Starosta nie musi czekać na wyrok sądu, aby zatrzymać kierowcy prawo jazdy na trzy miesiące. Wystarczy policyjna notatka – tak uznał Naczelny Sąd Administracyjny
Wczorajsza uchwała NSA nie pozostawia złudzeń. Informacja o przekroczeniu dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym o więcej niż 50 km/h jest wystarczającą podstawą do wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy na trzy miesiące. Nie ma znaczenia, czy kierowca kwestionuje wynik pomiaru czy swoje sprawstwo, bo przesądzenie odpowiedzialności przez sąd karny nie jest zagadnieniem wstępnym w rozumieniu art. 97 par. 1 kodeksu postępowania administracyjnego. A co za tym idzie, nie trzeba zawieszać postępowania w przedmiocie zatrzymania prawa jazdy do czasu zakończenia postępowania wykroczeniowego.

Dokument urzędowy

Jak tłumaczył w uzasadnieniu sędzia Jacek Chlebny, z językowego brzmienia art. 102 ust. 1 pkt 4 ustawy o kierujących pojazdami jednoznacznie wynika, iż podstawą wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy może być sama informacja od policji. Podkreślił, że ma ona walor dokumentu urzędowego.
– Nie jest to informacja od sąsiada, tylko od funkcjonariusza, który za nią odpowiada – mówił Chlebny.

Jakie zmiany czekają kierowców w 2019 r.>>>>

Sędzia podkreślił również odpowiedzialność odszkodowawczą Skarbu Państwa w przypadku błędnego zatrzymania prawa jazdy przez starostę. Podkreślił jednak, że liczy się prewencyjny charakter przepisów o natychmiastowym zatrzymaniu prawa jazdy.
– Celem ustawodawcy było zdyscyplinowanie kierowców do przestrzegania przepisów w obawie przed utratą dokumentu – podkreślił sędzia.
– Niestety, NSA nie miał innego wyjścia. Przepisy nie pozostawiają starostom żadnej możliwości manewru i po otrzymaniu informacji od policji są zobligowani do wydania decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy. Jednak taka konstrukcja przepisów nie dość, że jest niesprawiedliwa, to prowadzi do absurdu – mówi prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego.
– W ten sposób w niektórych przypadkach dochodzi do wydawania sprzecznych orzeczeń. Z orzeczenia administracyjnego będzie np. wynikać, że kierujący przekroczył prędkość o więcej niż 50 km/h, a z orzeczenia sądu powszechnego, że nie przekroczył. A tak być nie może. Poza tym ta sankcja administracyjna opiera się tylko na informacji policjanta. A ta może być błędna i w wielu przypadkach jest – dodaje prof. Stefański.
Zwracał na to uwagę także rzecznik praw obywatelskich, który na skutek licznych skarg od kierowców i ujawnionych rozbieżności w orzecznictwie zdecydował się przedstawić zagadnienie prawne NSA.

Mylne wskazania

We wniosku do NSA RPO podkreślił, że wskazania radarów mogą być mylne, bo prawidłowość pomiaru zależy od wielu czynników.
„Często nieprawidłowe pomiary wynikają z tzw. podwójnego odbicia fal od ruchomego obiektu, np. ciężarówki jadącej w przeciwnym kierunku niż pojazd namierzany. Błąd może też powodować pomiar na tle metalowego ogrodzenia. Inna jego przyczyna to dokonywanie czynności nie dość celnie lub selektywnie, w wyniku czego może być rejestrowana prędkość jadącego w bezpośrednim pobliżu pojazdu większego lub poruszającego się z większą prędkością niż pojazd namierzany” – zwrócił uwagę RPO. Dlatego według Adama Bodnara kierowcy, którzy odmawiają przyjęcia mandatu, nie powinni tracić prawa jazdy z automatu. Ich sprawy powinny być najpierw wyjaśniane w postępowaniach wykroczeniowych, a wydanie decyzji przez starostę powinno zostać zawieszone do tego czasu.
Zwłaszcza że w sytuacji, gdy starosta zatrzyma prawo jazdy, a potem okaże się, że sąd uniewinni kierowcę w postępowaniu karnym, to obywatel będzie mógł żądać od Skarbu Państwa odszkodowania zarówno w zakresie poniesionych szkód, jak i utraconych korzyści.
Jak przypomina dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, choć zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące odbywa się w trybie administracyjnym, to jest to środek de facto o charakterze karnym. Co prawda Trybunał Konstytucyjny uznał, że w przypadku przekroczenia prędkości o więcej niż 50 km/h w obszarze zabudowanym stosowanie zarówno sankcji administracyjnej, jak i karnej nie łamie zasady ne bis in idem (nikt nie może być dwa razy karany za ten sam czyn – sygn. akt K 24/15), to wątpliwości konstytucyjne pozostają.
– Moim zdaniem taka procedura istotnie ogranicza prawo do sądu – wskazuje dr Kładoczny.
– I w żaden sposób nie równoważy ograniczenia tego prawa cel, jaki przyświecał ustawodawcy, czyli poprawa bezpieczeństwa na drogach. Pierwszy szok związany z wejściem nowych represyjnych przepisów minął, kierowcy znów jeżdżą szybciej, bezpieczeństwo na drogach nie uległo poprawie, a kontrowersyjne rozwiązania, jak były, tak są – pointuje dr Kładoczny.
Kierowcy tracą prawa jazdy

orzecznictwo

Uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego z 1 lipca 2019 r., sygn. akt I OPS 3/18. www.serwisy.gazetaprawna.pl/orzeczenia
ikona lupy />
DGP