statystyki

Czy w szpitalach za granicą rzeczywiście pracuje się lepiej? Oto historie polskich lekarzy

autor: Klara Klinger11.07.2015, 08:45
Od wejścia Polski do UE za granicę wyjechało już 11, 4 tys. lekarzy, czyli prawie co dziesiąty.

Od wejścia Polski do UE za granicę wyjechało już 11, 4 tys. lekarzy, czyli prawie co dziesiąty.źródło: ShutterStock

W naszych szpitalach brakuje medyków. Coraz częściej wybierają pracę za granicą. Czy chodzi tylko o lepsze zarobki?

Od wejścia Polski do UE za granicę wyjechało już 11, 4 tys. lekarzy, czyli prawie co dziesiąty – podaje Naczelna Izba Lekarska. I nic nie zapowiada, by ten trend miał się skończyć. Z badań Gdańskiej Izby Lekarskiej na grupie lekarzy do 35. roku życia wynika, że 43 proc. z nich myśli o wyjeździe. Powody? Deklarują, że nie chodzi im jedynie o lepsze zarobki – choć lepsze pensje mają oczywiście dla nich znaczenie. Chodzi im przede wszystkim o lepsze warunki pracy, a także możliwości rozwoju i dokształcania oraz robienia specjalizacji, na którą w Polsce trudno się dostać.

Czy w innych krajach jest rzeczywiście lepiej? Oto historie polskich lekarzy.

Alicja, 40 lat,

lekarz rodzinny z 13-letnim doświadczeniem. Wyjechała ponad dwa lata temu do Szwecji. Zarabia miesięcznie 67 tys. koron brutto (ok. 30 tys. zł). Powód wyjazdu? Przede wszystkim rutyna. Przychodnia rodzinna, w której pracowała w Polsce, stała się dla niej miejscem niekończącego się wypisywania zwolnień, wystawiania recept na katar i rad, jak zbić gorączkę.

Wybrała Szwecję. Dlaczego? Bo Szwedzi zaoferowali 3,5-miesięczny bezpłatny kurs nauki języka, do tego kieszonkowe w wysokości 4 tys. zł, by nie trzeba było pracować i móc się w pełni poświęcić nauce. Jeszcze w Polsce zorganizowali obóz treningowy, na który przyjechali też lekarze z Rumunii, Hiszpanii i Litwy.

Po przyjeździe do Szwecji – szok. Pierwsza rzecz, którą zaobserwowała w przychodni, to brak chorych. Nie ma nikogo z katarem, gorączką czy bólem głowy. Bo o tym, kto przyjdzie do lekarza rodzinnego, decyduje personel. U niej w przychodni wygląda to tak: chory dzwoni i nagrywa się na automatyczną sekretarkę. Mówi, co mu dolega i czeka na telefon z placówki. Oddzwaniają pielęgniarki, które po krótkiej rozmowie orzekają, kto potrzebuje wizyty u lekarza. – Mają nawet 200–300 telefonów dziennie, za zasadne uznają ok. 60. Części chorych udzielają rad telefonicznie – opowiada Alicja. Jest jeszcze drugi powód „pustki”: systemowy. Szwedzi mogą sobie sami wystawić zwolnienie chorobowe na pierwsze osiem dni. Nie biegną więc do lekarza jak Polacy, gdy tylko źle się poczują. Istotna jest też mentalność – dla Szwedów nawet wysoka gorączka u dziecka nie oznacza powodu do paniki. Dopiero gdy taki stan utrzymuje się przez kilka dni, idą po poradę do specjalisty.

Kolejną różnicą jest to, że ma więcej czasu na zbadanie chorego. Pracuje od 9 do 17 i w tym czasie przyjmuje 10–12 chorych. W Polsce musiała przyjmować nawet trzy razy więcej. – Także i tu mam mnóstwo administracyjnej pracy. Ale ułatwieniem jest to, że nagrywam na nagrywarkę historię choroby pacjenta, a sekretarki ją spisują – opowiada. Musi także reagować na spływające drogą elektroniczną wyniki badań i wyniki konsultacji od specjalistów. Jak są w porządku, to dzwoni i informuje o tym pacjenta. Jak jest coś niepokojącego, umawia wizytę. W sumie zmaganie z biurokracją zajmuje jej dwie godziny dziennie. I jest męczące. Różnica jest taka, że ma na nią czas. Ulżyło jej jeszcze w jednej kwestii: relacje lekarz–pacjent są mniej napięte. Są po jednej stronie barykady, w Polsce miewała wrażenie, że była wrogiem. – Tutaj chory, jak mu się coś nie podoba, może to powiedzieć, kulturalnie dać do zrozumienia. Nie ma takiej agresji jak w Polsce – mówi.

I jeszcze jedna sprawa: nie ma poczucia zagrożenia. Bo zasady są jasne. – W Polsce byłam sfrustrowana, podobnie jak koledzy, niestabilnością zaleceń NFZ – tłumaczy. I podaje przykład: gdy zaczynała pracę, dopuszczono poradę recepturową (np. pacjent przekazywał przez pielęgniarkę, że potrzebuje przedłużenia recepty, lekarz prowadzący ją wypisywał i zostawiał na recepcji), potem kazano ograniczyć liczbę tych porad, by mniej pieniędzy przeznaczać na refundację leków. Wówczas okazało się, że przed gabinetami ustawiają się dłuższe kolejki, więc ponownie zmieniono przepisy. Poza tym panuje atmosfera lęku, że coś się źle wypisze, że dostanie się karę, że NFZ się do czegoś przyczepi. – Dokumentację w Polsce wypełniałam nie w celach medycznych, ale na wypadek kontroli czy sądu. To ciągle miałam z tyłu głowy. To było strasznie męczące – mówi Alicja.

Wady szwedzkiego systemu? Choćby taka: nie robi się tańszego (w nakładach na samo badanie) i zdrowszego dla pacjentów USG, bo nie ma specjalistów. Powód? Zatrudnienie ich to ogromny koszt dla przychodni. Efekt jest taki, że nawet w drobnych sprawach zleca się tomografię, bo wyniki można wysłać w świat i czekać na odesłanie opisu. – Aby zdiagnozować kamyki w pęcherzu, robię tomografię brzucha. To nie jest najlepsze rozwiązanie – tłumaczy lekarka.

Wiele pieniędzy jest marnotrawionych. – Mam wrażenie, że przy mniejszych nakładach i tak dostęp chorych do leczenia jest w Polsce całkiem niezły – mówi. Szwedzi, podobnie jak z dostępem do lekarza rodzinnego, nie mają aż tak łatwo z dostaniem się do specjalisty. Z jednej strony kolejki, z drugiej – to specjalista decyduje, czy przyjmie chorego. Robi to tylko, kiedy uzna skierowanie za zasadne. Zaś prywatna służba zdrowia jest tak droga, że niewiele osób stać na to, by nawet jednorazowo zrobić sobie USG czy zbadać serce.

Jest jeszcze jedna rzecz, która ją szokuje, choć pracuje tu od kilku lat. Brak lekarzy. W przychodni na 12 tys. mieszkańców, do której ją przyjęto, pracował tylko jeden. Hiszpanka. Teraz przybyła kolejna trójka cudzoziemców. W przychodni braki kadrowe uzupełniają lekarze „sztafetowi”. Większość to Szwedzi, zarabiają o wiele więcej niż ci stali. Krążą po kraju: dwa tygodnie tu, dwa tygodnie tam. Zazwyczaj pracują po cztery dni w tygodniu, by nie wpaść w zbyt wysoki próg podatkowy. Rotacja jest ogromna. – Kiedy przychodzi pacjent, to zazwyczaj pierwsze pytanie, które mi zadaje, brzmi: jak długo pani tu będzie? – uśmiecha się lekarka.


Pozostało jeszcze 69% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (10)

  • obserwator(2015-07-11 09:54) Zgłoś naruszenie 21

    skoro tak dobrze jest za granicą, to niech tam studiują i tam pracuja, dlaczego my Polacy mamy kształcić kadrę lekarzy np, dla bogatej Szwecji

    Pokaż odpowiedzi (2)Odpowiedz
  • pomocna dłoń(2015-07-11 10:16) Zgłoś naruszenie 11

    czytając wynurzenia tej p. doktor , to ręce opadają . szkoda tego komentowac , ale np. duza rotacja wędrujacych lekarzy , to SZOK , jak taki lekarz , niby rodzinny ma leczyc pacjenta z długotrwała choroba , kiedy po paru tygodniach bedzie nowy ???

    Odpowiedz
  • Podatki sie placi(2015-07-11 21:56) Zgłoś naruszenie 11

    W polnocnej Europie czy zachodnio-polnocnej PODATKI SIE PLACI. W Polsce niekoniecznie... i mam na uwadze dobrze zarabijacych, bo mniej zamozni sa za bardzo obciazeni podatkami.

    Wynagrodzenie w Polsce w wysokosci 20 czy 25 pensji srednich krajowych przy relatywnie niskim podatku dochodowym i roznych ulgach stwarza dla znacznej grupy medykow ekstremalnie b. dobre warunki finansowe, chyba najlepsze na swiecie.

    Odpowiedz
  • Dostepnosc do leczenia...(2015-07-11 13:11) Zgłoś naruszenie 00

    Dostepnosc do leczenia w Szwecji jest fatalna. Jest jeszcze gorsza niz w Polsce. Mowi o tym wskaznik dostepnosci przedstawiony w raporcie ' Euro Health Consumer Index 2014', ktory dla Szwecji wynosi 88 p. , dla Polski 100 p., a najlepszy w UE w Belgii 225 p.

    Odpowiedz
  • bozenaro(2015-07-12 12:05) Zgłoś naruszenie 00

    Przy podaniu przychodów należałoby podać koszty utrzymania i wysokość podatków ! Nie wprowadzać czytelników w błąd !!!

    Odpowiedz
  • insidetrader(2015-07-11 13:40) Zgłoś naruszenie 00

    @Obserwator- te teksty nie robią ŻADNEGO wrażenia na studentach medycyny i lekarzach. Wolny kraj , otwarte granice. Ty też możewsz wyjechać
    @pomocna dłoń - locum doctors zarabiają dużą kasę nie tylko w Szwecji ale i w UK czy w Niemczech. W Polsce lekarz rodzinny na prowincji jak chce wyjechać na urlop to musi poszukać zastępcy. I to kosztuje 80-120 zł za godzinę

    Odpowiedz
  • StefanMakowski(2015-07-11 21:00) Zgłoś naruszenie 00

    Tylko 10% lekarzy wyjechalo??? Dlaczego tak malo skoro warunki o wiele lepsze???

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane