statystyki

Brakuje szczepionek. Zbliża się renesans chorób rzadkich

autor: Klara Klinger, Patrycja Otto19.10.2015, 07:32; Aktualizacja: 19.10.2015, 08:00
Jak chorują i szczepią się w Europie

Jak chorują i szczepią się w Europieźródło: Dziennik Gazeta Prawna

W całej Polsce brakuje szczepionek na tężec, błonicę oraz krztusiec. To firmy farmaceutyczne nie nadążają z realizacją zamówień na czas. Ministerstwo Zdrowia zdecydowało się wprowadzić plan awaryjny, aby wybrnąć z tej niekomfortowej sytuacji.

reklama


reklama


Liczba chorych na krztusiec jest alarmująca. Rok temu było ich 1,6 tys., a teraz już 3,5 tys. Brak szczepionek na tę chorobę oraz ograniczony dostęp do szczepień na błonicę i tężec szczególnie odbija się na sześciolatkach. To im resort zdrowia wstrzymał część szczepień, by preparatu wystarczyło dla niemowląt.

Może się to odbić na zdrowiu dzieci. Pierwsze meldunki epidemiologiczne są alarmujące i pokazują ponad dwukrotny wzrost zachorowań na krztusiec od stycznia do września br. w porównaniu z analogicznym okresem 2014 r.

Problemy z dostępem do szczepień zaczęły się w zeszłym roku, gdy resort zdrowia przygotowywał zamówienia preparatów. Okazało się wówczas, że koncerny farmaceutyczne mają problemy z realizacją dostaw – nie nadążają z nimi nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Jednym z powodów jest to, że w USA wzrosła zachorowalność na krztusiec, a Ameryka Południowa również (podobnie jak Polska) wprowadziła obowiązek szczepień m.in. przeciwko tej chorobie. – Przy zwiększającym się zapotrzebowaniu na szczepionki na świecie mogą wystąpić opóźnienia produkcyjne i trudności w dopasowaniu poziomu dostaw do aktualnych potrzeb w danym kraju – przyznaje Krzysztof Kępiński z GlaxoSmithKlein.

Ministerstwo Zdrowia uspokaja, że wszystkie dostawy, które przesunięto na drugą połowę 2015 r., są realizowane zgodnie z planem.

W ostatnich tygodniach doszedł jednak jeszcze problem ze szczepieniami. Tym razem chodzi o tzw. MMR (na różyczkę, odrę i świnkę). W wielu przychodniach dzieci przychodzące na zastrzyk ochronny odchodzą z kwitkiem. Sanepid potwierdza problem. – Zamówiliśmy 15 tys. ampułek. Nie dostaliśmy nic – przyznają urzędnicy Wojewódzkiej Stacji Epidemiologicznej w Poznaniu.

Na czym polegają działania resortu? Z jednej strony ministerstwo przesunęło szczepienia grupie sześciolatków – nie odbyły się w pierwszej połowie roku. Z drugiej strony stara się łatać niedobory, kupując preparaty od różnych firm, a nie tylko od tych, z którymi dotychczas współpracowało. Resort zdecydował się także finansować dla części dzieci zakup szczepionek wysoko skojarzonych. Chodzi o preparat, który daje ochronę również przeciw polio. Do tej pory takie szczepionki dostawały tylko wcześniaki, reszta rodziców mogła je wykupić na własną rękę.

Schemat jest taki – ministerstwo robi centralny przetarg na zakup wszystkich szczepionek ujętych w krajowym programie szczepień. W tym celu zbiera dane z regionów na temat tego, ile i jakich preparatów dokładnie potrzebują.

Następnie informacje te trafiają do głównego inspektora sanitarnego, skąd są przekazywane do stacji wojewódzkich, które następnie kierują je do przychodni.

Stacje wojewódzkie w rozmowie z DGP przyznają, że w tym roku jest duże zamieszanie z realizacją obowiązku szczepień. I dodają, że radzą sobie jak mogą. – U dzieci do drugiego roku życia w realizacji szczepień obowiązkowych w zastępstwie są wykorzystywane szczepionki wysoko skojarzone przeciwko: błonicy, tężcowi, krztuścowi (bezkomórkowa, złożona), poliomyelitis (inaktywowana) i haemophilus influenzae typu b (5w1) – potwierdza Beata Kempa, kierownik oddziału promocji zdrowia Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Katowicach. Dla dzieci sześcioletnich zaś są czasowo wykorzystywane szczepionki: Quadracel (DTaP/IPV), Boostrix GSK oraz Tdap – szczepionka SSI. Te ostatnie to preparaty z obniżoną zawartością antygenu.

Podobnie jest w innych województwach. W Lubelskiem sanepid wylicza, że dotychczas zaszczepionych zostało 41 dzieci, pierwsze transze szczepionek były dostarczone zaś w sierpniu i październiku. W Wielkopolsce na 39,4 tys. ampułek, które będą potrzebne w tym roku, na razie dostarczono 18,8 tys.

Resort zdrowia przyznaje, że był problem. – Ministerstwo zakupiło szczepionki przeciwko błonicy, krztuścowi i tężcowi dla wszystkich dzieci, jednakże ich dostawa do Polski możliwa była dopiero w drugiej połowie 2015 r. – tłumaczy Krzysztof Bąk, rzecznik ministerstwa. Pierwsza dostawa była zrealizowana pod koniec sierpnia. Na razie dostarczono 228 tys. Ministerstwo czeka jeszcze na 205 tys. W sumie chodzi o 433 tys. preparatów. Tymczasem w 2009 r. urodziło się 425 tys. dzieci, teoretycznie więc szczepionek powinno wystarczyć dla wszystkich. Jednak Jan Bondar, rzecznik Głównego Inspektoratu Sanitarnego, przyznaje, że część dzieci, które powinny zostać zaszczepione w 2014 r., przeszła również na ten rok. Dlatego dopiero w 2016 r. będzie można sprawdzić, czy udało się dostarczyć wszystkim potrzebną ochronę.

Paweł Grzesiowski, sekretarz Pediatrycznego Zespołu Ekspertów ds. Programu Szczepień Ochronnych, uważa, że choć odpowiedzialność za zawirowanie w dostawie leży po stronie firm, to jednak można by zmniejszyć ryzyko niedoborów przez długofalowe zamówienia i dywersyfikację zakupów. – Warto rozważyć co najmniej trzyletnie umowy zakupowe, ale to wymaga modyfikacji procedur przetargowych w Ministerstwie Zdrowia – tłumaczy Grzesiowski.

Kłopot polega na tym, że w ostatnim momencie trudno zwrócić się o pomoc do innych producentów, okres produkcyjny trwa bowiem około dwóch lat. Wiąże się to m.in. z obowiązkiem sprawdzania bezpieczeństwa nowych produktów.

Eksperci zauważają, że w tym roku mamy do czynienia ze wzrostem zachorowania na krztusiec. Uważają jednak, że nie wynika on bezpośrednio z ograniczeń w szczepieniach – a raczej jest efektem tzw. epidemii wyrównawczej, która pojawia się co jakiś czas. Dotychczas jednak liczba chorych w jednym półroczu wahała się od 1,2 do 1,7 tys., w tym roku przekroczyła 3,6 tys.

Jak podaje radio RMF FM, trzeba być bardzo ostrożnym, ponieważ stare choroby wracają. Liczba chorych na odrę w ostatniej dekadzie wzrosła ponad pięciokrotnie. Na krztusiec dwuipółkrotnie, a na szkarlatynę blisko trzykrotnie. Dlatego opóźnienia dostaw mogą mieć negatywny wpływ.

Tymczasem właśnie pojawił się także problem ze szczepionkami na odrę, świnkę, różyczkę – tzw. MRR. Sanepidy tłumaczą, że mowa tylko o kłopotach z dystrybucją preparatów. Zapewniają, że będą dostępne w listopadzie lub w grudniu. To samo słyszymy w przychodnich, które przesuwają wizyty dzieci zapisanych do szczepienia.

Obecnie ministerstwo na refundacje szczepień przeznacza od 70 do 90 mln zł w zależności od tego, ile urodzi się dzieci. Firmy jednak zarabiają ok. 200 mln zł, przy czym nawet ok. 100 mln zł płacą rodzice z własnej kieszeni – m.in. kupując szczepionkę wysoko skojarzoną, czyli taką, gdzie za jednym podaniem otrzymuje się ochronę na pięć różnych chorób. Taką opcję, jak wynika z szacunków Centrum Zdrowia Dziecka, wybiera nawet połowa rodziców. Dodatkowo około 10 proc. kupuje szczepionkę na pneumokoki, wyręczając w ten sposób państwo.

Od niedawna toczy się dyskusja, by m.in. szczepienie na pneumokoki wprowadzić do pakietu obowiązkowego – koszt tej zmiany wyniósłby nawet 250 mln zł. 

OPINIA

Problemy w dostawach mogą się powtarzać

Problemy z dostępnością szczepionki przeciwko krztuścowi, błonicy i tężcowi są widoczne na polskim rynku od dwóch lat. Nie jest też wykluczone, że to ostatni taki przypadek. Co oznacza, że w przyszłości niedobór znowu może się powtórzyć. Szczególnie że zachorowania na krztusiec na całym świecie są coraz częstsze. Wychodzi bowiem na jaw niedoskonałość stosowanych obecnie szczepionek. To skłania poszczególne kraje do zwiększania skali zamówień na szczepionki. Ma to miejsce właśnie w tym roku. W konsekwencji koncerny farmaceutyczne mają coraz większe problemy z reagowaniem na nagle zgłoszone zapotrzebowanie. Coraz trudniej jest im realizować składane zamówienia od ręki. Rozwiązanie problemu w Polsce przyniosłaby zmiana podejścia w Ministerstwie Zdrowia, a dokładnie ustalenie przez resort długoterminowej strategii w zakresie szczepień. To pozwoliłoby składać zamówienia u koncernów farmaceutycznych na szczepionki na kilka lat naprzód. A nie z niewielkim wyprzedzeniem, jak to się dzieje obecnie. Warto dodać, że długofalowa polityka ma już miejsce w wielu krajach na Zachodzie i co ważne – przynosi efekty. Początkowo na krztusiec, błonicę i tężec szczepiono w Polsce tylko nowo narodzone dzieci. Okazało się jednak, że liczba zachorowań, zwłaszcza na krztusiec, rośnie. Dlatego w 2006 r. zadecydowano o podawaniu dodatkowej dawki szczepionki również dzieciom w wieku sześciu lat. Wzrost zachorowania na krztusiec w naszym kraju w 2012 r. był pierwszym sygnałem świadczącym o tym, że stosowany program szczepień nie jest w pełni wystarczający. Dlatego od 2016 r. zostaną nim objęte także starsze dzieci, te w wieku 14 lat. Pierwsze efekty rozszerzenia aplikacji szczepionki na kolejną grupę osób będą widoczne najwcześniej w 2017 r. Dodam jednak, że dużo większym zagrożeniem byłby brak szczepionki MMR. Jej niepodawanie oznaczałoby powrót odry. Przypomnijmy, że zanim pojawiło się obowiązkowe szczepienie na odrę w latach 70., rocznie umierało w Polsce z powodu tej choroby 100 osób. Do tego trzeba pamiętać o tym, że jest to wysoce zakaźna choroba.

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:Dziennik Gazeta Prawna

Polecane

reklama

  • Szczota74(2015-10-19 14:15) Odpowiedz 20

    Ale brednie. Dane ze strony GIS ODNOŚNIE liczby zachorowań na krztusiec:
    2013 - 2183 osoby
    2014 - 2102 osoby
    09/2015 - 1923 osoby
    Ludzie, łykacie jak indyki co wam się napisze lub powie. Mózg musi popracować by móc głos zabrać.
    Co za zakłamany kraj. A szanowny redaktor nawet nie raczył zajrzeć na stronę GIS. Pewnie nieźle mu w łapę nasmarowali za ten artykuł

  • filologini(2015-10-27 15:45) Odpowiedz 20

    No własnie, brakuje tu jeszcze imigrantów z ich chorobami. Politycy, w tym premier Kopacz powinni ponieść odpowiedzialność karną za ich sprowadzenie do Polski.
    Inna kwestia to ta, że jest wiele przeciwwskazań do szczepień w ogóle - np coraz częściej diagnozowane choroby immunologicze z autoagresji - to powinno nam tez coś uzmysłowić. Narażenie takich osób na kontakt z tymi chorobami może zagrażać ich życiu

  • ela(2015-10-19 12:56) Odpowiedz 10

    Przecież ,jak Prezes Kaczyński mówił o tych chorobach to większość dziennikarzy go wyśmiewała. I co ? nie wstyd Wam?To dopiero początki.

  • szary(2015-10-19 08:50) Odpowiedz 11

    Wykształcone mamusie z wielkich miast -idiotki, feministki i ekolożki powinny być szczęśliwe, że nie będzie przymusu szczepienia dzieci.

  • Michał(2015-10-19 10:25) Odpowiedz 10

    Migranci już przywlekli cholerę i polio. Ale nasze media o tym nic nie mówią, bo to takie niepoprawne politycznie. wystarczy poczytać zagraniczne (ale nie niemieckie) media.

  • AAMat(2015-10-19 13:49) Odpowiedz 10

    rt co ty bredzisz? "Zaszczepienie nie oznacza uodpornienia" a potem "teoria" oparta na założeniu, że zaszczepieni są odporni i nie zarażają. Czyli co - zachorujesz ale nie zarażasz? Skąd taka wiedza? Jakieś źródła naukowe? Każdy specjalista potwierdzi raczej, że można nie chorować a przenieść wirusa (co często ma miejsce właśnie u zaszczepionych), ale chorować i nie zarażać? Słabiutkie, tak samo jak NIGDZIE nie potwierdzona naukowo wizja odporności stada dzieci- hipotetyczny model, podlegający tak wielu zmiennym niemierzalnym, że wstyd powoływać się na coś takiego, podawać jako dowód czegokolwiek (dlatego pewnie piszesz: "np.10%" "szansa, że ok.1 na 9", "prawdopodobieństwo", "wyobraźmy sobie", "może zakazić" itp. - rzeczywiście mocne dane).

  • mama ewa(2015-10-19 12:59) Odpowiedz 10

    Tyle mówi się, że rodzice nie chcą szczepić, wzrasta liczba nieszczepionych dzieci a tutaj okazuje się, że brakuje szczepionek. A z tymi pneumokokami to uważam, że szczepienia powinny być finansowane przez NFZ, to skandal że rodzice z własnej kieszeni muszą opłacać szczepienie, które jest standardem w całej Europie.

  • toja(2015-10-19 15:45) Odpowiedz 10

    szczotapodaje jakies dane, tyle ze bez zródła, ja znalazłam inne dane,
    W 2013 i 2014 roku odnotowano odpowiednio 2183 i 2102 zachorowania.

    W okresie 01.01-31.08.2015 roku zarejestrowano 3041 przypadków zachorowań na krztusiec. Liczba zarejestrowanych przypadków w ww. okresie była ponad dwukrotnie wyższa w porównaniu do liczby przypadków zarejestrowanych w odpowiadającym okresie czasu w 2014 roku (1188 przypadków).
    szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=80&sz=229&to=

  • mm(2015-10-19 11:55) Odpowiedz 11

    ruch antyszczepionkowców powinien być zadowolony z takiego obrotu sprawy...

  • swiatowy lekarz(2015-10-19 10:04) Odpowiedz 00

    Wystarczy sprowadzić ziołowe tanie zamienniki z Azji , są również bardzo skuteczne ale przepisy unijne wprowadzone pod dyktando firm farmaceutycznych na to nie pozwalają, firmy chcą zarobić miliardy zdrowiem ludzi.

  • rt(2015-10-19 12:03) Odpowiedz 00

    Zaszczepienie nie oznacza uodpornienia. Dlatego tak ważne jest, żeby jak największa część populacji była zaszczepiona. W przeciwnym razie wzrasta prawdopodobieństwo transmisji wirusa.
    Dla przykładu jeżeli mamy zaszczepialnośc 98%, z tego np. 10 % nie wytworzy przeciwciał, będzie to oznaczać, że ok. 1 na 9 osób będzie wrażliwa na daną chorobę. Zatem szanse na zakażenie wynoszą mniej niż 10%. Jest duże prawdopodobieństwo, że najbliższe otoczenie chorego będzie uodpornione i choroba nie będzie transmitowana dalej.
    Teraz wyobraźcie sobie że 50 % jest nieodpornych. Wtedy 1 osoba na 2 będzie nieodporna. Zarazi się i przeniesie na kolejne osoby. Z każdych dwóch napotkanych osób (w bliższym kontakcie) może zakazić jedną z nich. Zatrzymanie takiej epidemii wymaga wówczas drastycznych środków.
    Dlatego nie szczepiąc dziecka zagrażasz nie tylko jemu, ale też otoczeniu.
    Jeszcze 40 lat temu w europie (w dobrych warunkach socjalnych) występowały epidemie chorób zakaźnych. Teraz prawie ich nie ma. Nie z powodu wyżywienia (bo wtedy nie było gorsze), nie z powodu antybiotyków (bo na wirusy nie działają) - tylko z powodu doskonale przeprowadzonej akcji szczepień. Nie zaprzepaszczajmy tego.

  • toja(2015-10-19 15:37) Odpowiedz 00

    ruch antyszczepionkowy jest wniebowzięty. Przecież skuteczność szczepionek to mit, siła woli wystarczy by pozbyć się zakaźnych chorób albo medycyna ludowa ;)

  • toja(2015-10-19 15:40) Odpowiedz 00

    szczota74 możesz podlinkować żródło

  • AAMat(2015-10-19 17:39) Odpowiedz 00

    toja GIS to przecież sam Główny Inspektorat Sanitarny, www.gis.gov.pl, czyli samo źródło :))

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama