Rząd zapowiada, że już we wrześniu skończą się problemy świadczeniodawców i pacjentów z potwierdzaniem prawa do świadczeń zdrowotnych w NFZ. Wtedy wszystkim lekarzom ma być udostępniony system pozwalający sprawdzić online, czy pacjent posiada ubezpieczenie. Warunkiem, który musi być spełniony, aby pomysł rządu zadziałał, jest posiadanie przez NFZ wiarygodnej bazy danych o ubezpieczonych. Centralny Wykaz Ubezpieczonych (CWU) nie spełnia tego wymogu.
Publikacja: 7 lutego 2012, 07:33 Aktualizacja: 7 lutego 2012, 09:10
Ubezpieczonych w NFZ jest 37,2 mln osób, ale w bazie funduszu – ponad 42 mln, czyli więcej niż obywateli kraju. Przykładem dużej niewiarygodności danych NFZ jest to, że w CWU widnienie 850 posłów.
– Jest to możliwe, ponieważ nikt nie wyrejestrował z ubezpieczenia zdrowotnego posłów poprzedniej kadencji – mówi Andrzej Strug, dyrektor Departamentu Informatyki w NFZ.
Przyznaje, że status ponad 3 mln osób uznanych za ubezpieczonych może budzić wątpliwości. W bazie są bowiem osoby, o których od 1999 roku nie ma żadnej dodatkowej informacji, o zapłaconej czy choćby tylko zadeklarowanej składce. Co więcej, ze sprawozdania z działalności funduszu za 2010 r. wynika, że na koniec tego roku w wykazie było ponad 4 mln osób nieżyjących.
Dane CWU są niewiarygodne z kilku powodów. NFZ tłumaczy, że problemem jest głównie to, że pracodawcy nie zgłaszają pracowników do ubezpieczenia zdrowotnego, a jeszcze częściej ich nie wyrejestrowują, gdy ci przestają pracować. Mają temu zapobiec kary finansowe dla firm, które przewiduje projekt ustawy przygotowywany przez resort zdrowia, Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji, ZUS i NFZ. Sankcje mają grozić za niewyrejestrowanie z ubezpieczenia byłego pracownika oraz niezarejestrowanie go na czas (w ciągu 7 dni). Pracodawcy nie będą już mogli uiszczać składki wstecz.
Zdaniem ekspertów, to rozwiąże problem tylko częściowo, ponieważ ubezpieczeni w NFZ nie mają indywidualnych kont, a fundusz nie ma wglądu do informacji o płatnikach składek. Jacek Paszkiewicz, prezes NFZ, przyznał, że obecny sposób odprowadzania składki, czyli pobieranie jej przez ZUS i KRUS i przekazywanie do funduszu, sprawia, że w danym momencie fundusz nie jest w stanie powiedzieć, kto jest ubezpieczony oraz ile pieniędzy za niego zostało odprowadzone. Składka nie jest bowiem w 100 proc. przypisana do konkretnych osób i to nie zmieni się po udostępnieniu CWU świadczeniodawcom. Portal, z którego będą korzystać lekarze, z założenia będzie identyfikował tytuły ubezpieczenia, a nie opłacaną składkę.
Eksperci podkreślają, że zbudowanie systemu opartego na identyfikacji ubezpieczonych nie będzie możliwe z jeszcze jednego powodu. Składka za pewne grupy ubezpieczonych (np. bezrobotnych) jest płacona zbiorczo. Nie można więc wykluczyć, że w niektórych przypadkach jest nawet dublowana (następuje np. zbieg dwóch tytułów ubezpieczeniowych). Za część ubezpieczonych płaci budżet państwa i to niemało. W ustawie budżetowej na ten cel jest przewidziane ponad 3,3 mld zł. Jednak w przeciwieństwie do składki emerytalno-rentowej, która jest odkładana na indywidulanych kontach, zdrowotna nie jest spersonalizowana.
Krzysztof Bukiel, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, obawia się, że poprawiany obecnie system NFZ za osiem miesięcy może być tak samo niedoskonały, jak obecnie. Podkreśla, że już teraz świadczeniodawcy posiadający kontrakt z NFZ mają dostęp do tzw. SZOI czyli systemu zarządzania obiegiem informacji. Za pośrednictwem tego programu i strony internetowej NFZ mogą weryfikować swoich pacjentów, ale na końcu i tak zawsze pojawia się informacja, że występowanie sprawdzanego nazwiska w wykazie nie stanowi potwierdzenia, że dana osoba jest rzeczywiście ubezpieczona.
– Jeśli tak ma być nadal za kilka miesięcy, to pieniądze wydane na CWU zostaną zmarnowane – uważa Krzysztof Bukiel.
Jego zdaniem lepiej byłoby uznać, że wszyscy są ubezpieczeni, a prawo dostępu do świadczeń ma każdy obywatel. Na to rozwiązanie nie zgadza się NFZ. Byłaby to zachętą do nadużyć. Jak podkreśla Andrzej Strug, Polacy wyjeżdżający do pracy za granicą, unikaliby tam legalnego zatrudnienia, licząc na to, że i tak będą mogli być leczeni bezpłatnie w kraju, skoro ubezpieczenie zdrowotne należy się wszystkim.
Tworzony obecnie system identyfikacji pacjentów będzie więc tylko protezą. Rząd nawet nie zaprzecza.
– To nie jest rozwiązanie docelowe, ale zmniejszy uciążliwości dla placówek służby zdrowia – podkreśla Jakub Szulc, wiceminister zdrowia.
Tyle że zdaniem ekspertów nie ma sensu w pośpiechu budować rozwiązania tymczasowego, jeśli można stworzyć docelowe. Zdaniem Andrzeja Sośnierza, byłego prezesa NFZ i posła, mogłaby nim być karta ubezpieczenia zdrowotnego wzorowana na tej chipowej, którą 10 lat temu udało się wdrożyć na Śląsku. Jej zaletą jest to, że jest nie tylko dowodem ubezpieczenia, ale pełni jednocześnie funkcję karty rejestru usług medycznych. Gdyby przenieść ją na grunt całej Polski i unowocześnić, mogłaby stać się e-receptą, na której lekarz przepisywałby choremu leki, a aptekarz wydawał je po jej odczytaniu. Mogłaby być też nośnikiem nieograniczonej liczby danych o świadczeniach zrealizowanych dla pacjenta, wykonanych badaniach, odbytej hospitalizacji itd. Co istotne, można ją zdalnie udoskonalać i modyfikować już po przekazaniu ubezpieczonym. Ministerstwo Zdrowia już pracuje nad systemem informacji medycznej, który za dwa lata umożliwi zbieranie tych danych, ale nie zamierza integrować go z CWU. Zdaniem Andrzeja Sośnierza to błąd.
– Taka zintegrowana karta to nie rozwiązanie trudne technologicznie, tylko logistycznie. Problemem jest rozprowadzenie jej wśród 38 mln Polaków – podkreśla.
Jego zdaniem warto taki wysiłek ponieść, bo przy okazji można np. sprawdzić pisownię nazwisk z polskimi znakami, które obecnie system komputerowy może identyfikować jako dwie różne osoby. Andrzej Sośnierz jest przekonany, że karty można byłoby wytworzyć i rozdać Polakom w ciągu 1,5 – 2 lat, jeśli ich dystrybucją zajęliby się np. lekarze rodzinni.
System byłby jednak droższy, bo kosztowałby co najmniej 500 mln zł (czyli około 15 zł w przeliczeniu na jedną osobę), a na udoskonalenie CWU fundusz wyda 10 mln zł.
1: alaska z IP: 77.253.119.* (2012-02-07 09:09)
Uznanie wszystkich za ubezpieczonych to najlepsze rozwiązanie; duża liczba osób i tak jest ubezpieczona przez członków rodziny (np. niepracujący współmałżonkowie i dzieci). Absurdem jest tworzenie tej bazy.
Poza tym bezpłatne leczenie zapewnia konstytucja; czy w takim razie zamysłem tworzenia CWU jest odmowa udzielenia pomocy choremu, który nie posiada ubezpieczenia?
A co z tymi którzy płaca podwójnie za leczenie - te państwowe, z którego nie korzystają i dodatkowe prywatne? Ja nie mam nic przeciwko, żeby z opłacanych przez mnie tych dwóch składek - państwowej i prywatnej z tej pierwszej korzystali "nieubezpieczeni".
Żyjmy długo i zdrowo!
2: zbulwersowana z IP: 213.77.44.* (2012-02-07 10:51)
...nikt nie wyrejestrował posłów poprzedniej kadencji z ubezpieczenia zdrowotnego- taką mamy w Polsce jakość pracy urzędników utrzymywanych za pieniądze podatników.W zwykłej firmie taki pracownik już by zasilał szeregi bezrobotnych. System istnieje od 13 lat i teraz ktoś zauważył, że trzeba kogoś ukarać. Gratulacje. Za każdego pacjenta lekarz prowadzący otrzymuje każdego roku pieniądze.Czyli wszystko w normie -"dziurawe" prawo to w końcu polska specjalność.
3: eee z IP: 77.252.72.* (2012-02-07 16:05)
Oczywiście, w/g ZUS-u , jak zwykle winę zrzucić na pracodawców.
Pracowników zgłasza sie i wyrejestrowuje - w ZUSie a ten ma obowiązek dokonać zmian w NFZ. Największy bałagan jest w ZUS-ie!!!
4: Skladka zdrowotna do NFZ a nie do ZUS z IP: 87.64.76.* (2012-02-07 19:25)
Skladka zdrowotna powinna wplywac do NFZ, a nie do ZUS.
NFZ powinien na biezaco uzupelniac Wykaz Osob Ubezpieczonych.
Ale w naszym kraju jest wszystko pokrecone.
5: Wojtek.staskiewicz@gmail.com z IP: 195.206.127.* (2012-02-08 08:38)
Pani Beato.
Po to są w bazie CWU "martwe dusze", żeby można było sprawdzić czy osoba żyje czy nie żyje. Na przykład listy POZ. Czy z rejestru PESEL też by Pani wyrzuciła "martwe" dusze" ?
6: elpe z IP: 178.37.144.* (2012-02-09 12:29)
Pan Drzewiecki ma rację. Żyjemy w "dzikim" kraju. Ci, którzy odpowiadają za taki stan bardzo się za to stwierdzenie obrażali i dalej nic nie robią żeby Polska stała się krajem cywilizowanym. "Święte krowy" na wysokich stanowiskach za nic nie odpowiadają, za to biorą wielki pieniądze i dostają nagrody za "wybite osiągnięcia" w utrzymywaniu bałaganu. Ryba zwykle psuje się od głowy.