Szykując plan awaryjny, umożliwiający przeprowadzenie matur ze strajkiem nauczycieli w tle, rząd przy okazji pokazał, że doraźna potrzeba może uzasadnić niemal każde działanie legislacyjne władzy. Rządowy projekt może trafić do Sejmu bez żadnych konsultacji, przyjęty na szybko i wdrażać legislacyjne by-passy, które i tak nie dają 100-proc. gwarancji, że obejdzie się bez turbulencji. Całe szczęście, tym razem intencje są szczytne. A co jeśli następnym razem nie będą?
Państwo silne i odpowiedzialne problemy na czas rozwiązuje. Państwo z dykty - nieudolnie je omija w ostatniej chwili. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w aktualnej fazie „kryzysu nauczycielskiego” mamy właśnie do czynienia z tym drugim wariantem.
Zaproponowana przez rząd nowelizacja prawa oświatowego zakłada, że jeśli nauczyciele nie przeprowadzą klasyfikacji uczniów, która umożliwi im podejście do matury, zrobi to za nich dyrektor szkoły. Jeśli zaś on nie wywiąże się z tego obowiązku, zrobi to organ prowadzący - najczęściej wójt, burmistrz lub prezydent miasta - wyznaczając jakiegoś nauczyciela.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.