Polityka Fed zawsze miała wpływ na rynki wschodzące, także na polski. Jak ostatnie wydarzenia za oceanem, czyli zażegnanie kryzysu budżetowego, kwestia luzowania polityki finansowej oraz zmiana personalna na czele Fed, mogą wpływać na notowania walut?

Inwestorzy najczęściej stosują krótkoterminowe taktyki, myślę jednak, że warto się skupić na co najmniej średniej perspektywie, bo taki horyzont jest dużo ciekawszy. Mimo spodziewanych perturbacji związanych z dolarem w dłuższej, nawet kilkumiesięcznej perspektywie amerykańska waluta będzie zyskiwała na wartości. Sądzę, że chociaż kurs euro może jeszcze wzrosnąć do ok. 1,4 dol., to później, mniej więcej pod koniec roku, dolar może zacząć zyskiwać w stosunku do europejskiej waluty i euro będzie ostatecznie warte ok. 1,29 dol.

Dolar jest zresztą teraz w bardzo ciekawej sytuacji, ponieważ będzie wygrywał zarówno w pozytywnym, jak i w negatywnym scenariuszu zmian na globalnym rynku. Pierwszy jest oczywisty: gospodarki rosną, wraz z nimi rosną indeksy giełdowe, a w konsekwencji umacnia się też waluta najmocniejszej z nich. W drugim, w którym gospodarki spadają, inwestorzy szukają bezpiecznej przystani, a będzie nią właśnie amerykański pieniądz. Tamtejsza elastyczna gospodarka ma bowiem największy potencjał wzrostu, w sytuacji gdy ponownie dojdzie do ożywienia.

Właśnie dlatego największą uwagę zwracamy na dolara, rekomendując obstawianie wzrostu jego kursu w stosunku do euro.

Chociaż na rynkach walutowych dominują euro i dolar, na nich świat się nie kończy. Co z innymi walutami?

Można także postawić na wzrost kursu dolara w stosunku do szwedzkiej korony, która dawała już ostatnio dobre wyniki inwestycyjne. Rynek wydaje się w ogóle nie brać pod uwagę ogromnego zadłużenia sektora prywatnego w Szwecji. Tymczasem wyrósł już tam spory balon, który w pewnym momencie pęknie, co przełoży się oczywiście na umocnienie się dolara w stosunku do korony.

W Europie ciekawym pomysłem może być kupno funtów – brytyjska makroekonomia ma się ostatnio dobrze – a sfinansować ten zakup można sprzedażą korony norweskiej. Jej notowania są powiązane oczywiście z cenami ropy naftowej, a nie wydaje się, aby te ostatnie miały w najbliższych miesiącach wyskoczyć poza przedział 100–115 dol. za baryłkę. Bardziej prawdopodobny jest spadek.

A co z polską walutą?

Nie jest to szczególnie dobry pomysł inwestycyjny w najbliższym czasie. Zacznijmy od tego, że jeśli w tym kwartale nie zrealizuje się czarny scenariusz, złoty nie będzie miał szczególnych powodów do osłabienia się. Wtedy możemy mieć raczej do czynienia z bardzo powolnym umacnianiem się naszej waluty. Mamy jednak przynajmniej dwa ogromne elementy ryzyka i to właśnie z ich powodu nie rekomendujemy stawiania na złotego.

Pierwszy z nich jest natury globalnej i ma związek z Fed. Drugi ma lokalny charakter, ale wydaje się znacznie poważniejszy, a związany jest ze zmianami w systemie emerytalnym. Te rządowe pomysły nie podważyły jeszcze fundamentów naszej gospodarki, ale niepewność jest duża i dlatego zalecamy jednak unikanie złotego w inwestycjach.