Z naszych ustaleń wynika, że w ślady Sopotu mogą pójść kolejne miasta. – Nie wykluczamy założenia sprawy sądowej przeciwko TVP – przyznaje Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzeczniczka prezydenta Gdańska. Po śmierci Pawła Adamowicza urząd miasta poprosił firmę zajmującą się monitoringiem mediów o sprawdzenie, ile od początku 2018 r. było materiałów, w których pojawiał się prezydent Adamowicz. – W samym TVP Info było to 875 materiałów i 378 powtórzeń. W TVP Gdańsk to 598 materiałów, w TVP 2 – 82, w TVP 1 – 221 materiałów i 103 powtórzeń. Można się domyślić, że nie były to pozytywne relacje, a ich liczba pokazuje, że nie mamy do czynienia z normalną sytuacją – ocenia Skorupka-Kaczmarek. Zastrzega jednak, że kwerenda była robiona przede wszystkim z myślą o „dyskusji dotyczącej stylu pracy dziennikarzy TVP”.

Gdańsk w jeden proces z TVP jest już zaangażowany. Chodzi o materiał z 31 października 2016 r., który dotyczył powstałej w Gdańsku Rady ds. Imigrantów i Imigrantek. – W TVP Info przekroczono jakiekolwiek granice przyzwoitości, bo imigrantów pokazano niczym falę, która za chwilę zaleje całe miasto. Użyto kadrów z zamieszek, a muzyki rodem z filmów katastroficznych. Założyliśmy więc sprawę przeciwko TVP Info. Pierwsza rozprawa przed warszawskim sądem zaplanowana była na styczeń tego roku, ale ze względu na śmierć prezydenta musiała zostać przełożona – mówi Magdalena Skorupka-Kaczmarek.

O wejściu na wojenną ścieżkę z TVP myślą władze Poznania. – Prezydent nie przyjmie zaproszenia do audycji na żywo, nie będzie też udzielał wypowiedzi indywidualnych, tzw. setek. Aktualnie rozważane jest podjęcie kroków prawnych wobec TVP 3 Poznań. Ewentualne działania będą zależeć od analizy dotyczących prezydenta materiałów z przeszłości – deklaruje Hanna Surma, rzeczniczka prezydenta Jacka Jaśkowiaka.

Podobne sygnały dochodzą do nas z innych dużych miast, choć tam nikt oficjalnie nie chce zabrać głosu. O komentarz poprosiliśmy Centrum Informacji TVP. – W przypadku pojawienia się inicjatyw TVP odniesie się stosownie do ich wagi. Ograniczanie kontaktu z mediami regionalnymi uważamy za niebezpieczne i szkodliwe zjawisko, uderzające w zasadę jawności życia publicznego. Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy pojawiają się tematy wywołujące uzasadnione emocje, pytania i wątpliwości mieszkańców. Stawianie się polityków lokalnych poza kontrolą mediów, unikanie odpowiedzi przed kamerą, a co za tym idzie nieinformowanie mieszkańców o toczących się sprawach, jest niezgodne ze standardem demokratycznej polityki. Może prowadzić do nadużyć, a przede wszystkim odbiera mieszkańcom prawo do bycia poinformowanym – odpowiada zespół rzecznika TVP.

– Gmina, jako wspólnota wyposażona w osobowość prawną, również jest objęta ochroną dobrego imienia. Tak więc władzom gmin przysługują roszczenia w tym zakresie – tłumaczy Piotr Kołodziejczak, radca prawny z Kancelarii Dr Krystian Ziemski & Partners. Jak dodaje, granica naruszenia dóbr osobistych danego włodarza lub kierowanej przez niego jednostki samorządowej może być płynna. – Wpierw to strona pozywająca musi określić, czyje dobra zostały jej zdaniem naruszone, a każdy przypadek wymagałby odrębnej oceny. Pamiętajmy, że ochrona dóbr osobistych nie ma na celu pozbawiania mediów prawa do krytyki, ale chodzi o nieprzekraczanie pewnych granic. To sąd musiałby każdorazowo ocenić, czy dane działanie wykracza poza sferę usprawiedliwionej krytyki – zaznacza Piotr Kołodziejczak.

Medioznawca z UW i SWPS prof. Maciej Mrozowski ocenia, że miasta mają szanse na sukces w sądowej batalii z TVP. – Poprzez zebranie dostatecznie dużej liczby stronniczych materiałów można sprawę uogólnić i pokazać pewną tendencję. Przy tak udokumentowanych materiałach, gdy okaże się, że przedstawione w nich tezy będą przeczyć faktom, jest duża szansa, że sąd przyzna samorządom rację i uzna, że TVP naruszyła ustawowe zasady bezstronności – mówi.

Pod koniec stycznia włodarze Warszawy, Poznania, Gdańska, Sopotu i Gliwic wyszli z apelem m.in. o zbadanie, jakie działania wobec Pawła Adamowicza podejmowała TVP. Skierowali go do premiera Mateusza Morawieckiego, rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara, szefa NIK Krzysztofa Kwiatkowskiego, szefa KRRiT Witolda Kołodziejskiego i przewodniczącego Rady Etyki Mediów Ryszarda Bańkowicza. Jak ustaliliśmy, odpowiedzi udzieliła już kancelaria premiera – zasugerowała, że od kontrolowania działań telewizji publicznej są inne instytucje. Stanowisko zajęłą także REM. „Rada skupiła uwagę na kilkunastu publikacjach TVP, głównie z 2018 roku. Stwierdziła, że autorzy tych publikacji manipulują faktami, sugestiami i domniemaniami tak, by przedstawić Pawła Adamowicza jako osobę niegodną zaufania” – stoi w opinii, która jest w całości druzgocąca dla TVP.

Nie wszystkie miasta chcą wytaczać ciężkie działa przeciwko telewizji publicznej. – Na razie stosujemy zasadę ograniczonego zaufania, starając się mimo wszystko nadal współpracować z TVP – mówi Włodzimierz Tutaj z magistratu w Częstochowie. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc też nie zamierza iść do sądu ani w jakikolwiek sposób zmieniać polityki informacyjnej urzędu. W Toruniu nikt nie narzeka na relacje z regionalnym oddziałem TVP. – Nie odnotowaliśmy przypadków złamania etyki dziennikarskiej czy naruszenia wizerunku miasta – ocenia Magdalena Stremplewska, rzeczniczka prezydenta miasta.