Wojewoda dolnośląski 9 marca wydał polecenie, by do 10 marca do godziny 16 w każdym powiecie lub mieście na prawach powiatu utworzono miejsce kwarantanny dla minimum 50 osób. W kolejnym piśmie z 13 marca podkreślił, że jego oczekiwania wynikają z wojewódzkiego planu epidemicznego i, jak zaznaczył, to na starostach spoczywa odpowiedzialność za „działania podejmowane w trosce o społeczność lokalną”.

Z takim stanowiskiem nie zgadza się Związek Powiatów Polskich. – Z kilku województw docierają do nas sygnały wskazujące na próbę przerzucania na powiaty zadań wojewodów bez podstawy prawnej i bez zagwarantowania pokrycia kosztów realizacji tego zadania rządowego – czytamy w piśmie prezesa ZPP Andrzeja Płonki do premiera Mateusza Morawieckiego.

Działają i czekają

ZPP zaznacza, że zgodnie z art. 33 ust. 7 ustawy w sprawie zapobiegania oraz zwalczania chorób zakaźnych u ludzi (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 1239 ze zm.) to wojewoda zapewnia warunki izolacji lub kwarantanny.

Składa się na to przygotowanie odpowiednich pomieszczeń, wyposażenie oraz skierowanie do pracy osób posiadających odpowiednie kwalifikacje. – Jedyne, co samorządy mają obowiązek zrobić, to wskazać wojewodzie i udostępnić miejsca użyteczności publicznej w celu zapewnienia miejsc kwarantanny – podkreślają samorządowcy.

Starostowie to robią. W powiecie głogowskim na izolatorium wyznaczono budynek, w którym mieścił się hotel. – Wyposażyliśmy obiekt w 50 łóżek z materacami, mamy umowę na odbiór pościeli, zakupiliśmy środki czystości. Czekamy na działania wojewody – mówi starosta głogowski Jarosław Dudkowiak.

Do gry wchodzi NFZ

Osoby przebywające na kwarantannie potrzebują profesjonalnej opieki, a za to trzeba zapłacić. Może to zrobić NFZ, ale przy spełnieniu przez obiekt odpowiednich warunków: osobnego pokoju dla każdego pacjenta, zapewnienia trzech posiłków dziennie, a przede wszystkim obecności personelu medycznego – określa to rozporządzenie ministra zdrowia z 26 marca 2020 r. w sprawie standardu organizacyjnego opieki w izolatoriach (Dz.U. poz. 539).

Izolatorium ma powstać w każdym województwie. Częściowo rozwiązuje to problem odpowiedzialności za tworzenie tych miejsc, bo obiekty mające pełnić ich funkcję – hotel, akademik, sanatorium czy hostel – wyznacza wojewoda. Jednak zgodnie z zaleceniem funduszu, izolatoria powinny znajdować się w pobliżu szpitali jednoimiennych, szpitali zakaźnych lub placówek z oddziałami zakaźnymi (ich personel ma opiekować się izolowanymi pacjentami). Jest to więc oferta raczej dla większych miast, a na pewno nie dla każdego powiatu.

Pierwsze izolatorium finansowane przez NFZ działa już w Poznaniu w hotelu ze 164 pokojami. Kolejne wkrótce będzie otwarte w Krakowie.

Krzysztof Jędrocha, dyrektor ds. handlowych hotelu Wyspiański, wyjaśnia, że do przeznaczenia obiektu na izolatorium został zmuszony decyzją administracyjną wojewody małopolskiego. – Nie zgłaszaliśmy się na ochotnika ani o to nie zabiegaliśmy – podkreśla.

Nie decydował także krakowski szpital jednoimienny, który mieści się w Prokocimiu. Odległość hotelu mieszczącego się w pobliżu Starego Miasta od nowej siedziby szpitala uniwersyteckiego to prawie 10 km.

Umowa jest zawierana między szpitalem i hotelem, ale nie jest ona skonstruowana w sposób sztywny. Do negocjacji pozostają kwestie związane chociażby z odbiorem i wywozem śmieci, których utylizacja jako odpadów zakaźnych może kosztować znacznie więcej niż tych generowanych przez gości hotelowych. A także warunki i zabezpieczenie pracowników hotelu.

– Stoimy na stanowisku, że nasz personel musi mieć zabezpieczenia adekwatne do zabezpieczeń personelu medycznego. Co prawda hotel nie będzie szpitalem, przebywać w nim będą osoby, które podejrzewa się o zachorowanie, lub osoby o łagodnym przebiegu choroby, które nie wymagają leczenia w szpitalu, ale ich stan zdrowia może się przecież pogarszać – zaznacza Krzysztof Jędrocha i przyznaje, że pracownicy obawiają się o swoje zdrowie. – Nikt z nich nie zgłaszał się do pracy w szpitalu – podkreśla.

Na granicy

W tym tygodniu minie czwarty tydzień od wprowadzenia zagrożenia epidemicznego, a trzeci, od kiedy na terenie całego kraju ogłoszono epidemię. W niektórych województwach, np. na Lubelszczyźnie, izolatoria organizowane przez wojewodę działały już w marcu. Jednak w wielu przypadkach możliwości ograniczenia rozszerzania się epidemii zostały stracone.

Problemem jest także to, że na granicy nie można uzyskać informacji o miejscach do odbycia kwarantanny – mówią samorządowcy z przygranicznych miejscowości. Zdarza się, że kierowcy przez kilka dni śpią w samochodach, bo nie chcą narażać bliskich. Jarosław Dudkowiak, starosta głogowski, uważa, że Straż Graniczna zbyt późno przekazuje informacje o osobach, które przekroczyły granicę i powinny być w kwarantannie. – Miejskie służby, czyli miejskie lub gminne ośrodki pomocy społecznej powinny tym osobom przekazywać pożywienie, a służby sanitarne sprawdzać ich stan zdrowia. Tymczasem powiatowe sanepidy dostają informację o osobie w kwarantannie nawet po tygodniu, a policja – po kilku dniach – podkreśla Jarosław Dudkowiak.

– Zamieszanie w gminach i miastach jest olbrzymie. Sąsiedzi nieraz zgłaszają, że ktoś wrócił z za granicy, a takiej informacji nie ma – zaznacza. W dodatku listy, którymi dysponują sanepid i policja, się różnią.