Praebeo oraz Auto Rentier kuszą potencjalnych klientów wysokim zarobkiem, lecz umowy są tak skonstruowane, że wiele osób może pieniądze stracić. Twierdzi tak prezes UOKiK, który postawił cztery zarzuty pierwszemu z podmiotów oraz dwa – drugiemu. Zarazem urzędnicy zdecydowali się zawiadomić Prokuraturę Krajową o możliwości popełnienia przestępstwa.

– Podejrzewamy, że Praebeo i Auto Rentier stosują nieuczciwe praktyki. Chcemy ostrzec konsumentów, aby nie dali się skusić na obietnice szybkiego i łatwego zysku. Firmy obiecują, że będą spłacać zaciągnięty przez klienta kredyt, ale już teraz mamy sygnały, że Praebeo po pewnym czasie przestaje przelewać pieniądze do banku. Tymczasem całe ryzyko spoczywa na konsumencie i to on zostanie z długiem – mówi Marek Niechciał, prezes UOKiK.

Urzędnicy opisują mechanizm działania przedsiębiorców. Polega on na tym, że klient kupuje od Praebeo lub Auto Rentier samochód za ok. 70 tys. zł. Przeważnie na kredyt, którego koszty sięgają dodatkowych 30–40 tys. zł. Spółka zobowiązuje się, że przez maksimum 8 lat będzie pojazd wynajmować. Czynsz ma być przeznaczony na spłatę kredytu klienta, który oprócz tego ma dostawać jeszcze 600 zł miesięcznie (firma reklamuje to jako „program 600 plus”). Wszelkie formalności załatwia spółka. Bywa tak, że klient nawet nie wie, jaki samochód kupuje. Bądź co bądź, zakupu dokonuje nie po to, by jeździć autem, lecz by na nim zarabiać. Kłopot pojawia się wówczas, gdy firma przestanie spłacać kredyt. Zobowiązanie jest przecież zaciągnięte na jej klienta, zatem to on będzie musiał przez lata spłacać zakup auta. Zdaniem UOKiK przedsiębiorcy wprowadzają potencjalnych klientów w błąd, roztaczając przed nimi wizję łatwego zarobku, a nie wspominają o ryzyku.

Co więcej, Praebeo i Auto Rentier mogą w każdej chwili wycofać się z umowy po zapłacie kary umownej w wysokości 6 tys. zł. Zdaniem urzędników to o wiele za mało, biorąc pod uwagę, że po rozwiązaniu kontraktu koszty ponoszone przez konsumenta sięgać będą kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Urząd przypomina, że kara umowna ma charakter wyłączny, co oznacza, że wierzyciel nie może żądać odszkodowania ponad jej wysokość. Aby mógł się o nie starać, w umowie ze spółką musiałoby być odpowiednie postanowienie dopuszczające taką możliwość. W praktyce oznacza to, że droga do uzyskania wyższego odszkodowania od spółki, choćby szkody poniesione przez konsumenta były znaczne, jest zamknięta.

O Praebeo pisaliśmy na łamach DGP już w kwietniu ubiegłego roku. Nasz tekst uchronił wówczas wielu potencjalnych klientów przed podpisaniem umowy z firmą. Dlatego też podmiot szybko zmienił nazwę na Auto Rentier. Choć wówczas brakowało jeszcze poszkodowanych, to poważne wątpliwości ekspertów budził przekaz reklamowy spółki oraz jej powiązania personalne z innymi spółkami, które również obiecywały dopłaty do kredytów: Total Finance, ADF Studio, J&J Group oraz Exeos. W przypadku tamtych firm dofinansowanie miało być wynikiem użytkowania przez klienta zakupionego samochodu, który był oklejony reklamami wielu znanych firm. Ten innowacyjny sposób promocji miał finansować zaciągnięty kredyt. Miał, bo w praktyce właściciele marek nie mieli z tym nic wspólnego. Wspomniane spółki wywiązywały się z umowy przez dwa, trzy miesiące, po czym informowały klientów o problemach z płynnością finansową, a ostatecznie całkiem przestawały się z nimi kontaktować.

Przy okazji ubiegłorocznego tekstu, Jakub Leśniewski, prezes zarządu Praebeo, odcinał się od działalności wspomnianych podmiotów. Dodawał, że nie obawia się jakiejkolwiek odpowiedzialności, gdyż jego spółka nie ma zamiaru nikogo oszukać. – Ceny które proponujemy za wynajem pojazdów są tak konkurencyjne, że mamy kolejkę chętnych po wynajem – reklamował Leśniewski.

AKTUALIZACJA

Spółka Auto Rentier przesłała kopię oświadczenia wysłanego do Prezesa UOKiK.