Liczba "tłustych kotów" okazała się o prawie 6 proc. wyższa niż rok wcześniej, ale rekordu z 2015 r., kiedy bankowców o milionowych zarobkach doliczono się ponad 5,1 tys., nie udało się pobić – wynika z najnowszych danych Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego. Obowiązek ich zbierania nałożyła na niego unijna dyrektywa CRD IV dotycząca wymogów kapitałowych banków z 2013 r. Unijny nadzór zwraca uwagę, że na ogólny wynik duży wpływ mają notowania euro w stosunku do funta brytyjskiego. Gdy euro zyskuje na wartości – "milionerów" ubywa. Gdy traci – jest odwrotnie. To dlatego że najwięcej najlepiej wynagradzanych bankierów pracuje w Wielkiej Brytanii.

Do momentu wyjścia tego kraju z Unii Europejskiej Londyn jest pewny pozycji europejskiego centrum finansowego. Tu mieszczą się nie tylko centrale brytyjskich banków – w niektórych przypadkach o globalnym zasięgu, lecz także europejskie siedziby banków zza Atlantyku czy z Dalekiego Wschodu. Tu pracują również tysiące bankierów inwestycyjnych, obsługujących takie transakcje, jak fuzje i przejęcia.

Brexit spowoduje, że więcej bankowców o milionowych zarobkach pojawi się w innych krajach. Według opublikowanego wczoraj raportu przenosiny z Wysp do innych krajów UE planuje ok. 270 firm. Ponad jedna trzecia wybrała Irlandię, jedna piąta Luksemburg, a po 15 proc. Francję i Niemcy.

Z danych EBA wynika, że w kilku krajach w 2017 r. nie było bankowców o zarobkach wynoszących co najmniej milion euro, np. w Czechach czy na Słowacji.

Polska pod względem liczby bankowców o milionowych (licząc w euro) zarobkach znalazła się na 14. miejscu. Według EBA u nas było dziewięć takich osób. Większość z nich można zidentyfikować na podstawie raportów rocznych, w których giełdowe spółki ujawniają wartość wynagrodzeń najwyższej kadry zarządzającej.

Jedna osoba zarobiła w 2017 r. więcej niż 2 mln euro. To Luigi Lovaglio, który stał na czele Banku Pekao do momentu zamknięcia sprzedaży jego kontrolnego pakietu przez włoski UniCredit. Wynagrodzenie brutto włoskiego menedżera wyniosło niemal 9,8 mln zł. Zdecydowana większość tej kwoty to świadczenia po zakończeniu zatrudnienia. Prawie 6,3 mln zł zarobił Wojciech Sobieraj, który w tym samym mniej więcej czasie opuścił stanowisko prezesa Alior Banku.

Za nimi ulokowali się Grzegorz Piwowar, były członek zarządu Pekao (5,4 mln zł), oraz dwaj prezesi urzędujący również dziś: Artur Klimczak z Getin Noble Banku (prawie 5,4 mln) i Joao Bras Jorge z Banku Millennium (5 mln). Granicę miliona euro przekroczył wówczas jeszcze Sławomir Sikora, szef Banku Handlowego (4,7 mln zł).

Większość giełdowych banków nie opublikowała jeszcze raportów za 2018 r. Zrobił to Bank Millennium. Jego szef Joao Bras Jorge zarobił w ubiegłym roku 5,3 mln zł. W Pekao i Aliorze zarobki urzędujących prezesów mieszczą się już wyraźnie poniżej miliona euro. Jeden z powodów to ograniczenia, jakie w państwowych spółkach (głównym właścicielem obu banków jest kontrolowany przez Skarb Państwa Powszechny Zakład Ubezpieczeń) wprowadza ustawa kominowa. Choć w obu instytucjach jej wdrażanie szło z oporami. Michał Krupiński zarobił w ub.r. niecałe 2,1 mln zł. ©℗

>>> Polecamy: PRL-owski bank. Polską spółkę z lat 70. przejmuje niemiecka firma technologiczna