku badań technicznych pojazdów. Resort infrastruktury wydał na razie zalecenia dla stacji kontroli pojazdów, by diagności ograniczyli do minimum kontakty z użytkownikami aut, a płatności za badanie były przyjmowane w formie bezgotówkowej.