Zatrudnienie w tej branży w ostatnim czasie rośnie. W połowie tego roku osiągnęło 420 tys. osób. Mimo to firmy budowalne wciąż narzekają, że brakuje im rąk do pracy. – Liczba zatrudnionych w budownictwie jest teraz niższa o ok. 70 tys. w stosunku do rekordowego roku 2011. Trzeba jednak zaznaczyć, że wtedy skala inwestycji była mniejsza niż dziś. Według szacunków niedobór pracowników w budownictwie wynosi teraz ok. 100–120 tys. osób – mówi Jan Styliński, szef Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.

Wczoraj Główny Urząd Statystyczny podał, że w II kwartale w budownictwie było 24 tys. wolnych miejsc pracy.

Styliński zaznacza, że w tym roku i tak nieco łatwiej jest znaleźć pracowników niż w poprzednim. Powód? Na wiosnę Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad rozwiązała osiem umów z wykonawcami tras szybkiego ruchu. Wprawdzie pożegnano się z firmami z Włoch i Hiszpanii, ale bazowały one przede wszystkim na polskich podwykonawcach. Po zerwaniu kontraktów mogli oni przejść na inne budowy.

Firmy narzekają, że brakuje zwłaszcza specjalistów – cieśli, spawaczy czy operatorów dźwigów, a także ludzi z doświadczeniem w inwestycjach kolejowych – energetyków czy torowców. Branża już obawia się, że w przyszłym roku o pracownika będzie jeszcze trudniej. – Inwestycji będzie więcej, zwłaszcza tych infrastrukturalnych – remontów torów czy prac przy budowie dróg szybkiego ruchu. Duża część kontraktów przejdzie z fazy projektowania w fazę realizacji. A problemem będzie odpływ części Ukraińców z Polski do Niemiec, które bardziej otwierają swój rynek pracy – zaznacza szef PZPB.

Firmy budowlane od dawna korzystają z usług pracowników z Ukrainy. Jest ich najwięcej spośród obcokrajowców. Na drugim miejscu są Białorusini. Przy tak dużych problemach kadrowych firmy coraz częściej ściągają jednak pracowników z coraz odleglejszych zakątków świata. – Ostatnio przyjeżdża do nas na budowy coraz więcej ludzi z Nepalu, a także z Azerbejdżanu czy Gruzji – wylicza Jakub Kus z zarządu Związku Zawodowego „Budowlani”.

W przypadku obcokrajowców czasem problemem jest potwierdzenie ich kwalifikacji. Stąd najczęściej wykonują najprostsze czynności. Według Jakuba Kusa duża część obcokrajowców, chodzi zwłaszcza o Ukraińców, pracuje u nas na czarno.

Duże firmy apelują do rządu o ułatwienia przy zatrudnianiu cudzoziemców. Cezary Mączka z zarządu Budimeksu podczas niedawnego Kongresu Infrastruktury proponował np. wydłużenie terminu oświadczeń o powierzeniu pracy cudzoziemcowi z pół roku do minimum roku czy uproszczenie procedur przedłużania pobytu dla osób już zatrudnionych w przedsiębiorstwach. Apelował także do samorządów i rządu o pomoc w zapewnieniu nauki polskiego czy wsparcie w uzyskaniu krajowych uprawnień do obsługi specjalistycznego sprzętu.

W Budimeksie pracuje teraz 200 cudzoziemców, w tym 150 Ukraińców. Rzecznik firmy Michał Wrzosek przyznaje, że firma obawia się wyjazdu części z nich do Niemiec. Dodaje, że zatrzymać mogą ich nie tylko ułatwienia administracyjne, lecz także wyższe zarobki.

W polskim oddziale firmy Porr liczą, że zbyt wielu Ukraińców nie wyjedzie z Polski. – Z naszych informacji wynika, iż pracownicy ukraińscy obawiają się rynku niemieckiego. Zarobki faktycznie są wyższe, ale warunki pracy gorsze. Zazwyczaj trzeba samodzielnie opłacać sobie zakwaterowanie, dojazdy do pracy itp. – mówi Mateusz Gdowski, rzecznik spółki.

W sytuacji problemów kadrowych firmy stosują coraz bardziej oryginalne metody pozyskiwania pracowników. Budimex wymyślił program „Znam – polecam”, w którym płaci każdemu 2 tys. zł za wskazanie firmie specjalisty. Wypłata następuje w momencie, kiedy zakład po trzech miesiącach zatrudnienia zdecyduje się na kontynuowanie współpracy z poleconą osobą. Ta firma oferuje też praktyki dla studentów, z których część zostaje na stałe.

Jan Styliński podkreśla, że kluczowe jest rozwinięcie szkolnictwa zawodowego, zwłaszcza szkół średnich. – Brak dobrych techników wpływa negatywnie na rynek. Niestety przez lata 90. i na początku XXI w. system szkolenia młodych ludzi w dużej mierze rozmontowano. Nie było chętnych do nauki, a oferta na rynku pracy nie była zachęcająca – przypomina. Polski Związek Pracodawców Budownictwa razem z kilkoma firmami włączył się ostatnio w szkolenie uczniów z ponad 20 techników budowlanych. W ramach współpracy młodzi ludzie m.in. uczestniczą w zajęciach na budowach.

PZPB proponuje także zderegulować zawód kierownika budowy, który teraz musi mieć m.in. wyższe wykształcenie na kierunku budownictwa lub architektury. – Można pójść w kierunku niemieckim, gdzie kierownik budowy to dobry majster, czyli osoba po technikum, która z czasem awansowała. Nie musi to być koniecznie absolwent politechniki, który ma wiedzę uczelnianą, ale żywej budowy nie zna. To byłby sposób, żeby załatać część braków kadrowych – uważają w PZPB.