Włodarze miast poważnie zastanawiają się nad zainicjowaniem akcji referendalnej dotyczącej limitu kadencji – nie tylko dla nich samych, ale też dla wszystkich funkcji pochodzących z wyboru. A więc i parlamentarzystów. Działacze PiS komentują krótko: to zemsta polityczna.



„Zgłaszam wniosek, aby Związek Miast Polskich (ZMP) zainicjował akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum ogólnokrajowego w sprawie objęcia zasadą ograniczenia do dwóch kadencji wszystkich funkcji pochodzących z wyborów powszechnych” – taki postulat burmistrz Wołomina Elżbiety Radwan trafił do zarządu ZMP.
Intencja jest jasna. Chodzi o to, by zasada limitowania liczby kadencji zaczęła obowiązywać także posłów i senatorów. Bo to parlamentarzyści wprowadzili niedawno dwukadencyjność dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którą spora część włodarzy uznaje za niekonstytucyjne ograniczenie biernego i czynnego prawa wyborczego.
Reklama
Z naszych rozmów z samorządowcami wynika, że zdania co do propozycji zorganizowania referendum są podzielone.
– Skoro wpłynął taki wniosek, podejmiemy sprawę na zarządzie ZMP. Nie wiem, jaka będzie decyzja. Osobiście uważam, że jeśli ktoś proponuje nierozsądne rozwiązanie w postaci dwukadencyjności, to nie jest powiedziane, że najlepiej byłoby odpłacić się tym samym – mówi Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic i prezes ZMP.

Reklama
Innego zdania jest Andrzej Porawski, dyrektor biura ZMP i sekretarz rządowo-samorządowej Komisji Wspólnej.
– Propozycja jest ciekawa, ale warunek jest jeden: powinna być zbudowana jakaś większa koalicja – ocenia. Chodzi np. o to, by w sprawę zaangażować organizacje pozarządowe, a samą inicjatywę referendalną powiązać z innymi zagadnieniami, np. JOW-ami. Więcej niż jedno pytanie referendalne oznacza bowiem większe możliwości dokooptowania innych środowisk.
– Jestem przekonany, że opcja pójścia szerszym frontem będzie poważnie rozważona. Trzeba szybko się tym zająć. Warto też przedstawić taki postulat panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie w kontekście planowanego referendum konsultacyjnego – dodaje Andrzej Porawski.
Potencjalne więc drogi są dwie – albo własne referendum, na które musiałby zgodzić się Sejm, albo podłączenie się pod inicjatywę prezydenta. Z organizacyjnego punktu widzenia można uznać, że samorządy są w stanie przeprowadzić własną akcję referendalną.
ZMP zrzesza ok. 300 jednostek, a pod wnioskiem o zorganizowanie plebiscytu – zgodnie z art. 63 ust. 1 ustawy o referendum ogólnokrajowym (Dz.U. 2003 nr 57, poz. 507) – musiałoby się podpisać 500 tys. mieszkańców. Co więcej, jest spora szansa, że uczestnicy takiego plebiscytu poparliby dążenia lokalnych włodarzy. Z badań CBOS wynika, że obywatele dużo lepiej oceniają działalność samorządów (nawet ponad 70 proc. opinii pozytywnych) niż parlamentu (tylko mniej więcej co czwarty ankietowany wyraził pozytywne zdanie).
Pomysł nie budzi entuzjazmu polityków PiS. – Każdemu wolno podjąć inicjatywę referendalną. Rozumiem jednak, że jest to forma politycznej zemsty czy odegrania się władz lokalnych na parlamentarzystach, którzy poparli zasadę dwukadencyjności – ocenia Grzegorz Adam Woźniak (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji samorządowej. Ma też wątpliwości, czy uwzględnienie tematu w planowanym prezydenckim referendum to dobry pomysł. – Trzeba poczekać, jaka będzie decyzja Kancelarii Prezydenta co do terminu przeprowadzenia referendum i jaki będzie kierunek zawartych tam pytań. Nie wyobrażam sobie, by w tym plebiscycie były pytania z kategorii „od sasa do lasa” – mówi.
Opozycja popiera dążenia samorządowców, ale warunkowo.
– Rozumiem i wspieram samorządowców. Ale sama dwukadencyjność nie jest dziś największym problemem samorządu, lecz centralizacja władzy w wykonaniu PiS. Może takie referendum powinno dotyczyć większej liczby zagadnień, związanych z funkcjonowaniem samorządu. Pytanie tylko o limit kadencji rodziłoby ryzyko plebiscytu politycznego. Pod warunkiem że udałoby się w ogóle zapewnić wiążącą frekwencję – mówi Jan Grabiec z PO.
Z kolei zdaniem Piotra Zgorzelskiego z PSL, idea lokalnych włodarzy jest słuszna. Gorzej z wyczuciem czasu.
– PiS wykorzysta tę sprawę w samorządowej kampanii wyborczej, pokazując, że włodarze walczą o swoje stołki – ocenia. – Ale jeśli PSL w przyszłej kadencji znajdzie się u władzy, będzie dążył do odwrócenia zasady dwukadencyjności, z jednoczesnym zachowaniem ich 5-letniej długości – dodaje Piotr Zgorzelski.
Do pomysłu samorządowców sceptycznie odnosi się dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.
– Referenda ogólnokrajowe nie powinny dotyczyć spraw błahych, zwłaszcza że ich organizacja sporo kosztuje. Nie można też nadwyrężać autorytetu tej instytucji. Sprawa ograniczonej kadencyjności, wbrew pozorom, nie jest aż tak istotna dla obywateli – uważa.
Jego zdaniem choć limit kadencji jest ograniczeniem praw suwerena, to jednak jest też stosowany jako narzędzie służące temu, by włodarze nie przywiązywali się do stołków i nie tworzyli siatki nieformalnych, szkodliwych powiązań.
– Z tego względu ta zasada jest stosowana tylko do funkcji, które łączą się z pewną siłą sprawczą, ze sprawowaniem funkcji urzędniczej. Parlamentarzyści są tylko tubami swoich partii. Tuby się wymienia, a i tak grają tak samo, zgodnie z linią narzuconą przez własne ugrupowanie – kwituje dr Płażek.