statystyki

"Produkty lecznicze", dostępne w internecie, nadal trują. Skali zjawiska nikt nie zna

25.01.2015, 12:30
Coraz częściej jednak dochodzi także do fałszerstw produktów leczniczych o działaniu przeciwbólowym, antykoncepcyjnym i psychotropowym

Coraz częściej jednak dochodzi także do fałszerstw produktów leczniczych o działaniu przeciwbólowym, antykoncepcyjnym i psychotropowymźródło: ShutterStock

Do Polski trafia coraz więcej nielegalnych medykamentów, które następnie rozprowadzane są za pośrednictwem internetu. Główny Inspektorat Farmaceutyczny alarmuje, że wzrasta liczba zatruć takimi specyfikami. Jaka jest skala zjawiska nie wiadomo, bo placówki ochrony zdrowia nie mają obowiązku raportowania o zatruciach substancjami obcymi.

reklama


reklama


- To bardzo źle, że w Polsce nie funkcjonuje prawnie usankcjonowany system toksykowigilancji, czyli system kontroli i monitorowania zatruć ksenobiotykami (substancjami obcymi, w tym lekami i truciznami - przyp. red.). Jest to o tyle niezrozumiałe, że praktycznie we wszystkich krajach Unii Europejskiej takie systemy istnieją. Nie ma też u nas obowiązku zgłaszania tego rodzaju zdarzeń. Informacje dotyczące zatruć są przekazywane do Ośrodka Kontroli Zatruć-Warszawa tylko przez nieliczne placówki ochrony zdrowia w kraju na zasadzie całkowitej dobrowolności - przyznaje Konsultant Krajowy w dziedzinie Toksykologii Klinicznej dr n. med. Piotr Burda z warszawskiego Ośrodka Kontroli Zatruć.

Tymczasem problem narasta. - Od dwóch lat zauważamy rekordowy wzrost przemytu nielegalnych leków. Przesyłki trafiają do Polski najczęściej z Indii i Chin - tłumaczy Michał Szadokierski rzecznik prasowy Izby Celnej w Szczecinie. Zachodniopomorscy celnicy przechwycili w ubiegłym roku prawie 11 tys. tabletek, blisko 11 kg farmaceutyków i sterydów anabolicznych. Wśród nich znalazło się aż 5 kg proszku, z którego można było wyprodukować 250 tys. kapsułek popularnego leku przeciwdepresyjnego. Dla porównania w 2013 roku skonfiskowali ponad 20 tys. pigułek. Widać znaczny wzrost zjawiska, przed rokiem 2012 przejmowali ich bowiem jedynie po 2 tys. pigułek rocznie.

Paweł Trzciński, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego przyznaje, że Główny Inspektorat Farmaceutyczny oraz światowe agencje zajmujące się zdrowiem zauważają, że problem fałszerstw lekarstw i nielegalny handel nimi w Internecie rośnie z roku na rok. - Proceder jest prowadzony na szeroką skalę i policja, ani współpracujący z nią GIF, nie jest w stanie do końca go kontrolować. 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że leki sfałszowane dostępne w Internecie stanowią około 50 proc. oferowanych produktów. 

Kiedy mamy do czynienia ze sfałszowanym lekiem?

Sfałszowanym produktem leczniczym jest lek nieodpowiedniej jakości, który został nielegalnie wyprodukowany, bez wiedzy podmiotu odpowiedzialnego oraz bez zgody Państwowej Inspekcji Farmaceutycznej. Ma zbyt małą lub za dużą ilość substancji czynnej, nie zawiera jej wcale albo zawiera zupełnie inną. Z tego powodu jest on niebezpieczny dla zdrowia, może spowodować nawet śmierć.

- Bardzo stanowczo odradzamy kupowania leków przez Internet. Jest wysoce prawdopodobne, że natkniemy się na produkt sfałszowany, który w najlepszym wypadku nie będzie działał. W najgorszym - będzie powodował u nas działania niepożądane. Możemy trafić na kredę, ale także na inną substancję, groźną dla zdrowia. Powiedzenie lekarzowi, że przyjęliśmy dany lek, który nie powoduje u nas żadnych skutków, sprawi, że będzie on szukał innego rozwiązania, prawdziwe źródło choroby zostanie ominięte, a dalsza diagnoza będzie trudna do postawienia – tłumaczy rzecznik prasowy GIF. Nawet jeśli handlarz sprzeda oryginalny lek, to i tak jest on niebezpieczny ze względu na to, że nie wiadomo, jak był przechowywany i transportowany.

Wtóruje mu dr n. med. Piotr Burda. - Produkty tzw. naturalne często zawierają substancje czynne syntetyczne (przykładem są "ziółka na męską siłę", zawierające leki z grupy "wiagry"). Mogą zawierać różne zanieczyszczenia, które stają się przyczyną poważnych następstw zdrowotnych, np. ołów, rtęć, nawet zanieczyszczenia w postaci środków ochrony roślin.

Nielegalne leki mogą spowodować nawet śmierć

Konsultant Krajowy w dziedzinie Toksykologii Klinicznej przypomina głośny przypadek zatrucia nielegalnym preparatem na odchudzanie sprzed półtora roku. Młoda warszawianka zażyła dinitrofenol, który nie znajduje się na liście dopuszczonych do sprzedaży środków farmaceutycznych, a stosuje się go do produkcji m.in. środków służących do zwalczania chwastów.

Najczęściej fałszowane są produkty wspomagające odchudzanie, na problemy z erekcją i hormony sterydowe. Coraz częściej jednak dochodzi także do fałszerstw produktów leczniczych o działaniu przeciwbólowym, antykoncepcyjnym i psychotropowym. W Internecie sprzedaż leków mogą prowadzić tylko apteki ogólnodostępne oraz punkty apteczne działające na podstawie zezwolenia wydanego przez wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego. W Internecie dozwolona jest sprzedaż jedynie leków dostępnych bez recepty. Sprzedaż leków na forach ogłoszeniowych, serwisach aukcyjnych, bazarach, w siłowniach i sex-shopach jest całkowicie zabroniona.

Dzięki paru kliknięciom można kupić niebezpieczny preparat

Jednak w praktyce nabycie konkretnego preparatu, bez udania się do lekarza, jest bardzo proste. Nie trzeba się nawet ruszać sprzed komputera. Na popularnych serwisach ogłoszeniowych można znaleźć setki reklam nielegalnych preparatów. W ciągu 2 dni kurier dostarczy do domu zamówioną przesyłkę (sprzedawcy unikają zazwyczaj kontaktu bezpośredniego). A jest z czego wybierać - handlujący nielegalnymi lekami prześcigają się między sobą, oferując wysokie rabaty i liczne zamienniki. Na internetowych forach nie brakuje także opinii o konkretnych specyfikach czy praktycznych informacji, skąd brać nielegalne leki oraz jak je dawkować.

Oprócz monitorowania sieci, światowe organy ścigania w ramach współpracy międzynarodowej przeprowadzają akcje, dzięki którym udaje się zamknąć wiele serwisów sprzedających nielegalne leki. Rzecznik Głównego Inspektoratu Farmaceutycznego przyznaje, że chociaż mają one miejsce jedynie od czasu do czasu, to skuteczność takich akcji jest większa, bo często wiele portali ma swoje serwery za granicą. A to sprawia, że handlarze są trudni do namierzenia albo znajdują się poza zasięgiem polskiego prawa. 

Opinia Łukasza Sławatyńca, adwokata kierującego praktyką farmaceutyczną w kancelarii Deloitte Legal:

W nowelizacji Prawa farmaceutycznego ustawodawca przewidział odpowiedzialność karną za wytwarzanie, dostarczanie lub nieodpłatne udostępnianie sfałszowanych produktów leczniczych. 

Osobie, która dopuści się takich działań grozi grzywna w stawkach dziennych (łącznie do 1,080,000 złotych), ograniczenie wolności lub kara pozbawienia wolności do lat 2. Co istotne, odpowiedzialność karną mogą ponosić wyłącznie osoby fizyczne. W praktyce można więc zakładać, że organy ścigania postępowanie prowadziłyby przeciwko członkom zarządu, osobom zwalniającym serie, ale być może nawet również innym pracownikom wytwórni czy osobom odpowiedzialnym za sprzedaż produktów. 

W przypadku skazania za takie przestępstwo osoby działającej w imieniu lub na rzecz firmy oraz przy spełnieniu przesłanki winy w jej wyborze, nadzorze czy organizacji, ustawa o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych przewiduje także następcze nałożenie sankcji finansowej nawet do 3% rocznego obrotu na spółkę będącą beneficjentem zabronionych działań.

Katarzyna Bańbor

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

reklama


Źródło:gazetaprawna.pl

Polecane

reklama

Komentarze FB:

  • alina,(2015-01-25 16:23) Odpowiedz 00

    Prawie prawda. Nie poruszają, że przez internet udało mi się kupi, w aptece warszawskiej, lek prawie dwa razy taniej niż w aptekach w Koszalinie. Koszalin ma niezłą zmowę cenową między aptekarzami. Potrafią się nawet dogadać w cenach dyskonta. Koszalin to drogie miasto. Pracy mało i byle jakiej i nisko płatnej. Zasiedziałe rodziny w tej dziurze, dyktują innym, warunki życia. A teraz mało ze złości się nie sfajtają. Ich dzieci nie mają pracy. A więc obsiedli stanowiska w sklepach - są kasjerkami, kasjerami i nie wiedzą już jak pomiatać klientami. Mają wyższe wykształcenie i oczekują, że klienci, będą sprzątać nie tylko po sobie ale i po nich. No i będą ich bawić rozmową. Ciekawe na ile okradają swego pracodawcę. Takie bogate lumpy niezdolne są do uczciwej pracy. Tak teraz żyje się w mieście umierającym czyli w Koszalinie. Ludności tu ubywa.

  • pogromca_bałwanów(2015-01-25 16:49) Odpowiedz 00

    A dlaczego oni kupują te leki w internecie, dlatego że w aptece na byle preparat żądają recepty, tak padło na mózgi naszym ministrom, posłom i wszystkim innym bałwanom od farmacji, dyktat kasy z firm farmaceutycznych upośledził ich sposób myślenia. Obecnie jest procentowo trzy razy więcej leków na receptę niż za komuny. Należy doprowadzić do wolnej sprzedaży leków także antybiotyków bez recepty. Z przepisu lekarza to mogą wydawać w aptekach tylko leki do stosowania ambulatoryjnego.

  • assaasasas(2015-01-26 15:49) Odpowiedz 00

    NIC WAM DO TEGO BO CO BO NIE OPODATKOWANE?!
    Rosyjskie leki są 20 razy lepsze i nowocześniejsze w dodatku tańsze i skuteczniejsze! BĘDĘ SPROWADZAŁ CO BĘDĘ CHCIAŁ I CO MI BĘDZIE POTRZEBNE!

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Prawo na co dzień

Galerie

Polecane

reklama