W ubiegłym tygodniu w Poznaniu minister przedsiębiorczości i technologii na spotkaniu z dziennikarzami zasygnalizowała możliwość złagodzenia zasady 10H w przyszłej kadencji. – Deklaracje o korekcie zasady 10H i ewentualne umożliwienie realizacji odpowiedzialnych społecznie inwestycji wiatrowych na lądzie należy odbierać łącznie z informacją, że naszym priorytetem jest wprowadzenie gwarancji zachowania praw o stanowieniu przestrzeni wokół społeczności lokalnych wsi i praw tychże społeczności do udziału w podejmowaniu decyzji o lokalizacji turbin wiatrowych. Istnieją takie tereny, gdzie lokalizacja wiatraków jest możliwa. Dobrym przykładem są tereny górnicze, np. rekultywowane obszary wschodniej Wielkopolski. W ramach korekty chcemy przedstawić dodatkowe rozwiązania ochronne dla społeczności lokalnych, tak aby ich jakość życia nie ucierpiała w związku z budową siłowni w dalszej okolicy – skomentowała dla DGP minister Jadwiga Emilewicz.

źródło: DGP

Kluczowe dla gospodarki

Zasada 10H nakazuje lokalizowanie turbin w odległości nie mniejszej od zabudowań niż 10-krotność ich całkowitej wysokości. Wskutek jej wprowadzenia inwestycje na rynku energetyki wiatrowej się zatrzymały. Po zmianach wprowadzonych nowelizacjami ustawy o OZE szansę na rozwój otrzymały te projekty, które uzyskały pozwolenia na budowę przed wejściem w życie ustawy z 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych (Dz.U. z 2016 r. poz. 961 ze zm.), czyli tzw. ustawy odległościowej wprowadzającej 10H.

– Zniesienie zasady 10H wobec elektrowni wiatrowych na lądzie jest kluczową kwestią nie tylko z punktu widzenia branży, ale też całej polskiej gospodarki – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Energia jest nieodłącznym elementem budowania przewagi konkurencyjnej całej gospodarki – dodaje.

Elektrownie wiatrowe zyskują zaś przewagę kosztową nad innymi źródłami.

Wzrost mocy zainstalowanych OZE

Dlatego im więcej będzie farm na lądzie i w przyszłości także na morzu, tym niższe będą ceny energii. Każdy gigawat dodatkowy ze źródeł wiatrowych w systemie oznacza obniżenie ceny energii na rynku hurtowym o ok. 20 zł – szacuje Gajowiecki. Dzieje się tak dlatego, że zmienne źródła OZE (takie jak elektrownie wiatrowe i słoneczne), będąc najtańszym źródłem w systemie, wypychają droższe źródła, takie jak stare elektrownie konwencjonalne. Jak przekonuje, utrzymanie obecnego stanu prawnego uniemożliwi przyrost mocy wiatrowych w ramach nowych projektów i przeprowadzenie w przyszłości kompleksowej modernizacji działających dziś farm, czyli repoweringu.

Zdaniem prezesa PSEW zaangażowanie minister Jadwigi Emilewicz – jako osoby odpowiedzialnej w rządzie za kwestie związane z przedsiębiorczością – może być w tej sprawie kluczowe. – Pamiętamy też zapowiedź wiceministra energii Tomasza Dąbrowskiego z początku roku, że po wyborach Ministerstwo Energii do tego wróci – przypomina.

Gajowiecki podkreśla, że ewentualne zniesienie zasady 10H otworzyłoby znów rynek i pozwoliło przygotowywać coraz bardziej efektywne i tańsze projekty. – Drugi aspekt to odpowiednie zabezpieczenie wielomilionowych projektów pod kątem finansowym. Już nie liczymy na taki format wsparcia przez państwo, jak mieliśmy do tej pory (aukcje OZE). Liczymy natomiast na pewnego rodzaju gwarancje państwowe, pozwalające na realizację tych projektów – mówi prezes PSEW. Jako przykład podaje Norwegię, gdzie duża rządowa agencja ubezpieczeniowa podobna do naszego KUKE wystawia gwarancje ubezpieczeniowe dla projektów OZE i na ich podstawie bank udziela kredytu. Takie rozwiązanie mogłoby być przydatne zwłaszcza przy sprzedaży zielonej energii dla odbiorców przemysłowych.

Jesteśmy liderem w produkcji komponentów

Pytany o aktualną sytuację, prezes PSEW ocenia, że tym roku powstanie 500 MW mocy w wietrze.

– Średnioroczne przyrosty mocy powinny być jednak znacznie większe, żeby przemysł związany z dostawami dla farm wiatrowych mógł się stabilnie rozwijać. A Polska ma się czym pochwalić, bo jest jednym z liderów w produkcji komponentów do farm wiatrowych. Mamy w kraju pełen łańcuch dostaw dla lądowej energetyki wiatrowej, od elementów ciężkich, poprzez budowę generatorów w Opolu, po skomplikowane systemy sterowania i zarządzania automatyką turbiny wiatrowej. Taka produkcja sterowników do farm wiatrowych znajduje się w Szczecinie i każda turbina Siemens Gamesa na świecie posiada elektronikę wyprodukowaną w Polsce – zaznacza.

Natomiast pytany o ostatnią nowelizację ustawy o OZE podkreśla duże znaczenie zmian umożliwiających przeprowadzenie aukcji na produkcję energii z OZE w 2019 r. – Chodzi o 2,5 tys. MW w projektach, które już bardzo długo leżały w szufladach inwestorów. To jest bardzo duży krok do przodu, jeżeli chodzi o rozwój OZE w Polsce. Łącznie z poprzednią aukcją przybędzie nam ponad 3,5 GW mocy z nowych farm wiatrowych na lądzie – wskazuje Gajowiecki.

Oznacza to – według niego – dodatkowe ponad 4 mld zł przychodu z tytułu podatku od nieruchomości w 25-letnim okresie eksploatacji tych farm, a także nawet 4,5 mld zł oszczędności dla polskiej gospodarki z tytułu niższych opłat za energię elektryczną w okresie funkcjonowania farm.

Urząd Regulacji Energetyki (URE) przygotowuje się do przeprowadzenia tegorocznej aukcji OZE. Urząd we wrześniu przeprowadził postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego m.in. na świadczenie usługi rozwoju internetowej platformy aukcyjnej „celem przeprowadzenia w 2019 r. aukcji na sprzedaż energii elektrycznej wytwarzanej w instalacjach OZE”.

System wsparcia inwestycji

Branża czeka też na specustawę, która pozwoli inwestorom zaangażować się w budowę pierwszych morskich farm wiatrowych na polskim Bałtyku.

Zgodnie z projektem Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. offshore został włączony do bilansu elektroenergetycznego już w 2027 r., a do 2040 r. na morzu może być zainstalowanych nawet ok. 10,3 GW mocy. Nad nową regulacją pracuje resort energii i według zapowiedzi jego przedstawiciela z września projekt może ujrzeć światło dzienne jeszcze przed końcem roku. – Przedstawienie kompleksowych i spójnych rozwiązań systemowych, które dadzą inwestorom, a także podmiotom finansującym bezpieczną perspektywę inwestycyjną na kolejne lata, jest dla rynku bardzo ważne. Tego oczekuje się przede wszystkim od ustawy o rozwoju morskich farm wiatrowych, której projekt powinien zostać upubliczniony do końca tego roku, ale też od finalnego brzmienia polityki energetycznej państwa do 2040 r. – mówił niedawno DGP Michał Piekarski, szef praktyki energetycznej w kancelarii Baker McKenzie.

Z wypowiedzi, które padły na XVI Kongresie Nowego Przemysłu, wynika, że przygotowywane przepisy będą dotyczyć systemu wsparcia inwestycji, przyłączy do sieci dla morskich wiatraków oraz zaangażowania krajowych firm w realizację projektów (tzw. local content).

Także Konfederacja Lewiatan wskazuje na potrzebę przyjęcia ustawy dla morskiej energetyki wiatrowej, która „skróciłaby czas uzyskiwania koniecznych zezwoleń i pozwoleń wymaganych do wybudowania morskiej farmy wiatrowej, infrastruktury elektroenergetycznej na morzu w celu przyłączenia farm i która określałaby konkurencyjny system wsparcia dla projektów MFW”. Zdaniem organizacji pozwoli to na realizację planu rozwoju morskiej energetyki wiatrowej (8–10 GW do 2035 r.), z uwzględnieniem jak największego udziału polskiego przemysłu. Na rozwoju farm wiatrowych mógłby skorzystać przemysł stoczniowy, metalowy, kable, beton i IT.

„Przedsiębiorstwa wraz z zapleczem badawczo-rozwojowym i przemysłami powiązanymi mają doświadczenie, jak również możliwości realizacji kontraktów związanych z niemal wszystkimi rodzajami zleceń dotyczących inwestycji w morskie farmy wiatrowe. Przyjęcie ustawy umożliwi rozwój offshore’u w Polsce, a to generalnie przyczyni się do rozwoju polskich inwestycji” – podsumowuje Lewiatan w swojej diagnozie.

Także ta organizacja postuluje o nowelizację zasad planowania przestrzennego, a zwłaszcza o „zmianę zasad ustalania minimalnej odległości instalacji OZE od zabudowań z uwzględnieniem uwarunkowań lokalnych oraz postępu technologicznego (w szczególności modyfikacja zasady 10H)”.