Pracownicy chwalą rząd za wprowadzone ograniczenia, ale są pełni obaw i oczekują jeszcze lepszej ochrony indywidualnej. Przybywa osób, które rozważają odejście na zwolnienia.
Ograniczenie liczby osób w sklepie do trzykrotności liczby kas, zamknięcie placówek w weekendy poza spożywczymi, aptekami i drogeriami, godziny między 10 a 12 każdego dnia zarezerwowane dla seniorów, obowiązek noszenia przez klientów rękawiczek i środki dezynfekcji w każdym sklepie – to najnowsze wytyczne rządu. Pracownicy nie kryją zadowolenia, zwłaszcza z nowego limitu klientów. – Apelowaliśmy najpierw do zarządów sieci, a później też do minister rozwoju o ograniczenie liczby klientów mogących jednocześnie przebywać w sklepie do 20 osób w przypadku dyskontów i 50 osób w przypadku większych placówek – mówi Alfred Bujara, szef Krajowego Sekretariatu Banków, Handlu i Ubezpieczeń NSZZ „Solidarność”. I przyznaje, że handel dostał więcej, niż oczekiwał. Dodaje, że pozostaje jeszcze kwestia zadbania o należytą ochronę pracowników przed koronawirusem. Ciągle bowiem są sklepy, gdzie brakuje maseczek, a montowane przy kasach osłony z pleksi nie odgradzają w pełni pracownika od klientów.