statystyki

Chorzy się nie leczą, bo ich nie stać

autor: Karolina Nowakowska07.01.2016, 07:00
Wciąż na niezmiennie niskim poziomie pozostaje dostępność usług medycznych.

Wciąż na niezmiennie niskim poziomie pozostaje dostępność usług medycznych. źródło: ShutterStock

Co trzynasty pacjent w Polsce przerywa leczenie ze względu na zbyt długi czas oczekiwania na wizytę i brak pieniędzy na prywatne leczenie. Problemy finansowe powodują, że wiele osób rezygnuje też z kupowania leków w aptece.

reklama


reklama



Co 5 lat GUS przeprowadza Europejskie Ankietowe Badania Zdrowia. Najnowsze wyniki będą podane w połowie roku, ale już teraz znamy główne założenia raportu. Wynika z niego, że subiektywna ocena stanu zdrowia mieszkańców Polski nieznacznie się poprawiła. Prawie co czwarty ocenił swoje zdrowie jako bardzo dobre, blisko co drugi – jako dobre, co piąty – jako takie sobie (ani dobre ani złe) i co dziesiąty jako złe lub bardzo złe. Oznacza to, że niespełna co trzeci mieszkaniec naszego kraju ocenił swoje zdrowie poniżej oceny dobrej.

Wciąż na niezmiennie niskim poziomie pozostaje dostępność usług medycznych. Prawie co czwarty mieszkaniec Polski potrzebujący opieki zdrowotnej doświadczył opóźnień w dostępie do niej z powodu zbyt długiego okresu oczekiwania na wizytę i takie sytuacje dotyczyły głównie osób dorosłych (w przypadku dzieci - tylko co 9) oraz osób przewlekle chorych o nienajlepszym zdrowiu.

- Szczególnie bolesne i źle odbierane przez społeczeństwo są kolejki do świadczeń, które mają być „gwarantowane”. Kolejka jest technologią o udowodnionej szkodliwości (zgodnie z definicją technologii medycznej przyjętą w ustawie refundacyjnej). Wydłużony czas oczekiwania na świadczenie zdrowotne, połączony z ich etapowością, wpływa negatywnie na stan zdrowia chorego – człowieka, który cierpi czekając w kolejce, jego choroba rozwija się, może nie doczekać skutecznego leczenia – mówi Aneta Augustyn z Fundacji Watch Health Care.

Fakt, że prawie wszyscy Polacy objęci są ubezpieczeniem zdrowotnym oczywiście nie oznacza, że nie występuje potrzeba wydania dodatkowych środków pieniężnych na zdrowie. W badaniu EHIS zadano pytania czy zdarzyły się sytuacje, że z powodów finansowych respondenci nie mogli skorzystać z podstawowych usług zdrowotnych.

- Mając więc do wyboru leczenie prywatnie, chory często decyduje się na nie. Problem pojawia się natomiast, gdy nie ma pieniędzy na takie leczenie, rozpoczyna wtedy nie tylko „walkę” z chorobą, ale również z systemem opieki zdrowotnej – dodaje Augustyn.

Watch Heath Care monitoruje różnice w czasie oczekiwania między refundowanymi usługami, a prywatnymi. Na wizytę u endokrynologa w publicznej placówce trzeba czekać średni 7,7 miesiąca. Prywatnie czas oczekiwania skraca się do 2-3 tygodni, a wizyta kosztuje 100-150 zł. Ceny rosną jeśli w grę wchodzi diagnostyka. Na rezonans magnetyczny głowy należy czekać 7,4 miesiąca. Prywatnie to badanie można wykonać w tydzień, ale jego cena to 350-600 zł. Z kolei na endoprotezoplastykę stawu kolanowego trzeba czekać 45,5 miesiąca. Prywatnie można ją wykonać w 3-4 tygodnia. Za zabieg trzeba zapłacić 15000-25000 zł.

W efekcie, jak wskazują wyniki badania, co 13 osoba potrzebująca opieki medycznej, sprawowanej przez lekarza, musiała z niej zrezygnować właśnie z powodów finansowych. W przypadku opieki dentystycznej taką sytuację wskazała co 9 osoba potrzebująca. Przypadek braku pieniędzy na wykupienie leków przepisanych na receptę dotyczył co 12 osoby. Problem sfinansowania potrzebnych świadczeń rzadko dotyczył opieki zdrowotnej dla dzieci. Takie przeszkody stosunkowo często deklarowały osoby starsze, chore przewlekle i poważnie niesprawne, równie częściej mieszkańcy miast niż wsi (za wyjątkiem możliwości wykupienia leków na receptę).

- Te dane określają skalę tzw. toksyczności współpłacenia w Polsce, kiedy dopłata do leków lub konieczność pokrycia kosztów niezbędnych badań lub wizyt w systemie prywatnym wobec braku możliwości pozyskania ich w systemie publicznym sprawia, że pacjenci rezygnują z zakupu niezbędnych leków lub świadczeń. Dane z obu badań wskazują, że nastąpiła pewna poprawa między rokiem 2008 i 2014 w zakresie dostępności do leków i świadczeń, niemniej jednak zjawiska toksyczności nie wyeliminowano – mówi Ewa Borek, prezes Fundacji My Pacjenci.

Jak tłumaczy, osoby nie wykupujące leków czy nie korzystające z niezbędnych świadczeń zdrowotnych z powodów finansowych stają się prędzej lub później klientami publicznej służby zdrowia leczącymi się z powodu zaostrzeń stanów przewlekłych w SORach albo w oddziałach szpitalnych, gdzie nie muszą ponosić kosztów leczenia. Brak dostępności do leków czy świadczeń dla tej grupy chorych sprawia, że koszty leczenia szpitalnego zaostrzeń są znacznie wyższe niż koszty utrzymania pacjenta z chorobą przewlekłą w stanie stabilnym dzięki dostępowi do leków czy ambulatoryjnych świadczeń zdrowotnych.

- Często problem dotyczy osób uprawnionych do leczenia w publicznej służbie zdrowia, ale z powodu kolejek do specjalistów nie mogących swoich praw do świadczeń wyegzekwować. Z perspektywy społecznej nie opłaca się tak szeroki margines toksyczności współpłacenia, ponieważ sprawia on, że koszty leczenia szpitalnego zaostrzeń wynikających z braku dostępności są wyższe niż oszczędności z tytułu niewykupionych leków czy niewykorzystanych świadczeń – dodaje Borek.

W szczególnej sytuacji znajdują się pacjenci onkologiczni. Według badań przeprowadzonych przez Fundację Alivia 90 proc. badanych onkologów w Polsce występuje problem braku dostępu do niektórych nowoczesnych leków onkologicznych, a 95 proc. twierdzi, że występuje problem polegający na ograniczeniu dostępu leków. Z kolei 97 proc. lekarzy twierdzi, że ich pacjenci mogliby odnieść korzyść terapeutyczną w przypadku bardziej swobodnego dostępu do leków onkologicznych (wśród najczęściej wymienianych są wydłużenie czasu życia, czasu do progresji choroby oraz zwiększenie jakości życia pacjentów). To powoduje, że pacjenci szukają skutecznego leczenia na własną rękę.

- Z naszych statystyk prowadzonych na Oddziale Ginekologii Scanmed wynika, że pacjentek, które rezygnują z leczenia po usłyszeniu diagnozy jest niewiele. Odmowy sięgają nie więcej niż 1-2 proc. Poważnym powodem zaniechania leczenia jest informacja o chorobie nowotworowej. Wydaje się, że o takim nastawieniu pacjenta decyduje strach przed chorobą nowotworową jako taką, którą psycholodzy określają jako „fazę negacji”. Oczywiście im wcześniej podjęte zostanie leczenie choroby nowotworowej, tym lepsze są tego leczenia wyniki. Nie do przecenienia wydaje się więc tu rola lekarza, który powinien otoczyć pacjenta nowotworowego troskliwą opieką i wyjaśnić na czym polega choroba i leczenie, jaka jest jego skuteczność i jakie konsekwencje niesie za sobą odroczenie terapii – mówi Paweł Szymanowski, Ordynator Oddziału Ginekologii Scanmed szpitala św. Rafała w Krakowie

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:gazetaprawna.pl

Polecane

reklama

  • XXYYZZ(2016-01-07 08:39) Odpowiedz 101

    Znając, wstępne, wyniki raportu i obserwując rzeczywistość można się przestraszyć. Polacy wiedząc o tej rzeczywistości tracą poczucie bezpieczeństwa, wzrasta poziom społecznego lęku, który też obniża kondycję zdrowotną społeczeństwa i powoduje zachowania opisane w raporcie. I nie ma nic gorszego jak bieda połączona z lękiem - powoduje frustracje, paraliżuje działania, pacjent traci zaufanie do systemu leczenia i skuteczności działania lekarzy! Profilaktyka zdrowotna jest "strasząca", a w mediach reklamowane są paraleki wszystko i szybko leczące. Co pozostaje? Sugestia, że lekarstwa nie zawsze są konieczne, ale wiara w wyzdrowienie jest niezbędna! [ Norman Cousins ]

  • wyprodukowani chorzy to kopalnie złota(2016-01-07 09:21) Odpowiedz 78

    Większość chorych jest chorymi na własne życzenie, mając świadomość, że opieka zdrowotna nalezy sie za darmoche ludzie nie dbają o swoje zdrowie, jedzą niezdrowo, mają nadwagę lub sa otyli, piją dużo alkoholu, do tego papierosy, uzywki, narkotyki, dopalacze, nie uprawiaja sportu, zadnej rekreacji, ćwiczeń, nie dbaja o swoja wagę, ciśnienie, nie robią darmowych badań kontrolnych..... tacy ludzie, ktorzy na wlasne zyczenie narażaja sie na wiele poważnych chorob powinni placic wyzsze skladki na NFZ. Z drugiej strony panstwo nie promuje zdrowego trybu zycia, wydaje miliardy na choroby nieuleczalne typu alkoholizm, ale nie da żadnych ulg pracującym, ktorzy kupują co miesiąc karnet na fitnes czy silownie - a to wydatek ok 1000 zł albo wiecej w ciagu roku. Wszyscy pracownicy biurowi powinni obowiazkowo cwiczyc aby uniknąć chorob zwiazanych z kregoslupem, nadwaga, nadcisnieniem itd... Ale kogo to obchodzi... Im wiecej chorych tym lepiej dla lekarzy i koncernow farmaceutycznych... a chorzy przewlekle i nieuleczalnie to kopalnie zlota, po co jechac do RPA?

  • wróżka(2016-01-07 19:15) Odpowiedz 00

    To jest wylęgarnia chorego społeczeństwa. Bo na leczenie prywatne nie stać ich, a mimo opłacania składek nie daje im sie leczenia w ramach ubezpieczenia! Jeszcze czegoś takiego w Polsce nigdy nie było!!!!!! Przypominam, że ci chorzy będą zarażać ludzi zdrowych. Także tych, którzy ustalają te zasady lecznictwa! Liczne epidemie wiszą na włosku....

  • YOGI(2016-01-09 22:39) Odpowiedz 00

    Absurd w służbie zdrowia pracowałem 45 lat opłacałem składki i teraz chory jestem sam bo nie mam pieniędzy na dalsze leczenie po wykryciu schorzeń

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama