Reklama
Po niemal 30 latach powolnego upadku autobusowego transportu publicznego wreszcie w niektórych regionach coś zaczęło się poprawiać. Dzięki stworzonemu w 2019 r. rządowemu funduszowi dopłat autobusowych samorządy przestały liczyć na wolny rynek i wzięły się za organizowanie komunikacji. O ile jednak przez pierwsze dwa lata zainteresowanie tym mechanizmem było słabe, bo w 2019 r. wykorzystano 3 proc., a w 2020 r. 17 proc. dostępnej kwoty dofinansowania, to w ostatnim naborze po dopłaty ustawiła się bardzo długa kolejka chętnych. Wiceminister infrastruktury Rafał Weber powiedział wczoraj posłom, że szacunkowa kwota przyznanych dopłat wyniesie 550 mln z 800 mln zł dostępnej puli. W całym kraju dofinansowanych ma być 4920 linii autobusowych.
W czterech województwach – pomorskim, mazowieckim, śląskim i podkarpackim – pojawił się jednak problem, bo nie starczyło pieniędzy dla wszystkich chętnych.
Duże kłopoty dotknęły wiele powiatów na Mazowszu. Jak informowało Radio dla Ciebie, widmo likwidacji zawisło nad kilkudziesięcioma liniami autobusowymi, bo część starostów, którzy w poprzednich latach dostali pieniądze na komunikację, teraz ich nie otrzymało. Przykładowo w powiecie białobrzeskim zagrożonych jest 16 linii, a w grójeckim 17. Starosta białobrzeski przyznał, że może pojawić się problem z dojazdem przez uczniów do szkół średnich. Pierwszy raz ani złotówki z rządowego dofinansowania do przewozów autobusowych nie dostał też powiat płocki. Dyrektor tamtejszego wydziału komunikacji Mariusz Lewicki w rozmowie z RDC przyznał, że powiat będzie musiał skasować większość kursów, co utrudni dojazd do lekarzy, szkoły czy do pracy.
Według Ewy Filipowicz, rzeczniczki wojewody mazowieckiego, przyznana na region pula 60 mln zł starczy na dofinansowanie w przypadku 78 wniosków. Z braku wystarczających środków odrzucono 36 zgłoszeń. Rzeczniczka przyznaje, że pierwszy raz było tak wielkie zainteresowanie dopłatami. Zgodnie z zapisami ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych pierwszeństwo przy objęciu dopłatą mają mniejsze jednostki samorządowe, m.in. gminy czy związki międzygminne.

Reklama
Część powiatów na Mazowszu zostało wypchniętych z gry przez podmioty, które składały wnioski o dofinansowanie po raz pierwszy. Przykładowo związek gmin pod nazwą „Grodziskie przewozy autobusowe” zyskał rekordową kwotę dopłat w wysokości 19,5 mln zł. Dzięki temu w okolicach Grodziska Mazowieckiego uda się stworzyć gęstą siatkę połączeń autobusowych kursujących od wczesnego rana do późnego wieczora.
Nie dla wszystkich chętnych starczyło pieniędzy także na Podkarpaciu, gdzie złożone wnioski o 13 mln zł przekroczyły dostępną pulę, która wynosiła niecałe 53 mln zł. W efekcie część podmiotów została bez pieniędzy. Pozytywną wiadomością jest w tym regionie zapowiedź przywrócenia komunikacji w Bieszczadach. Dzięki dofinansowaniu ze środków FRPA dotowane kursy chcą uruchomić tamtejsze gminy.
W urzędach wojewódzkich przekonują jednak, że ci, którzy nie dostali dopłaty (3 zł do każdego kilometra przejechanego przez autobus), mogą zaryzykować i uruchomić komunikację na własne ryzyko. Potem mogą liczyć na dogrywkę. Z praktyki wiadomo bowiem, że nie wszystkie samorządy wykorzystują przyznane kwoty. W drugiej połowie roku wojewodowie organizują nowe rozdanie.
Wczoraj wiceminister Weber zapowiedział jednak wprowadzenie znacznie szybszego mechanizmu, który pozwoliłby szybko przesunąć środki z województw, w których nie wykorzystano całości pieniędzy, w miejsca, gdzie ich zabraknie. – Jeszcze w tym tygodniu postaram się skierować na Komitet Stały Rady Ministrów nowelizację ustawy o funduszu autobusowym w tej sprawie – powiedział DGP Rafał Weber. Tam, gdzie zabrakło pieniędzy, wojewodowie mogliby ogłosić nabory wczesną wiosną. Przynajmniej tak liczy wiceszef resortu infrastruktury. Zapowiada też, że przy dalszym zwiększaniu się zainteresowania funduszem wynosząca teraz 800 mln zł pula w kolejnych latach może wzrastać.
Marcin Gromadzki z firmy doradczej Public Transport Consulting przyznaje jednak, że fundusz potrzebuje znacznie większych usprawnień. Jednym z nich powinna być możliwość zawierania kilkuletnich umów o dopłaty (teraz to jest możliwe na rok). Dłuższe kontrakty dałyby większą stabilność i ciągłość oferty przewozowej. To z kolei byłoby z korzyścią zarówno dla pasażerów, jak i dla przewoźników realizujących usługi na rzecz samorządów.
Innym problemem jest późne ogłaszanie naborów przez wojewodów. Ostatnio rząd dał zielone światło w tej sprawie dopiero na przełomie listopada i grudnia po tym, jak oficjalnie potwierdził, że w tym roku stawka dopłat zostaje utrzymana na wyższym poziomie w wysokości 3 zł. W efekcie wielu wojewodów rozstrzygało nabory w ostatni dzień grudnia. Na Mazowszu, gdzie złożono wyjątkowo dużo wniosków, wojewoda Konstanty Radziwiłł trzymał samorządowców w niepewności najdłużej – aż do połowy stycznia.
Wiceminister Weber zarzeka się, że z naborami na rok 2023 urzędy wojewódzkie będą mogły wystartować wcześniej. Dzięki temu samorządy będą mogły wcześniej planować publiczną siatkę połączeń.