Na początku roku liczba ofert pracy, które pojawiały się na stronach kancelarii premiera i dotyczyły całej administracji rządowej, co tydzień wynosiła średnio ok. 700. Jeszcze na początku tego tygodnia było ich 500, wczoraj wciąż pozostawało 300. Specustawa dotycząca walki z koronawirusem, a także wydawane m.in. na jej podstawie obostrzenia formalnie nie zakazują przeprowadzania naborów do pracy w administracji i służbach mundurowych. Jednak np. policja czy Straż Graniczna wstrzymały do odwołania przeprowadzanie naborów. Takiej decyzji nie podjął premier wobec podległej mu służby cywilnej.

Tylko zalecenie

Jej szef Dobrosław Dowiat Urbański opracował zalecenia dla dyrektorów generalnych poszczególnych urzędów. Potwierdził w nich, że mimo wprowadzanych coraz to nowych obostrzeń nadal obowiązują przepisy ustawy o służbie cywilnej dotyczące przeprowadzania naborów. W efekcie oznacza to, że obowiązuje zasada ich otwartości i konkurencyjności. Zastrzegł, że trudności spowodowane szerzeniem się koronawirusa nie mogą uzasadniać odstępstwa lub ograniczenia stosowania tej zasady. Zaapelował też, aby nabory prowadzić rzetelnie, a wszystkie wymagania niezbędne i dodatkowe powinny być w dalszym ciągu rzetelnie sprawdzone. W tym celu urzędy najczęściej organizują w pierwszej kolejności test wiedzy, a następnie najlepszych kandydatów zapraszają na rozmowę kwalifikacyjną.

– Skoro pojawiają się takie zalecenia ze strony szefa służby cywilnej, to w urzędach jest duża pokusa, aby mimo tych wszystkich obostrzeń starać się przeprowadzać pseudokonkursy. Wtedy zgłasza się tylko kandydat już wcześniej uzgodniony i namaszczony na określone stanowisko. Zakaz organizowania naborów w czasie zarazy powinien wynikać ze specustawy lub stanu wyjątkowego, którego prezydent wciąż nie chce wprowadzić – mówi Witold Gintowt-Dziewałtowski, były członek Rady Służby Cywilnej.

– Te konkursy, które wciąż są prowadzone i ogłaszane z konkretnymi terminami na zgłoszenie swojej kandydatury, w dodatku z wymogiem przesyłania wymaganych dokumentów w formie papierowej, są sprzeczne z konstytucją, bo osoby będące na kwarantannie nie mają możliwości kandydowania na określone stanowiska urzędnicze – dodaje. Zgodnie z art. 60 konstytucji obywatele polscy korzystający z pełni praw publicznych mają prawo dostępu do służby publicznej na jednakowych zasadach.

– Ta sytuacja powinna przyczynić się do przyspieszenia prac nad zapowiadanymi już wcześniej zmianami dotyczącymi m.in. sposobu przeprowadzania konkursów – mówi Rober Barabasz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Łódzkim Urzędzie Wojewódzkim.

– Trzeba tak znowelizować ustawę o służbie cywilnej i inne pragmatyki służbowe urzędników, aby komisja rekrutacyjna mogła przeprowadzić rozmowę z kandydatem do pracy w urzędzie za pomocą np. Skype’a. Obecnie jest to bardzo wątpliwe prawnie – postuluje.

Podobnego zdania są również eksperci.

– Już przed epidemią wirusa osoby, które ubiegały się o posadę urzędnika w Brukseli, nie musiały przyjeżdżać na rozmowę, tylko taka konwersacja odbywała się zdalnie. Praktycznie w całej Europie nabór odbywa się za pomocą specjalnych testów do rozwiązania z komputera, a następnie rozmowy prowadzone są przez komunikatory – mówi Jolanta Itrich-Drabarek z Uniwersytetu Warszawskiego, były członek Rady Służby Cywilnej.

Z kolei Dobrosław Dowiat Urbański przekonuje, że osoby odpowiedzialne za nabór mogą się pokusić o przeprowadzenie zdalnej rekrutacji w obecnym systemie prawnym, np. z wykorzystaniem takich narzędzi jak telekonferencja.

– W obecnym kształcie zarówno prawnym, jak i technicznym nie ma takiej możliwości, aby urząd mógł przeprowadzić z kandydatami telekonferencje. To są tylko pobożne życzenia szefa służby cywilnej – komentuje Tomasz Ludwiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ „Solidarność”,

– Osobiście bałbym się w tak karkołomny sposób przeprowadzać konkurs z uwagi na możliwość podważenia jego wyniku – dodaje.

Bez papieru

Choć wiele urzędów w czasach epidemii pracuje zdalnie, to jednak część osób musi być na miejscu, by np. przyjmować dokumenty w biurach podawczych.

– I tu też jest pole do popisu dla szefa służby cywilnej, aby całkowicie odstąpić od składania wymaganych dokumentów przy naborze w formie papierowej. U nas teraz nikt nie chce pracować w biurze podawczym, mimo że dyrektor generalny oferuje poza pensją dodatek zadaniowy. Nikt nie chce się zarazić – wylicza Robert Barabasz.

Szef służby cywilnej przypomniał też dyrektorom generalnym, że epidemia nie zwalnia ich z zachowania terminów na przygotowanie oceny okresowej lub pierwszej oceny nowo zatrudnionego pracownika. Z naszych informacji wynika jednak, że znaczna część urzędów pracuje zdalnie lub zmianowo, czyli ci, którzy pozostają w domu, dokształcają się na specjalnie udostępnianych platformach. Pojawiają się też pomysły pracy zmianowej, aby ograniczyć liczbę pracowników.

– Moja koleżanka ma trójkę dzieci i w jednym tygodniu pracuje, a w kolejnym korzysta z urlopu bezpłatnego i tak na zmianę, bo musi pomóc swoim podopiecznym w nauce – mówi urzędnik mianowany zatrudniony w jednym z ministerstw.

I tu też w zaleceniach pojawia się propozycja, aby w tym czasie nie rezygnować z oceniania urzędników, ale dokonywać tego za pomocą przesyłanych e-maili i komunikacji telefonicznej.

Tomasz Ludwiński uważa, że obecnie urzędy borykają się z innymi problemami niż przestrzeganie terminów na sporządzenie oceny pracy urzędników.

– W województwach zachodniopomorskim i wielkopolskim z powodu koronawirusa urzędy zostały zamknięte, a przecież gonią nas terminy, z których w dalszym ciągu musimy się wywiązywać, choćby biorąc pod uwagę zwroty podatków – przypomina.