Autopromocja

Jak może wyglądać Polska bez wolnych mediów?

Media bez wyboru (DGP)
Media bez wyboru (DGP)Dziennik Gazeta Prawna
11 lutego 2021

 „Media bez wyboru”. Pod takim hasłem wczoraj odbył się protest kilkudziesięciu redakcji i wydawnictw medialnych przeciwko planowanej przez rząd nowej daninie. Rząd broni swojego pomysłu, ale koalicjanci PiS nabrali wątpliwości.

Zamiast tradycyjnej czołówki gazet – pusta strona lub list otwarty do rządu. Zamiast serwisów informacyjnych – czarne plansze z napisem „Tu miał być twój ulubiony program”. Zamiast audycji radiowych – komunikat wraz z przeprosinami za zmianę ramówki. A zamiast dobrze znanych portali informacyjnych – plansza z napisem „Media bez wyboru” lub tymczasowy layout strony informujący o proteście. W ten sposób niezależne media w Polsce zaprotestowały przeciwko planom nałożenia podatku medialnego.

Pod listem otwartym do rządu podpisało się ponad 40 redakcji i wydawnictw, w tym INFOR Biznes (wydawca DGP). Środowisko dziennikarskie wskazuje w nim m.in., że obciążenie nową daniną spowoduje osłabienie lub likwidację części mediów działających w Polsce, ograniczy dostęp do jakościowej informacji i pogłębi nierówne traktowanie podmiotów działających na polskim rynku medialnym „w sytuacji, gdy media państwowe otrzymują co roku z kieszeni każdego Polaka 2 mld zł”.Rząd liczy, że z nowej daniny uzyska 1 mld zł, a pieniądze te pomogą w zwalczaniu skutków COVID-19. – Wiele państw UE wprowadziło lub rozważa wprowadzenie przepisów wdrażających na ich obszarze opodatkowanie gospodarki cyfrowej, obejmując daninami, obok reklamy konwencjonalnej, także reklamę udostępnianą online. W podobnym kierunku pójdzie Polska – argumentuje rząd.

Protestujące wczoraj media w liście otwartym podały, że firmy określane przez rząd jako „globalni cyfrowi giganci” zapłacą z tytułu planowanego podatku zaledwie ok. 50–100 mln zł. Stąd argument, że opodatkowanie cyfrowych gigantów to jedynie pretekst, by w rzeczywistości osłabić finansowo media, których władza nie toleruje.

Wątpliwości budzi też to, jak zostaną podzielone pieniądze z nowej „składki”. Projekt zakłada, że 35 proc. wpływów trafi do nowo powołanego funduszu i zostanie spożytkowane na „kreację i produkcję nowoczesnych projektów medialnych, w tym budowę i rozwój kanałów i platform informacyjnych (m.in. audycji radiowych i telewizyjnych, portali internetowych)”, realizację „projektów służących analizie treści pojawiających się w mediach, w szczególności cyfrowych” czy „promowanie dziedzictwa narodowego”. – Oznacza to, że część wpływów ze składek od największych dystrybutorów reklam wróci do mediów, które podejmą się m.in. realizacji szczególnie istotnych społecznie projektów – tłumaczy rząd.

Media publiczne nie tylko nie dołączyły do protestu, ale ostro go potępiły. „Koncerny medialne traktują Polskę jak kolonię”, „Koncerny medialne nie chcą się dzielić z Polakami swoimi wielomilionowymi zyskami” – to przykłady pasków, które pojawiały się wczoraj w TVP Info.

Choć rząd zastrzega, że to dopiero początek prac nad ustawą, wątpliwości wokół projektowanych regulacji już nabierają koalicjanci PiS. „Projekt ten na żadnym etapie nie był z nami konsultowany. Jednocześnie z uwagą wsłuchujemy się w głos mediów i obywateli. Finalne stanowisko Porozumienia Jarosława Gowina przedstawi w najbliższych dniach zarząd partii” – wynika z oświadczenia koalicjanta.

Podobne sygnały napływają ze strony Solidarnej Polski. – Podatek medialny to inicjatywa premiera. My tego projektu nie widzieliśmy. Ale nie jesteśmy z założenia na „nie”, od pierwszej kadencji zwracaliśmy uwagę na konieczność regulacji rynku medialnego – mówi nam jeden z wpływowych polityków tego ugrupowania. ©

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png