statystyki

Zobacz, jaka kara grozi rodzicom za niezaszczepienie dziecka

autor: Jan Ludwikowski24.02.2016, 19:00
dziecko

Przymusowo zaszczepione zostaną tyko te dzieci, u których podejrzewa się szczególnie niebezpieczną chorobę. źródło: ShutterStock

Pan Janusz nie chce zaszczepić dziecka. – Uważam, że szczepionki nie powstrzymują rozwoju chorób – mówi czytelnik. – Według mnie to trucizna, którą muszę podawać dziecku. Wygląda jednak na to, że zostanę zmuszony do zaszczepienia córki, bo właśnie dostałem wysoką grzywnę. Czy grożą mi jeszcze jakieś konsekwencje – pyta.

reklama


reklama


Większość rodziców sądzi, że szczepienia chronią przed groźnymi epidemiami i wzmacniają odporność. Są jednak osoby, które uważają, że takie zabiegi medyczne nie eliminują rozwoju chorób i wywołują niepożądane skutki. Dlatego ze wszystkich sił starają się uniknąć zaszczepienia dziecka.

Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że dziecko, które nie podda się zabiegowi, jest zdecydowanie bardziej narażone na choroby zakaźne. Szczepienia obowiązkowe są bezpłatne i chronią przed zachorowaniem na gruźlicę, odrę czy różyczkę. Jedynie wyraźne przeciwwskazania lekarskie mogą wpłynąć na uchylenie ustawowego obowiązku.


Pozostało jeszcze 60% treści
Aby zobaczyć cały artykuł, zaloguj się lub wykup dostęp
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Polecane

reklama

  • Z.(2016-04-24 11:58) Odpowiedz 00

    Sa osoby, które nie tylko " uważają, że takie zabiegi medyczne nie eliminują rozwoju chorób i wywołują niepożądane skutki" ale borykają się tymi skutkami miesiącami i latami bez wsparcia z odszkodowania. Przeciętny pediatra na NFZ twierdzi, że ma 30 lat praktyki i nigdy nie spotkał się z NOP. Przeciętny pediatra na płatnej wizycie jest za szczepionkami, ale spotkał się raz lub kilka z NOP, najczęściej też uważa , że to rodzic powinien podejmować decyzję. Przeciętny rodzic nieszczepiący, tak jak ja, zna kilka przypadków NOP (tygodniowy paraliż kończyny, 2 tygodnie na intensywnej terapii, zwiotczenie mięśni - prawie dwuletnia rehabilitacja, oczywiście za prywatne pieniądze, zwierzęcy wręcz krzyk dziecka i wycie po nocach 2 doby po szczepionce, niestety od dwóch miesięcy do dziś... itp.) Niektóre pielęgniarki/recepcjonistki oficjalnie w przychodni karzą się stawiać na szczepienia, a poza przychodnia prywatnie mówią, odczekaj ile się da, zobacz jak dziecko się rozwija i czy jest silne. Pytam więc skąd ta atmosfera strachu i szeptania przez pracowników medycznych poza oficjalnym systemem? Jeżeli znam osobiście 10 NOPów i znam historie ich lekceważenia, to żadne statystyki i błyszczące ulotki mnie nie przekonają. Chcę zaszczepic dziecko, jak skończy 2 lata i będę mogła udowodnic ewentualny NOP, poza tym znam wiele nieszczepionych dzieci i poziomem zdrowia i rozwoju przewyższają znane mi dzieci szczepione. Zazwyczaj wybierałam konformizm, zle w sprawie szczepionek spotkałam się z taka agresja, zaszczuciem, epitetami z lokalnych gazet, wykrzykiwaniem mojego nazwiska w przychodni (przepraszam, a gdzie tajemnica lekarska?). Po rozmowach z sanepidem czuję się oszukana, bo wezwano mnie, żeby poznac moje poglądy, a po półtorej godziny rozmowy nie zrobiono z tego ani notatki, ani ankiety, tylko podano do podpisania oświadczenie. W tym oświadczeniu napisałam, że zaszczepię dziecko jak skończy 2 lata. teraz jestem wzywana, karana(ja i ojciec dziecka to kary rzędu 500 zł razy 2) i oskarżana o to że odmówiłam szczepień (a przecież podałam konkretny terwim, w którym zacznę). niestety jestem zbyt zaradna zyciowo, żeby załapać się na słynne 500 +, którym mogłabym przez ten czas zaspokoić groźny sanepid. No i moje dziecko jest gorsze, bo pierwsze, a po tych przejściach boję się mieć drugie. Żałuję, że wróciłam do "swojej" Polski, mam żal za całe to zastraszanie, wezwania, dręczenie karami. Urzędnicy mający na celu dobro mojego dziecka maja gdzieś mój stres, problemy laktacyjne, nieprzespane noce itd. I dlatego, ze zwykłej konformistki, stworzyli radykalizującego się rodzica. Właśnie tak działacie-zero dialogu, a wasza ideologia idealna w 100%., a przemoc rodzi opór. Mam nadzieję, że uda mi się wyprowadzic z Polski w tym roku. Wróce do starej, kochanej Anglii, gdzie wszysctkie moje znajome szczepiące i nieszczepiące matki moga godnie cieszyc się wczesnym macierzyństwem i swoimi wyborami.

  • Z.(2016-04-24 11:54) Odpowiedz 00

    Sa osoby, które nie tylko " uważają, że takie zabiegi medyczne nie eliminują rozwoju chorób i wywołują niepożądane skutki" ale borykają się tymi skutkami miesiącami i latami bez wsparcia z odszkodowania. Przeciętny pediatra na NFZ twierdzi, że ma 30 lat praktyki i nigdy nie spotkał się z NOP. Przeciętny pediatra na płatnej wizycie jest za szczepionkami, ale spotkał się raz lub kilka z NOP, najczęściej też uważa , że to rodzic powinien podejmować decyzję. Przeciętny rodzic nieszczepiący, tak jak ja, zna kilka przypadków NOP (tygodniowy paraliż kończyny, 2 tygodnie na intensywnej terapii, zwiotczenie mięśni - prawie dwuletnia rehabilitacja, oczywiście za prywatne pieniądze, zwierzęcy wręcz krzyk dziecka i wycie po nocach 2 doby po szczepionce, niestety od dwóch miesięcy do dziś... itp.) Niektóre pielęgniarki/recepcjonistki oficjalnie w przychodni karzą się stawiać na szczepienia, a poza przychodnia prywatnie mówią, odczekaj ile się da, zobacz jak dziecko się rozwija i czy jest silne. Pytam więc skąd ta atmosfera strachu i szeptania przez pracowników medycznych poza oficjalnym systemem? Jeżeli znam osobiście 10 NOPów i znam historie ich lekceważenia, to żadne statystyki i błyszczące ulotki mnie nie przekonają. Chcę zaszczepic dziecko, jak skończy 2 lata i będę mogła udowodnic ewentualny NOP, poza tym znam wiele nieszczepionych dzieci i poziomem zdrowia i rozwoju przewyższają znane mi dzieci szczepione. Zazwyczaj wybierałam konformizm, zle w sprawie szczepionek spotkałam się z taka agresja, zaszczuciem, epitetami z lokalnych gazet, wykrzykiwaniem mojego nazwiska w przychodni (przepraszam, a gdzie tajemnica lekarska?). Po rozmowach z sanepidem czuję się oszukana, bo wezwano mnie, żeby poznac moje poglądy, a po półtorej godziny rozmowy nie zrobiono z tego ani notatki, ani ankiety, tylko podano do podpisania oświadczenie. W tym oświadczeniu napisałam, że zaszczepię dziecko jak skończy 2 lata. teraz jestem wzywana, karana(ja i ojciec dziecka to kary rzędu 500 zł razy 2) i oskarżana o to że odmówiłam szczepień (a przecież podałam konkretny terwim, w którym zacznę). niestety jestem zbyt zaradna zyciowo, żeby załapać się na słynne 500 +, którym mogłabym przez ten czas zaspokoić groźny sanepid. No i moje dziecko jest gorsze, bo pierwsze, a po tych przejściach boję się mieć drugie. Żałuję, że wróciłam do "swojej" Polski, mam żal za całe to zastraszanie, wezwania, dręczenie karami. Urzędnicy mający na celu dobro mojego dziecka maja w dupie mój sters, problemy laktacyjne, nieprzespane noce itd. I dlatego, ze zwykłej konformistki, stworzyli radykalizującego się rodzica.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama