Ta nierównowaga jest najważniejszą przyczyną zaniżania kosztów świadczeń zdrowotnych przez NFZ oraz ich limitowania, co wpływa z kolei na kolejki do leczenia, selekcję chorych (unikanie leczenia chorych kosztownych), nadmierną redukcję personelu medycznego, obniżanie jakości leczenia i zadłużanie się szpitali. Rozwiązanie tego problemu leży w uwłaszczeniu pacjenta. To nie NFZ za pacjenta, lecz sam pacjent powinien decydować, gdzie się chce leczyć, i powinien posiadać dla tego celu odpowiednie środki.

Obecnie pacjent nie dysponuje nawet częścią środków, które odkłada w ramach płaconych przez siebie składek. Obywatelom i innym osobom uprawnionym do korzystania z systemu ochrony zdrowia należy przekazać 40 proc. kwot przeznaczanych co roku przez państwo na jego utrzymanie. Pacjent zgłaszałby się do placówki z chipową kartą zdrowia potwierdzającą jego uprawnienie. Kara ta byłaby jednocześnie kartą płatniczą. Płacąc za usługę, pacjent decydowałby, w których szpitalach i przychodniach i u których lekarzy chciałby się leczyć. W przypadku usługi specjalistycznej, z którą wiązałyby się duże koszty, wymagałaby ona jedynie wcześniejszej autoryzacji, podobnej, jakiej dokonują prywatne towarzystwa ubezpieczeniowe. Wcześniejsza autoryzacja nie byłaby wymagana jedynie w sytuacjach zagrożenia życia.

Między szpitalami, przychodniami i lekarzami zaczęłaby się konkurencja. Dochody placówek medycznych oraz wynagrodzenia lekarzy zależne by były od ich wyboru przez pacjenta. Szpitale musiałyby zacząć myśleć o optymalizacji usług i kosztów. Ogólnopolski cennik usług medycznych, zatwierdzany przez Ministerstwo Zdrowia, byłby ogłaszany w internecie i aktualizowany co miesiąc. Przed wizytą lekarską oraz leczeniem w szpitalu lub innej placówce zdrowia pacjenci powinni się zgodzić na wykonanie usługi i zatwierdzić rachunek. Dokumentacja medyczna byłaby własnością pacjenta i udostępniana mu na czytnikach cyfrowych. Doprowadziłoby to w konsekwencji do pełnego profesjonalizmu i transparentności usług medycznych.

Obecnie limity pieniędzy na zabiegi nałożone na szpitale i inne placówki zdrowia przez NFZ doprowadzają do zjawisk patologicznych, takich jak odsyłanie pacjentów do innych placówek, niewykorzystanie posiadanych mocy przez placówki oraz długie kolejki. W przypadku uwłaszczenia pacjenta ten problem zostanie rozwiązany. Nie będzie już żadnych z góry ustalonych limitów, a za usługi medyczne będzie płacił pacjent z przeznaczonej dla niego 40-proc. puli pieniędzy. Z tych środków, zgodnie z cennikiem usług medycznych, pokrywane będą wszystkie koszty związane z konkretnymi zabiegami, łącznie z premiami dla lekarzy i innego personelu medycznego.

Taki system pobudzał będzie personel do aktywności. Obsługa pacjenta będzie miała bezpośredni wpływ na wysokość zarobków lekarzy i pielęgniarek oraz innego personelu uczestniczącego w zabiegach, operacjach, prześwietleniach i innych usługach. Ich premie, czyli dodatki do pensji podstawowych, zależne będą od liczby i charakteru wykonanych usług. Personelowi zależeć będzie na pozyskaniu pacjenta. Podniesie się poziom jakości i profesjonalizm wykonywanych usług medycznych. Należy się więc zatem spodziewać, że nikt nie będzie już łatwo odstawiany z kwitkiem.

Oprócz placówek zdrowia państwowych i samorządowych są też prywatne

Pozostałe 60 proc. kwoty z budżetu państwa na utrzymanie systemu służby zdrowia będzie z kolei przeznaczone na dofinansowanie leków refundowanych oraz na wynagrodzenia podstawowe pracowników służby zdrowia i na inne względnie stałe koszty placówek medycznych (m.in. wyposażenie, energia, utrzymanie budynków). Te nakłady, łącznie z kontrolą kosztów leków refundowanych, powinny być wcześniej planowane przez odpowiedni organ państwowy, skrupulatnie nadzorowane i co roku korygowane, aby zapobiec zawyżaniu cen. Bo jeśli się okaże, że określone lekarstwo jest zbyt drogie w stosunku do kosztów produkcji, a dana placówka państwowa lub samorządowa zatrudnia niewspółmiernie wielką liczbę personelu w stosunku do liczby zabiegów, wówczas konieczną jest korekta wielkości dotacji i jej obniżenie. Może być też odwrotnie. Popularność placówki u pacjentów może spowodować, że będzie zasadne przyznać jej większą dotację w kolejnym roku.

W ten sposób, pomimo że finansowane z budżetu placówki zdrowia będą nadal własnością państwową czy samorządową, o ich finansowaniu decydować będzie rynek. Z jednej strony zwiększy się ich efektywność, a z drugiej – ich społeczny charakter uchroni ich przed nadmierną komercjalizacją, co jest realną groźbą w przypadku pełnej prywatyzacji służby zdrowia.

Oprócz placówek zdrowia państwowych i samorządowych są też prywatne. Prowadzić one będą własny rozrachunek ekonomiczny i będą musiały pokryć swoje koszty stałe. Te mogą być dotowane z budżetu jedynie w części, na podobnych zasadach jak dofinansowuje się szkoły niepubliczne. W pełni dotowane byłyby zaś jedynie ich opłaty za usługi.

Podobnie jak w państwowej lub samorządowej placówce służby zdrowia pacjent płaciłby za usługę medyczną w placówce prywatnej chipową kartą zdrowia i za wykonanie tej usługi placówka otrzymywałaby po odpowiedniej autoryzacji pieniądze z budżetu państwa zgodnie z obowiązującym cennikiem usług medycznych. Także i w tym wypadku przed dokonaniem usługi pacjenci powinni się na nią zgodzić i zatwierdzić rachunek. Kwota na rachunku w placówce prywatnej będzie mogła być jednak wyższa. W zamian za zapewnienie pacjentom wyższego komfortu usług, szpitale i przychodnie prywatne będą mogły bowiem mieć ustalone wyższe ceny usług medycznych. Każdy z lekarzy prowadzący praktykę prywatną byłby wyposażony w kasę fiskalną. Różnica między ustaloną ceną państwową a ceną placówki prywatnej byłaby wówczas opłacana dodatkowo z kieszeni pacjenta.

Celem służby zdrowia jest zapewnienie pacjentom wysokiej jakości usług medycznych, a kiedy trzeba, udzielenie szybkiej i profesjonalnej pomocy ratującej życie bez kolejek i innych zbędnych przeszkód. Drogą do tego celu jest uwłaszczenie pacjenta. Zdrowie i dobrobyt społeczeństwa to rzecz najważniejsza.