Więc przyjeżdżają do Warszawy i jeszcze paru akademickich miast młode słoiki z zawekowanymi przez matki bigosami i bograczami na przetrwanie tygodnia. Łęcki mówi, że chciałby im jakoś pomóc, wychować, nauczyć poprawnej polszczyzny choćby, ale opadają mu ręce. – Niech się pan spokojnie rozbierze, mówi mi niedawno studentka. Z uśmiechem dopowiadam, że mogę najwyżej zdjąć płaszcz, ale nawet nie zrozumiała dowcipu – opowiada socjolog. Inna, której kolega wykładowca zwrócił uwagę, że na egzamin ubrała się jak na plażę, pobiegła z płaczem do dziekana na skargę, że została potraktowana jak przedmiot, kiedy powinna się liczyć osobowość.

Marek „Prezes” Laskowski, właściciel klubu Progresja w Warszawie, do którego od lat przychodzą bawić się studenci, potwierdza te obserwacje z drugiej, zabawowej strony. Skarży się, że popularnością nie cieszą się ambitniejsze imprezy, choćby przeglądy filmów albo koncerty zespołów, których akurat nie ma na topie YouTuba. – Wie pani, przy czym się najchętniej bawi studencka młodzież – pyta, by samemu odpowiedzieć: disco polo. Gwiazdą jest też niejaki Chwytak, poziom betonu. Zażądali, aby na bierfeście zagrała kapela ludowa, a w kącie klubu umieścić zagrodę ze zwierzątkami. – To akademikowe dzieciaki, Polska B i C, które swoją wiedzę o świecie, ambicje czerpią z kolorowych magazynów, „Super Expressu” i TVN – podsumowuje Prezes.

Ale nawet do nich dociera powoli, że życie nie będzie takie różowe, jak myśleli. Jednak zamiast pracować nad sobą, wolą się dołować. Rozpacz tłumią browcem, wzruszeń szukają, nucąc „Ona tańczy dla mnie”.

Przepaść między Olgą i jej przyjaciółmi a kolegami Marcina pogłębia się i poszerza. Za ich życia będzie już nie do zasypania.

Ale to się zmieni

Doktor Maciej Duszczyk uspokaja jednak i radzi, aby nie panikować. To, czego nie są w stanie załatwić programy pomocy społecznej, gadające mądre głowy i elaboraty w uczonej prasie, jednym gestem uporządkują prawa demografii. Poczekajmy do 2020 r., to już za chwilę. Wówczas na rynek pracy zacznie wchodzić rocznik 1995 (250–300 tys. osób), a ci urodzeni w latach 50. (ponad 450–500 tys.) przechodzić na emeryturę. Półka opustoszeje, a ci, którzy na niej zostaną, nie pozwolili się zepchnąć, odetchną.

Poza tym, na co wskazuje Sebastian Popiel, członek zarządu firmy doradztwa personalnego People, przy całej tej inflacji edukacji młode pokolenie nie jest ani tak przegrane, ani głupie. Wie, czego chce. I czego nie chce: życia w stylu ich rodziców. Nie chcą domku na kredyt, kariery, która kradnie życie, adrenaliny zza biurka. Wolą sobie pożyć naprawdę, o czym mówią bez oporów, sprawiając wrażenie arogantów i abnegatów, bo często wymawiają zapomniane słowo „wolność”.

– Jednak to ich możliwości są tak naprawdę nieograniczone – przekonuje Popiel. Każdy z nich może założyć e-sklep i jeśli tylko będzie miał pomysł, jaki w nim umieścić towar, handlować z całym światem. Albo jeśli lubi gotować, założyć vloga, po czym zostać zamożnym celebrytą. To młodzi budują dla siebie świat, w którym wbrew pozorom świetnie się poruszają. A ci po 30. (pamiętajcie, nie należy im ufać) załamują ręce, bo przestają rozumieć, bo się gubią.

Więc właśnie ten czas, dziś, to stagnacja przed kolejną wielką rewolucją. Zamknęły się niektóre drzwi? Inna brama się szeroko otwiera.