Decyzje dotyczące przyszłości edukacji zdrowotnej mają zapaść przed końcem marca. Ale - jak wynika z nieoficjalnych ustaleń DGP - minister edukacji Barbara Nowacka jest zdeterminowana, by nadać przedmiotowi charakter obowiązkowy. Jak słyszymy, jest gotowa na pewne ustępstwa, bo na tym przedmiocie "szczególnie jej zależy".

Obowiązkowy z wyłączeniami

Edukacja zdrowotna zadebiutowała we wrześniu, zastępując wychowanie do życia w rodzinie. Przedmiot prowadzony jest w podstawówkach (klasy IV-VIII) i szkołach średnich (klasy I–III). Program obejmuje 11 modułów tematycznych, m.in. zdrowie fizyczne i psychiczne, wartości i postawy, bezpieczeństwo w sieci, profilaktykę uzależnień oraz edukację seksualną. Zajęcia mają charakter fakultatywny, co przekłada się na niską frekwencję. W roku szkolnym 2025/2026 bierze w nich udział 920,9 tys. uczniów, czyli mniej niż co trzeci z roczników, których dotyczy przedmiot.

Co w praktyce oznacza "gotowość do kompromisu" szefowej MEN? Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że edukacja zdrowotna stanie się przedmiotem obowiązkowym, ale z programu zostaną wyłączone zagadnienia dotyczące wychowania seksualnego. Te realizowane byłyby dobrowolnie. To właśnie one budziły zdecydowany sprzeciw Kościoła oraz środowisk konserwatywnych i prawicowych.

- Najlepiej, gdyby wszystkie bloki tematyczne, w tym edukacja seksualna, były przewidziane dla wszystkich uczniów, ale taki kompromis mógłby złagodzić niechęć wobec przedmiotu i przywrócić rodzicom wiarę w jego sens - komentuje Robert Górniak, wicedyrektor szkoły i założyciel serwisu "Dealerzy wiedzy".

Zmianie może ulec również podstawa programowa. Po konsultacjach Ministerstwa Edukacji Narodowej z Naczelną Radą Lekarską program zajęć może zostać rozszerzony m.in. o treści dotyczące higieny jamy ustnej. Rozważany jest pomysł włączenia studentów medycyny do wsparcia nauczycieli w prowadzeniu zajęć. MEN z aprobatą przyjęło propozycję - czytamy w komunikacie NRL.

Kilka tygodni temu media informowały o tym, że własną koncepcję przedmiotu chce opracować Pałac Prezydencki. Z ustaleń DGP wynika jednak, że takie prace nie są prowadzone. - Kształt tego przedmiotu jest w kompetencji resortu edukacji - podkreśla Rafał Leśkiewicz, rzecznik prezydenta.

Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, podkreśla, że związkowcy od początku opowiadają się za obowiązkową edukacją zdrowotną. - To ważny i potrzebny przedmiot. Nie wszyscy rodzice rozmawiają z dziećmi m.in. o zagrożeniach w sieci, w tym cyberprzemocy, hejcie - mówi. Według niej wobec wyraźnego oporu części społeczeństwa fakultatywne nauczanie tych zagadnień, które budzą największe emocje, mogłoby być dobrym rozwiązaniem.

Górniak zwraca uwagę na kwestie organizacyjne. - Jeśli część uczniów nie będzie uczestniczyć w niektórych lekcjach, dyrektor nadal będzie musiał zapewnić im opiekę - zastrzega.

Politycy za i przeciw

Jak rozważane przez MEN rozwiązania komentują członkowie koalicji rządowej? Urszula Nowogórska, posłanka Polskiego Stronnictwa Ludowego,podchodzi do sprawy z dystansem. - Edukacja zdrowotna jest ważna, pod warunkiem że nie wkracza w kwestie światopoglądowe i wychowawcze, o których decydują rodzice - mówi DGP.

Dorota Łoboda, rzeczniczka klubu Koalicji Obywatelskiej, jest zwolenniczką obowiązkowej edukacji zdrowotnej w obecnym kształcie. - Jeśli mówimy o zdrowiu człowieka, powinniśmy podchodzić do tego kompleksowo, a seksualność jest jego nieodłącznym elementem - mówi. Przyznaje, że w sytuacji ograniczonego zainteresowania przedmiotem sensowne byłoby, by uczniowie brali udział obowiązkowo przynajmniej w części zajęć.

Inaczej na sprawę patrzy opozycja. Mirosława Stachowiak-Różecka z Prawa i Sprawiedliwości uważa, że przedmiot od początku był niedopracowany, a nauczyciele nie zostali wyposażeni w niezbędne narzędzia do jego realizacji. - W moim odczuciu to siłowe forsowanie agendy ideologicznej, którą reprezentuje minister Barbara Nowacka - mówi DGP.

Grzegorz Płaczek, szef klubu Konfederacji, podkreśla, że ustępstwa resortu edukacji byłyby jednocześnie przyznaniem, iż w dotychczasowym programie znajdowały się treści kontrowersyjne. Polityk reprezentował Konfederację podczas czwartkowego spotkania przedstawicieli klubów parlamentarnych z prezydentem Karolem Nawrockim. Jak przyznaje, pojawił się tam również temat edukacji zdrowotnej.

Dodaje, że jeśli edukacja zdrowotna w obecnym kształcie zostanie wprowadzona jako przedmiot obowiązkowy w drodze rozporządzenia, prezydent może skierować rozporządzenie do Trybunału Konstytucyjnego. - Prezydent Nawrocki podczas rozmowy zadeklarował, że w razie potrzeby rozważy taką możliwość - kwituje.