Podczas gdy polska prawica odłożyła na następną kadencję wprowadzenie ustawy dekoncentracyjnej, mającej ujarzmić media prywatne, węgierska władza odnotowała na tym polu kolejne sukcesy. Po pierwsze, zamknęła usta ostatnim rozgłośniom nienależącym do ludzi sprzyjających rządzącemu Fideszowi. Po drugie, z wiernych sobie mediów tworzy jeden organizm – Środkowoeuropejską Fundację Prasy i Mediów (Közép-európai Sajtó és Média Alapítvány).

Wkrótce z węgierskiego rynku radiowego znikną dwie rozgłośnie: Music FM i Sláger FM. Ich obecne pozwolenia na nadawanie wygasają bowiem w lutym 2019 r. Przedłużenia koncesji nie dostały, bo NMHH, tamtejszy regulator rynku (Nemzeti Média- és Hírközlési Hatóság), uznał, że radia dopuściły się poważnego naruszenia prawa medialnego, nie przestrzegając przepisów dotyczących ochrony dzieci. Jak podaje serwis Index.hu, Music jest czwartą, a Sláger piątą stacją w kraju – słucha ich odpowiednio 555 tys. i 393 tys. osób dziennie.

Co więcej, to ostatnie z popularnych rozgłośni komercyjnych, które nie są własnością bliskich współpracowników premiera Viktora Orbána. Z analizy Attili Bátorfyego, dziennikarza niezależnego serwisu śledczego Atlatszo.hu, wynika, że w rękach oligarchów związanych z Fideszem jest ponad 500 podmiotów medialnych. Największe imperia zbudowało trzech biznesmenów: Lőrinc Mészáros, Heinrich Pecina i Andy Vajna. Teraz machina mediów prorządowych stanie się jeszcze skuteczniejsza – bo kontrola nad nią skupi się w jednym ręku, w Środkowoeuropejskiej Fundacji Prasy i Mediów.

To właśnie jej oligarchowie medialni przekazali prawie wszystkie swoje aktywa. Zdaniem Bátorfyego fundacja skupiająca 476 firmy, może się stać największym holdingiem na europejskim rynku mediów. Opozycyjny serwis Index.hu szacuje majątek fundacji na 20–25 mld forintów (kilkadziesiąt milionów euro), a całą operację nazywa kataklizmem.

Szefem nowego giganta medialnego został Gábor Liszkay. Uczestniczył w budowaniu przewagi Fideszu na rynku prasy i przez 15 lat prowadził prawicowy dziennik „Magyar Nemzet”, który już się nie ukazuje. Węgierski urząd antymonopolowy sprawdza teraz, czy skupienie tylu firm mediowych w jednym ręku daje podstawy do wszczęcia postępowania w celu ochrony konkurencji. W razie wątpliwości może zasięgnąć opinii NMHH. Tyle że wszystkich członków tego gremium nominowała partia rządząca.

Jak podaje serwis Index.hu, rozdrobniona struktura prorządowych mediów od dawna przyprawiała Orbána o ból głowy. Fundacja pozwoli racjonalnie zarządzać całym portfolio. Wchodzące w jej skład media są w większości finansowane z reklam zlecanych przez firmy i instytucje państwowe. Atlatszo.hu podaje, że do firm medialnych powiązanych z Fideszem trafia (według danych z czerwca br.) aż 66 proc. wydatków publicznych na reklamę.

Z przeprowadzonej rok temu przez Atlatszo.hu analizy wynika, że na pisma prorządowe przypada 65 proc. rynku ogólnokrajowych gazet codziennych. Wśród tygodników opinii popierających rząd jest 90,5 proc. Ze stacji radiowych prorządowe stanowią 62 proc. rynku. A z telewizyjnych programów informacyjnych życzliwość dla Fideszu przejawia 55 proc.

Od kilku lat Węgry zajmują coraz gorszą pozycję w rankingu wolności prasy, przygotowywanym przez organizację Reporterzy bez Granic. W tym roku są na 73. miejscu (na 180 państw, spadek z 71.). Dla porównania: Polska jest 58., a Rosja 148.