Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów będzie mógł wydawać decyzje o usuwaniu domen. W praktyce uzyska więc kompetencję do decydowania czy dana strona może być wyświetlana internautom, czy nie. Od decyzji tych co prawda będzie przysługiwało odwołanie do sądu, ale można im będzie nadać rygor natychmiastowej wykonalności. A zatem przedsiębiorca dowodzący swoich racji przed sądem do czasu wydania orzeczenia nie będzie mógł prowadzić działalności za pomocą swojej strony www. Usuwanie domen ma być ostatecznością.

Najpierw po prośbie

W projekcie nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, który właśnie został opublikowany i to w nim zawarte jest powyższe rozwiązanie, przewidziano też katalog środków łagodniejszych. Zgodnie z projektowanym brzmieniem art. 49a ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów prezes urzędu, bez wszczynania postępowania, będzie mógł wystąpić do przedsiębiorcy w sprawach z zakresu ochrony konkurencji i konsumentów. W wystąpieniu tym będzie mógł zwrócić się o zamieszczenie ostrzeżenia dla konsumentów wchodzących na stronę www, usunięcie treści, ograniczenie dostępu lub wyłączenie pewnych funkcjonalności, a także o usunięcie domeny. Jeśli przedsiębiorca odmówi, prezes UOKiK będzie mógł w tej sprawie wydać decyzję. Z jednej strony do zastosowania się do niej będzie zobowiązany sam przedsiębiorca. Z drugiej – na przedsiębiorców telekomunikacyjnych zostanie nałożony obowiązek uniemożliwienia dostępu do stron internetowych wykorzystujących nazwy domen internetowych wpisanych do rejestru, który będzie prowadził prezes UOKiK. I będzie to trzeba uczynić w ciągu 48 godzin od wpisu do rejestru.

Potem po groźbie

Konsumencka aktywność

Konsumencka aktywność

źródło: DGP

Założenie projektodawcy jest proste: coraz więcej nielegalnych praktyk, a nawet przestępczej działalności, ma miejsce w internecie. Wiele naruszeń praw konsumentów rozpoczyna się właśnie w sieci. A działalność np. piramid finansowych na znaczną skalę jest możliwa tylko dlatego, że są one intensywnie promowane ścieżkami cyfrowymi. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny niedawno na łamach DGP mówił o chęci geoblokowania stron internetowych z ryzykownymi projektami, a także stron należących do tzw. naganiaczy, którzy żyją z prowizji za zapraszanie nowych osób do inwestycji w piramidy finansowe. Wskazywał, że możliwość wprowadzenia takich uprawnień wynika choćby z unijnego rozporządzenia CPC (daje ono taką możliwość państwom członkowskim, jeśli uznają, że inne metody przeciwdziałania naruszeniom konsumenckim nie będą wystarczająco skuteczne).

– To nieco kontrowersyjna kwestia, natomiast wierzę, że uda się przeprowadzać takie działania pod odpowiednim nadzorem opinii publicznej. Naszym celem jest bowiem ograniczenie możliwości dotarcia oszustów do konsumentów – uważa Tomasz Chróstny.

Przedstawiciele biznesu jednak twierdzą, że umożliwienie prezesowi UOKiK blokowania stron w sieci to pomysł „skrajnie niebezpieczny” oraz „pachnący cenzurą”.

– Zastanówmy się nad tym, czy pozwolilibyśmy prezesowi urzędu pójść do hurtowni zabawek, która jego zdaniem łamie prawo, i zaspawać drzwi wejściowe albo zamurować okna. Oczywiście każdy uznałby to za absurd. Dlaczego więc mielibyśmy zgadzać się na zaspawanie wejścia do czyjegoś biznesu, tyle że prowadzonego głównie w sieci? – zastanawia się adwokat Radosław Płonka, wspólnik w kancelarii Płonka Ozga oraz ekspert prawny BCC.

Jego zdaniem szykowane rozwiązanie jest zbyt daleko idące. A kontrola sądowa decyzji organu będzie iluzoryczna, gdyż najczęściej do czasu rozpoznania sprawy przez sąd biznes już padnie.

– Jeśli już blokowanie domen miałoby zostać wprowadzone, to prezes UOKiK powinien jedynie wnioskować o zablokowanie. Decyzję o tym zaś powinien podejmować sąd – wskazuje Płonka.

Dyskusyjna skuteczność

Projektowane uprawnienie nie podoba się także Arkadiuszowi Pączce, ekspertowi Pracodawców RP. Uważa on, że przede wszystkim nie będzie ono skuteczne wobec tych, wobec których silna reakcja państwa byłaby potrzebna.

– Już rejestr zakazanych domen hazardowych pokazał, że wiele podmiotów go skutecznie unika. Obstawiam, że w przypadku działalności z góry zaplanowanych jako oszukańcze byłoby podobnie i nie udałoby się skutecznie zablokować stron. Za to blokowane byłyby strony tych przedsiębiorców, którzy są gotowi na współpracę z organami państwa i których naruszenia nie były umyślne – zauważa Pączka.

To zresztą od dawna kłopot UOKiK w zwalczaniu piramid finansowych. Prowadzone postępowania trwają latami, urzędnicy mają kłopot z prostym dostarczeniem korespondencji podmiotom zarejestrowanym na egzotycznych wyspach, a ostatecznie organ rezygnuje nawet z nakładania kar finansowych, bo doskonale wie, że nie będzie w stanie ich wyegzekwować.

– Dlatego pomysł, by prezes UOKiK blokował domeny internetowe, oceniam negatywnie. Nie uda się tym sposobem zwalczyć patologii, za to istnieje obawa o to, że uprawnienie będzie wykorzystywane w stosunku do podmiotów, do których stosowane być nie powinno – twierdzi ekspert Pracodawców RP.

Podobnie uważa Radosław Płonka. Jego zdaniem nie można zapominać o tym, że prezes UOKiK to organ wybierany w sposób polityczny i w taki sam sposób odwoływany. Wystarczy, że prezes Rady Ministrów dojdzie do wniosku, że szef urzędu się nie sprawdza.

– Rodzi to obawy o nadużywanie blokowania stron w głośnych medialnie sprawach, które często są znacznie bardziej skomplikowane, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Może być tak, że prezes urzędu, chcąc pokazać swoją stanowczą reakcję, pospieszy się z działaniem – suponuje ekspert BCC.

Zadanie dla prokuratury

Na początku września DGP pytał o pomysł blokowania stron przez prezesa UOKiK prawników („UOKiK zamierza uderzyć w piramidy finansowe”, DGP z 2 września 2020 r.) – gdy jeszcze był to jedynie pomysł Tomasza Chróstnego, nieprzelany wówczas na projekt nowelizacji.

Dominik Jędrzejko, partner w kancelarii Kaszubiak, Jędrzejko Adwokaci, autor bloga NieuczciwePraktykiRynkowe.pl, wskazywał wówczas, że w przypadku skomplikowanych oszustw finansowych promowanych w sieci założenie twórcy procederu jest takie, że przekręt jest ukryty. Zawsze więc jest potrzeba przeprowadzenia postępowania wyjaśniającego, czy dany podmiot rzeczywiście prowadzi oszukańczą działalność, czy też może po prostu działalność innowacyjną.

– Poza tym np. piramidy finansowe często tworzą wiele spółek, działają w grupach, mają mnóstwo powiązań – powstaje pytanie, czy blokować wszystkie, czy też tylko tę, która bezpośrednio przyjmuje wpłaty od inwestorów – zastanawia się Jędrzejko. Jego zdaniem więc UOKiK nie powinien tracić czasu na wyszukiwanie stron internetowych i profili, tylko koncentrować się na możliwie szybkim przeprowadzaniu postępowań wyjaśniających i po prostu publikować ostrzeżenia dla konsumentów. Media je bowiem podłapują i rozszerzają zasięg takich informacji.

Sceptyczny do pomysłu blokowania stron jest również Krzysztof Witek, adwokat w kancelarii Affre i Wspólnicy.

– UOKiK ma mnóstwo spraw, a w dodatku ciągle zwiększany jest zakres jego kompetencji – nie sądzę, żeby walka z hydrą, bo tak trzeba nazwać chęć blokowania stron internetowych i profili naganiaczy, miała jakikolwiek sens – uważa prawnik. Krzysztof Witek twierdzi, że UOKiK powinien ściślej współpracować z prokuraturą i móc wnosić subsydiarne akty oskarżenia. 

Etap legislacyjny

Projekt przekazany do konsultacji