Szefowie będą mogli określać, którzy zatrudnieni nie muszą stosować środków ochrony nosa i ust. Rząd nie zagwarantował, że na pewno mają ich używać osoby obsługujące klientów
ikona lupy />
DGP
Jeszcze w ubiegły piątek wykonywanie pracy zwalniało z obowiązku noszenia maseczek, chyba że zatrudniony miał kontakt z klientami firmy. W sobotę, niedzielę, poniedziałek i wtorek mieli je stosować wszyscy pracownicy, którzy nie przebywają sami w pomieszczeniu. Od środy o tym, kto musi zasłaniać usta i nos, a kto nie, zadecyduje w praktyce pracodawca. Teoretycznie nie musi się nawet przejmować tym, czy dany zatrudniony obsługuje osoby z zewnątrz.
Pewne jest już tylko jedno: w zakresie stosowania środków ochrony pracodawca musi się kierować przede wszystkim zdrowym rozsądkiem i celowościową wykładnią przepisów. Ta literalna zbyt często prowadzi na manowce.

Do wyboru?

Nowe, obowiązujące zasady zasłaniania ust i nosa w pracy określa rozporządzenie Rady Ministrów z 1 grudnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz.U. poz. 2132). Zgodnie z nim pracownicy mają stosować np. maseczki lub przyłbice, jeśli nie przebywają sami w pomieszczeniu, chyba że pracodawca postanowi inaczej.
– Takie ukształtowanie przepisów wynika zapewne z braku możliwości określenia wszystkich wyjątków od ogólnej zasady ochrony nosa i ust. Ustawodawca zdecydował, że to pracodawca ma o tym decydować, bo tylko on wystarczająco dokładnie zna specyfikę pracy i jej organizację. Dlatego ma zarządzać kwestiami bezpieczeństwa – wskazuje prof. Monika Gładoch, radca prawny z kancelarii M. Gładoch Specjaliści Prawa Pracy.
Z literalnego brzmienia nowych przepisów wynika, że pracodawca ma całkowitą dowolność w określaniu, kto musi nosić maseczkę, a kto nie. Teoretycznie mógłby więc nawet ustalić, że np. wszyscy pracownicy firmy nie muszą stosować środków ochrony. W przypadku zakładów pracy ustawodawca nie zastrzegł bowiem w rozporządzeniu, że usta i nos muszą obowiązkowo zasłaniać osoby, które zajmują się obsługą klientów lub interesantów. W praktyce jednak firma nie ma zupełnej swobody w tym względzie.
– Pracodawcę wciąż obowiązuje art. 207 k.p., zgodnie z którym ma on chronić zdrowie i życie pracowników oraz ponosi odpowiedzialność za stan bhp w miejscu pracy. Jeśli przesadnie ograniczy zasłanianie ust i nosa, to musi liczyć się z zarzutami zatrudnionych, że nie zapewnił bezpiecznych warunków pracy. Trzeba w tym względzie zachować zdrowy rozsądek – tłumaczy Piotr Wojciechowski z Kancelarii Adwokackiej Piotr Wojciechowski.
Trzeba też pamiętać o celu przyjęcia samego rozporządzenia.
– Co do zasady wykładnia literalna ma pierwszeństwo, ale ze względu na – powiedzmy delikatnie – niską jakość legislacji antycovidowej trzeba raczej korzystać z tej celowościowej. A celem wprowadzania obostrzeń jest ograniczenie transmisji wirusa w środowisku pracy – podkreśla Grzegorz Orłowski, radca prawny z kancelarii Orłowski Patulski Walczak.
Tłumaczy, że racjonalny pracodawca może więc nieco złagodzić ogólny wymóg wynikający z rozporządzenia, czyli np. wprowadzić zasadę, że trzeba używać maseczek, gdy w pomieszczeniu są więcej niż np. trzy osoby, a nie jedna, albo uzależnić ten obowiązek od rodzaju świadczonych zadań.
– Ale na pewno nie może zwalniać wszystkich zatrudnionych z tego wymogu – dodaje.
Warto podkreślić, że mniej wątpliwości w tym względzie wywoła przepis rozporządzenia dotyczący zasłaniania ust i nosa w budynkach użyteczności publicznej, czyli np. urzędach, sądach, bankach, poczcie itp. Osoby wykonujące pracę w takich obiektach co do zasady są zwolnione ze stosowania np. maseczek lub przyłbic, ale zarządzający budynkiem może wprowadzić taki obowiązek (np. dla części zatrudnionych). Maseczki mają za to nosić ci pracownicy tych jednostek, którzy zajmują się obsługą klientów lub interesantów (w przeciwieństwie do zakładów pracy w tym przypadku przewidziano takie zastrzeżenie). Środki ochrony zawsze trzeba stosować w czasie kontaktu z petentem.

Na obiad

Co istotne, nowe rozporządzenie usunie wiele wątpliwości związanych ze spożywaniem posiłków w miejscu pracy. Z literalnego brzmienia poprzednich przepisów (obowiązujących od 28 listopada do 1 grudnia) wynikało, że pracownik może np. zjeść posiłek lub wypić napój tylko w pomieszczeniu, w którym przebywa sam. W praktyce pracujący w firmach zatrudniających kilkaset lub kilka tysięcy osób w ogóle nie mogli posilić się w miejscu wykonywania obowiązków (w normalnym trybie nie funkcjonowałyby też np. zakładowe stołówki). Te absurdalne zasady zostały uchylone.
Zgodnie z nowymi przepisami zatrudniony może odkryć usta i nos w celu spożywania posiłków w zakładach pracy i budynkach użyteczności publicznej. Nie trzeba więc już łamać przepisów, aby np. zjeść kanapkę w pokoju zajmowanym przez dwie osoby lub dopuścić do działania jadalnię (w zwykłym trybie, a więc gdy korzysta z niej jednocześnie wiele osób). Oczywiście pracodawca może w tym względzie wprowadzać dodatkowe zalecenia, np. ograniczać liczbę pracowników, którzy w tym samym czasie spożywają posiłek w stołówce, różnicować godziny przerw przeznaczonych na jego spożycie itp.
Dzięki zmianie przepisów pracodawcy unikną też wielu innych absurdalnych sytuacji. Nie będą musieli zmuszać do pracy w maseczkach np. zatrudnionych w mikroklimacie gorącym (co mogłoby być groźne dla zdrowia pracowników) ani wykonujących szczególne prace, np. aktorów, prezenterów telewizyjnych itp.