Hadaj: Idzie burza z piorunami, a nie kapuśniaczek
Dziesięć lat przed definitywnym
krachem na amerykańskim rynku nieruchomości, w 1997
r., ceny budowanych za oceanem domów i mieszkań
zaczęły imponująco rosnąć.
Cieszyło to nie tylko ich właścicieli, ale na
pewnym etapie także banki, które udzielały
coraz więcej kredytów klientom planującym
rzutem na taśmę, przed kolejną
galopującą falą podwyżek, nabyć na
własność wymarzone lokum.