Bez kredytów, ale za pieniądze państwowych spółek. Z docelową mocą nie 3 GW, a 4,5–5 GW i z trzema reaktorami budowanymi etapowo.
W ubiegły piątek minister energii Krzysztof Tchórzewski poinformował, że koszt polskiej jądrówki szacowany jest na 70–75 mld zł, a nie na 60 mld zł, jak podawano wcześniej. Zmiana wynika z tego, że polska atomówka ma się składać z trzech reaktorów budowanych etapami (prace nad pierwszym mają ruszyć w tym roku, budowa drugiego w 2024, a trzeciego w 2029 r.).
– Inwestycja ma być realizowana etapami, rozważamy budowę trzech bloków o docelowej mocy 4,5–5 GW – potwierdza DGP Krzysztof Tchórzewski. Wcześniej mowa była o 3 GW. – Całość inwestycji powinna być zamknięta do 2040 r. – dodaje. To o tyle ciekawe, że do dziś nie jest znana lokalizacja nowej elektrowni ani nie ma decyzji środowiskowej. W grę wchodzą Lubiatowo i Żarnowiec na Pomorzu. – Nie wchodzą w grę kredyt na budowę ani kontrakty różnicowe (takie, gdzie państwo pokrywa inwestorowi różnicę w rynkowej cenie energii – red.). W takim przypadku koszt produkowanej energii byłby co najmniej dwukrotnie wyższy niż w zakładanym przez nas wariancie – tłumaczy Tchórzewski.