Jak wyglądają umowy śmieciowe w Europie

Na początku 2014 roku Donald Tusk zapowiedział, że jego rząd rozpoczyna walkę z erą tzw. umów śmieciowych, które - jak mówił premier - stanowią "pracę odartą z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość". Rządowe propozycje - miedzy innymi zmiany w oskładkowaniu umów-zleceń - wywołały na razie szereg kontrowersji wśród specjalistów, a prace nad reformą nadal trwają. Tymczasem liczba śmieciówek rośnie w Polsce w ogromnym tempie - jak wynika z ostatnich danych GUS, w 2012 roku pracowało na nich ponad milion osób w firmach zatrudniających ponad 9 osób (umowy o dzieło i zlecenia), co oznacza wzrost o 85 proc. od 2010 roku. Z rosnącą liczbą "śmieciówek" boryka się jednak nie tylko Polska - ta forma zatrudniania funkcjonuje w wielu krajach Unii Europejskiej.

Holandia

żródło: ShutterStock

„Nulurencontract" w Holandii

Rozwiązania podobne do brytyjskich posiada również Holandia – popularne są tam umowy czasowe „nulurencontract”, czyli kontrakty "na zero godzin", które nie gwarantują stałej liczby godzin pracy w tygodniu.

Zgodnie z przepisami, po trzecim takim kontrakcie pracodawca powinien podpisać z pracownikiem umowę na czas nieokreślony. Jednak firmy obchodzą ten przepis i wysyłają pracowników na trzy miesiące na bezrobocie, by po upływie tego okresu zatrudnić ich ponownie na umowę czasową.

W proceder ten wymierzone są nowe przepisy, które wejdą w życie w 2015 roku. Zgodnie z nimi, po trzech umowach terminowych czwarta będzie już musiała być zawarta na czas nieokreślony - jeżeli pracodawca się na to nie zdecyduje, będzie musiał rozstać się z pracownikiem na sześć miesięcy i dopiero po upływie tego okresu będzie mógł z nim podpisać kolejną terminową umowę. Kontrakty „na zero godzin” mają też zostać zakazane w służbie zdrowia.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję
statystyki

Komentarze (1)

  • ja78(2014-09-09 12:23) Zgłoś naruszenie 01

    W Niemczech ludzie na takich umowach utrzymają siebie i rodzinę oraz dom i psa...a u nas to tylko można zdechnąć. I tutaj jest zasadnicza różnica. W Polsce agencje pracy proponują umowy np. w marketach na kasę za 4 zł na godzinę na umowę zlecenia albo o dzieło. Moja ciocia poszła do takiej pracy, ale tylko dlatego, żeby nie siedzieć w domu i nie dziczeć ( moje zdanie jest odmienne, ale to jej wybór- bo zdziczeć można pracując w takich warunkach placowych)...ale cale szczęście ma męża który ja i dom utrzyma.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!