Ponad dwa lata temu zainaugurowała Pani działalność Centrum Partnerstwa Publiczno-Prywatnego. Potem PPP zaczęło się wreszcie rozwijać, między innymi dzięki złagodzeniu przepisów. Czym zajmuje się teraz Centrum?

Jest bardzo wiele do zrobienia – jesteśmy nadal na początku drogi. Bierzemy udział w wielu konferencjach, szkoleniach, głównie na zaproszenie samorządów lokalnych. Ale partnerstwem zainteresowane są też różne instytucje szczebla krajowego. Staramy się więc prowadzić działania systemowo-horyzontalne jak i sektorowe. PPP może z powodzeniem wykorzystać nie tylko samorząd, ale i ministerstwa.

Działania centrum na początku chętnie firmowało Ministerstwo Gospodarki. Miała być bliska współpraca. Ale o koordynacji działań promujących partnerstwo na centralnym szczeblu trudno mówić.

Faktycznie od prawie roku nie udaje nam się z resortem gospodarki dopiąć współpracy dotyczącej choćby wspólnej bazy danych. Ministerstwo ma np. zidentyfikowane 40 projektów, a my jako Centrum 220. Ale rozmowy cały czas się toczą.

Czemu współpraca na razie nie wypaliła?

Ministerstwo Gospodarki ma wiele spraw na głowie i pewnie dlatego nie zajmuje się PPP na szerszą skalę. A szkoda. Choćby dlatego,że np. w przypadku projektów, gdzie większe ryzyko bierze na siebie partner prywatny, zobowiązania finansowe, zgodnie z wytycznymi Eurostatu, nie wchodzą do długu publicznego. Dlatego też rząd powinien przygotować strategię działań dotyczącą rozwoju PPP. W innych państwach znacznie przyspieszyło to inwestycje.

Zapowiadaliście przygotowanie wzorców dla projektów, przykładowych ścieżek dojścia do realizacji.

Dwa takie dokumenty od dawna są już na naszej stronie internetowej. Dotyczą wyboru i wymagań wobec doradców oraz ścieżki dojścia do realizacji projektu. Na akceptację władz fundacji czeka trzeci wzorzec, poświęcony budownictwu mieszkaniowemu, dwa dalsze, dotyczące budowy siedzib władz publicznych i więzień są w przygotowaniu.

Samorządy czekały na konkretne wzorce umów, dobrych praktyk. To mogłoby im zaoszczędzić im przynajmniej części wydatków na doradztwo.

Każdy projekt jest inny i przygotowywanie bardziej szczegółowych wzorów umów nie ma sensu. Muszą zawierać zapisy umowy o zamówieniach publicznych oraz elementy wymagane w ustawie o PPP dotyczące chociażby podziału ryzyk. Można wykorzystać ogólne zasady umowy z dokumentu o ścieżce dojścia do PPP.

Samorządowcy chwalą trud, jaki włożyliście wyszkolenie przynajmniej części urzędników z instytucji takich jak Najwyższa Izba Kontroli, Regionalne Izby Obrachunkowe. Czy tego typu szkolenia dla Centralnego Biura Antykorupcyjnego czy Centralnego Biura Śledczego będą kontynuowane?

Przyznaję, że jest z tym kłopot. To my wymyśliliśmy te szkolenia i je zrealizowali w 2009 roku. Mamy do tego najlepszych ekspertów, jak prof. Michał Kulesza, prawnik i twórca reformy samorządowej. Niestety instytucje, które skorzystały ze szkoleń, rozpisały teraz przetargi na ich realizację. Kryteria są zaś tak skonstruowane, że przegrywamy i to niewielką różnicą punktów. Bo te przyznawane są np. za wysokość kapitału firmy, realizowane wcześniej szkolenia, i to z różnych dziedzin, czy też zapisy o współpracy z samorządami w statucie. A my jesteśmy fundacją, która działa dwa lata i na dodatek specjalizuje się tylko w PPP.

I kto wygrywa?

Prywatne firmy. Choć nikt się nie zastanawia, że może im brakować kadr, lub że teraz szkolą urzędników nadzoru, a potem bez ograniczeń mogą składać do nich wnioski na realizację PPP.

Na PPP pojawiły się wreszcie pieniądze, więc wszyscy chcą skorzystać. Czy podobnie nie jest z inicjatywą Banku Gospodarstwa Krajowego, by powołać spółkę certyfikującą projekty?

Inicjatywę BGK oceniam bardzo dobrze, Mówimy o tym już od dwóch lat. Moim zdaniem certyfikacją projektu powinna zająć się publiczna instytucja, by nie doszło do sytuacji, że te same osoby oceniają projekt i pracują przy jego przygotowaniu czy realizacji. A BGK jest państwowym bankiem. Głównym zadaniem centrum certyfikacji musi być badanie, czy dany projekt da korzyści publiczne. Podobne centra działają już w większości państw i zawsze ich powołanie powodowało szybszy rozwój partnerstwa.

Przyznawanie certyfikatów może jednak dać BGK przewagę na rynku jego podstawowej działalności jak udzielanie finansowania m.in. samorządom. Inne banki nie są z tego pomysłu zbyt zadowolone i chętniej przyjęłyby bardziej niezależny ośrodek.

BGK nie ma aż tyle pieniędzy, by zdominować rynek PPP. Zresztą pieniądze na realizację pozyskiwać będą podmioty prywatne, a rolą państwowego banku byłoby raczej zwiększanie dostępności do kapitału (kredytu), a więc udzielanie projektom gwarancji, tworzenie konsorcjum.

Na początku mówiło się, że jest jeszcze czwarte P, czyli prokurator. Czy po szkoleniach dla urzędników i sukcesach pierwszych projektów z szeroko pojętego partnerstwa sytuacja się zmieniła?

Problemy nadal są te same, stąd tak ważna rola m.in. spółki certyfikującej, która będzie też dawać władzom lokalnym wsparcie. Ale prawdziwym przełomem byłoby zrealizowanie kilku projektów PPP przez władze centralne. Byłby to rodzaj zielonego światła dla osób, które wciąż mają wątpliwości, czy partnerstwo może służyć publicznemu interesowi.

Jakie centralne projekty PPP moglibyśmy teraz wdrażać?

Najlepiej zacząć od najprostszych w realizacji, a jednocześnie pilnie potrzebnych. Partnerstwo publiczno-prywatne jest bardzo dobrym rozwiązaniem dla budowy siedzib urzędów czy więzień, których tak bardzo nam brakuje. Kłopoty z przestarzałymi budynkami mają też szpitale. Unia daje zaś pieniądze na wyposażenie placówek medycznych, ale nie na budowę.

Coraz częściej mówi się o łączeniu funduszy unijnych i PPP. Ale takich doświadczeń w Polsce brak. Co sądzi Pani o tym rozwiązaniu?

Łączenie PPP i środków z UE zawsze było możliwe, ale jeszcze bardziej komplikuje procedury. Uważam, że PPP powinniśmy wykorzystywać teraz przede wszystkim tam, gdzie na unijne fundusze nie ma szans, zamiast łączyć jedno z drugim.