- Dotychczas w Polsce skupialiśmy się na rozwoju lądowej energetyki wiatrowej, której do dzisiaj powstało ok. 6 GW mocy. Morska energetyka wiatrowa jest procesem bardziej skomplikowanym. Kraje takie jak Wielka Brytania, Dania czy Niemcy były pionierami i rozwinęły tę gałąź gospodarczą bardzo dobrze. W Polsce brakowało legislacji, która umożliwiłaby powstanie takich projektów – mówi Paweł Przybylski, prezes Siemens Gamesa Renewable Energy w rozmowie z Karoliną Bacą-Pogorzelską.

Kiedy więc realnie możemy spodziewać się działających wiatraków na Bałtyku? - Jest kilku inwestorów, którzy prowadzą bardzo intensywne prace związane z przygotowaniem takich projektów – można tu wymienić Polenergię razem z Equinorem, PGE czy prywatną firmę Baltic Trade & Invest. Ich projekty mają szansę powstać do 2025 roku. Warunkiem jest przygotowanie legislacji, która umożliwi inwestorom zdobycie finansowania. Gdyby przepisy zostały wprowadzone w tym lub przyszłym roku, rok 2025 jest rokiem realnego podłączenia pierwszego projektu do polskiej sieci elektroenergetycznej – uważa Przybylski.

Wiatraki na Bałtyku. Kiedy doczekamy się tej ważnej inwestycji?

Wstępne analizy związane z całym akwenem Morza Bałtyckiego mówią o potencjale ok. 90 GW w morskiej energetyce wiatrowej. To prawie dwa razy tyle, co nasz krajowy system elektroenergetyczny.

- W Polsce realnie to kilkanaście GW mocy. Po raz pierwszy morska energetyka wiatrowa znalazła się w oficjalnych planach związanych z miksem energetycznym Polski. Według planów do 2030 roku w offshore ma powstać mniej więcej 4,5 GW mocy, a do 2040 - ponad 10 GW. Myślę, że te wartości są racjonalne – mówi nasz rozmówca.