W 2019 r. świat usłyszał o 17-letniej Ferozie Aziz, Amerykance afgańskiego pochodzenia prowadzącej na TikToku profil poświęcony tematyce beauty. W trakcie jednego z krótkich nagrań, kiedy tłumaczyła, jak podkręcić rzęsy zalotką, niespodziewanie powiedziała: „Teraz chciałabym, żebyście użyli swoich telefonów do poczytania o obozach koncentracyjnych w Chinach przeznaczonych dla tamtejszych muzułmanów (…)”.

Podczas 41-sekundowego nagrania Feroza, robiąc sobie makijaż, opowiadała o czystce etnicznej, jakiej Chińczycy dopuszczają się wobec mniejszości ujgurskiej zamieszkującej prowincję Sinciang. Wideo, które wyświetliły przede wszystkim młode osoby, często w wieku nastoletnim, zdobyło dużą popularność. I ściągnęło chwilowe kłopoty na młodą Amerykankę - TikTok, należący do chińskiego przedsiębiorstwa ByteDance, usunął konto dziewczyny, ale po pewnym czasie je przywrócił. Dziewczyna w wywiadzie dla BBC zapewniała, że blokowanie jej wypowiedzi przez platformę nie sprawi, że przestanie mówić o łamaniu praw człowieka na świecie.

Feroza kontynuuje działalność na TikToku, w ostatnim czasie jej posty dotyczą głównie sytuacji w Afganistanie oraz polityki Izraela wobec Palestyńczyków. Jej profil obserwuje ponad 170,5 tys. osób.

Reklama

TikTok powstał w 2016 r. i służył do publikowania krótkich materiałów wideo podobnych do teledysków. Dominujące na platformie są m.in. filmiki typu „lip-sync”, na których użytkownicy tańczą i naśladują popularnych wykonawców muzycznych. Głównie z tego powodu aplikacja uzyskała reputację rozrywkowej. Od powstania zyskała 1 mld użytkowników, stając się najprężniej rozwijającą się platformą społecznościową – dla porównania Facebook potrzebował ośmiu lat, żeby osiągnąć ten pułap. Popularni tiktokerzy mają nawet setki milionów obserwatorów i status gwiazd –na prowadzeniu znajduje się 17-letnia tancerka Charli D’Amelio, której poczynania śledzi ponad 123,5 mln osób (według portalu Statista). Aplikacja jest uważana za najbardziej konsumującą czas – portal Backlinko podał w 2019 r., że użytkownicy poświęcili jej łącznie 68 mld godzin – coraz więcej aktywistów zaczęło dostrzegać jej potencjał jako narzędzia służącego politycznej ekspresji oraz organizowaniu akcji społecznych.

Reklama

TikTok odegrał kluczową rolę w sabotowaniu wiecu wyborczego ówczesnego prezydenta USA Donalda Trumpa w Tulsie w stanie Oklahoma w 2020 r. – przeciwnicy miliardera zwołali się przez aplikację i masowo rejestrowali na wydarzenie, nie mając zamiaru się na nim pojawić. W efekcie na wiecu pojawiło się niewiele osób.

Na platformie dokumentowano również brutalność policji podczas protestów ruchu Black Lives Matter latem 2020 r. Dziennik „New York Times” przewidywał wtedy, że młodzi aktywiści polityczni z Pokolenia Z (tj. urodzeni po 1995 r.) działający na TikToku „uratują świat”. Eksperci zwracają jednak uwagę, że platforma rzadko służy jako forum do dyskusji politycznej między osobami o różnych opiniach, bo przekaz jest adresowany do użytkowników o podobnym światopoglądzie.

Profesor ds. komunikacji medialnej na Uniwersytecie Columbia Ioana Literat podkreśliła w rozmowie z „NYT”, że nawet jeśli wśród użytkowników TikToka dojdzie do konfrontacji poglądów, to do niczego ona nie prowadzi. „To wciąż spolaryzowana dyskusja na zasadzie +my kontra oni+. Charakterystyczne dla TikToka, zarówno pod względem ekspresji politycznej, jak i dyskusji będącej zderzeniem różnych światopoglądów, jest to, że treści filtrowane są przez tożsamość i osobiste doświadczenia użytkowników” – wskazała.

Z kolei dr Neta Kligler-Vilenchik powiedziała „NYT”, że nie należy bagatelizować potencjału aplikacji jako pola do wymiany poglądów. „(…) Widzimy, że przynajmniej daje ona możliwość dialogu będącego konfrontacją różnych opinii politycznych. Użytkownicy mogą oznaczyć swoje wideo tagiem #bluelives matter (ruch społeczny domagający się uznania zabójstw funkcjonariuszy za przestępstwo z nienawiści oraz ścigania i sądzenia sprawców – PAP) i rozmawiać z określonym typem publiczności. Mogą także dać hashtag #blacklivesmatter i dotrzeć do odbiorców myślących inaczej. Często nadawanie tagów sprzecznych ze swoimi poglądami robione jest ironicznie – jak w przypadku #whitelivesmatter – ale mimo to może być to sposób na zainicjowanie rozmowy pomiędzy obiema stronami” – oceniła.

Rosnąca potęga platformy jako medium politycznego wyrazu budzi jednak obawy, że zostanie wykorzystana przez ekstremistów oraz do rozpowszechniania dezinformacji. Portal Media Matters opublikował w 2020 r. badanie, z którego wynikało, że na TikToku rozprzestrzeniano niepoparte dowodami, konspiracyjne treści dotyczące wybuchu pandemii koronawirusa w Wuhanie w Chinach. Ponadto w aplikacji publikowane są filmy promujące teorię spiskową popularną wśród antyszczepionkowców i zwolenników ruchu QAnon, że wirus został stworzony i opatentowany przez Billa Gatesa. Jeden z filmików poświęconych temu tematowi został wyświetlony ponad 41 tys. razy i otrzymał 1,4 tys. polubień. Jego twórca przedstawił na nim serie tweetów promujących fałszywe informacje zapewniając, że należy im wierzyć.

Platforma twierdzi, że „nie zezwala na dezinformację, która mogłaby wyznaczyć społeczności TikToka lub szerszej opinii publicznej”. Zapewnia także, że zmieniła wytyczne tak, żeby wykrywać i usuwać niebezpieczne treści dotyczące m.in. nakłaniania do nienawiści bądź teorii spiskowych.

Alicja Skiba (PAP)