Rodzina na Swoim była w ostatnim kwartale najbardziej dostępna w miastach kujawsko-pomorskiego. Na drugim biegunie są Płock oraz miejscowości położone wokół Warszawy, gdzie RnS był praktycznie nieosiągalny.
Miasta z największą i najmniejszą dostępnością Rodziny na Swoim (rynek pierwotny) / Media

Ponad 90 proc. wyniosła w III kw. 2012 roku dostępność mieszkań w ramach Rodziny na Swoim w Bydgoszczy, Grudziądzu i Toruniu – wynika z analizy transakcji na rynku mieszkaniowym przeprowadzonych w poprzednich trzech miesiącach przez klientów Open Finance i Home Brokera. Narzekać nie mogą też m.in. mieszkańcy Włocławka (80 proc.), Łodzi (63,5 proc.) Gdańska (55,6 proc.), Kielc (51,7 proc.) oraz wielu miast Śląska (Bytom, Dąbrowa Górn., Mysłowice, Sosnowiec, Zabrze), w których dostępność kredytów preferencyjnych przekraczała 50 proc. Najgorzej było w Gdyni (7,7 proc.) oraz miastach Mazowsza (Piaseczno, Płock, Pruszków, Ząbki), w których ani jedna dokonana transakcja nie spełniała cenowego warunku Rodziny na Swoim.

Chodzi o maksymalną cenę mieszkania, przy zakupie którego można ubiegać się o kredyt z rządowymi dopłatami (przez osiem lat skarb państwa finansuje połowę odsetek kredytowych, co obniża ratę o kilkadziesiąt procent).

Na największym polskim rynku, w Warszawie, 26,9 proc. kupionych w III kw. 2012 roku mieszkań o powierzchni nieprzekraczającej 70 m2 miało cenę za metr nieprzekraczającą 5904 zł na rynku pierwotnym i 4723,2 zł na rynku wtórnym. Ale ciekawiej wygląda to w rozbiciu na rynek pierwotny i wtórny. W stolicy warunek dostępności RnS spełniało 43,7 proc. transakcji na rynku pierwotnym i jedynie 7 proc na wtórnym. Duża dysproporcja występuje także w Koszalinie i Wrocławiu, gdzie na rynku pierwotnym dostępność wynosiła ponad 50 proc., a na wtórnym ok. 15 proc. Po uwzględnieniu wag poszczególnych miast średnia dostępność dla 40 przeanalizowanych lokalizacji wynosi 47,5 proc. dla rynku pierwotnego i 35,4 proc. dla rynku wtórnego.

Z dużych miast największą dostępność RnS na rynku pierwotnym zaobserwowaliśmy w Toruniu i Bydgoszczy (ponad 90 proc.). Nieźle prezentuje się ona też w Gdańsku (72,4 proc.) i Katowicach (68,2 proc.), dużo gorzej jest w Gdyni i Szczecinie, gdzie na rynku pierwotnym warunek cenowy RnS spełniało odpowiednio 5,3 i 10,5 proc. kupionych w III kw. mieszkań.

Miasta z największą i najmniejszą dostępnością Rodziny na Swoim (rynek wtórny) / Media

Na rynku wtórnym na czele także znalazły się Bydgoszcz i Toruń (odpowiednio 89,2 i 92,3 proc.), daleko za nimi są inne miasta wojewódzkie. Poziom 60 proc. przekroczyły jeszcze tylko Łódź i Zielona Góra. 10-proc. lub mniejszą dostępność dopłat odnotowaliśmy z kolei w Rzeszowie (10 proc.), Warszawie (7 proc.), Lublinie (4,8 proc.) i Krakowie (3,9 proc.). Z miast niewojewódzkich, w których dokonano co najmniej 10 transakcji na rynku wtórnym najgorzej sytuacja wyglądała w Gdyni (9,1 proc.) i Płocku (brak transakcji spełniających warunek cenowy RnS).

Zbadaliśmy także dostępność dopłat analizując stosunek średniej ceny transakcyjnej do limitu cen Rodziny na Swoim. Biorąc pod uwagę tylko miejscowości, gdzie na danym rynku kupiono 10 mieszkań lub więcej, najgorzej na rynku pierwotnym sytuacja wygląda w Gdyni, gdzie średnia cena transakcyjna przekraczała limit RnS o 53 proc. Na drugim miejscu w tym zestawieniu znalazł się Kraków (27 proc.), a za nim Rzeszów, Szczecin i Lublin (20-25 proc.). Średnia cena mieszkania była prawie równa limitowi RnS w Gdańsku, Kielcach i Olsztynie, a niższa w Toruniu (o 15 proc.) i Bydgoszczy (o 17 proc.).

Dla rynku wtórnego kolejność była podobna. Najbardziej średnia cena przekroczyła limit RnS w Krakowie (o 65 proc.), a potem w Gdyni, Rzeszowie i Warszawie (50-60 proc.). Różnica rzędu 30-50 proc. wystąpiła w Lublinie, Płocku, Szczecinie i Wrocławiu. Najbliżej równości cen transakcyjnych z limitem były z kolei Dąbrowa Górn., Łódź i Zielona Góra, a znacznie poniżej limitu średnia cena transakcyjna była w ostatnim kwartale w Toruniu (o 11 proc.), Bydgoszczy (o 19 proc.) i Grudziądzu (o 21 proc.).

Wnioski o kredyty z dopłatami można składać tylko do końca roku, od 1 października obowiązują nowe limity cen, więc dostępność w niektórych miastach może się znacznie zmienić. Limity najbardziej spadły m.in. w opolskim (o 8,3 proc. dla Opola i 10,2 proc. dla pozostałych lokalizacji), lubelskim (o 9,1 proc.) w Olsztynie (o 7,1 proc.) oraz woj. świętokrzyskim (o 5,2 proc.). Największe wzrosty zanotowaliśmy zaś w podlaskim (o 4,5 proc.), Białymstoku (o 2,5 proc.), podkarpackim (o 2,2 proc.) i Rzeszowie (o 2,1 proc.).

Marcin Krasoń