Zachodni Europejczycy, zmieniając dostawcę energii elektrycznej, mogą sobie zmniejszyć rachunki za prąd nawet o kilkanaście procent, tymczasem u nas oszczędności są śladowe.
Nic dziwnego, że na ten odważny krok wśród odbiorców indywidualnych zdecydowało się u nas przez kilka lat tylko kilkadziesiąt tysięcy osób (z tego spora grupa to inwestorzy giełdowi, którzy mogli liczyć na niższe rachunki, jeśli przez pewien czas będą trzymali akcje jednej z grup energetycznych kupione w ofercie publicznej). Najbliższa przyszłość też nie rysuje się w jasnych barwach – choćby biorąc pod uwagę negatywny PR, jaki procedurze zmiany dostawcy energii robiła niedawno jedna z firm, ukarana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za łamanie praw konsumentów.
Problem jest jednak głębszy. Nieco przerysowując można ująć go tak: im więcej państwa w energetyce, tym mniejsza konkurencja i droższy prąd. A u nas udział państwa jest podwójny.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.