Nowelizację ustawy z 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne, zatrudnionych w podmiotach leczniczych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1473) zapowiedziano jeszcze w zeszłym roku. Na początku tego rząd przedstawił Radzie Dialogu Społecznego projekt, który m.in. miał rozszerzyć jej zakres podmiotowy o pracowników działalności podstawowej – innych niż wykonujący zawód medyczny, ale mających bezpośredni związek z udzielaniem świadczeń. Chodzi np. o statystyków, sekretarki medyczne, salowe.

Związkowcy nie byli jednak zadowoleni z tej propozycji. Po pierwsze dlatego, że domagali się, by ustawa objęła wszystkich pracowników placówek medycznych, również administracyjnych i technicznych. Po drugie dlatego, że wynagrodzenia dla nowej grupy mają być wyliczane w oparciu o bardzo niski wskaźnik – 0,53. A do końca przyszłego roku wynagrodzenia oblicza się na podstawie bazy określonej na poziomie 3900 zł. Pomnożona przez 0,53 daje kwotę mniejszą niż płaca minimalna – 2067 zł.

Negocjacje na forum RDS toczyły się od lutego, ale resort zdrowia pozostał nieugięty. Argumentował, że na takie zapisy zgodzili się ministrowie pracy i finansów, w związku z czym na razie nie jest w stanie zaoferować nic więcej. Jednak może się okazać się, że nawet te nie do końca zadowalające stronę społeczną zapisy mogą nie zostać wdrożone.

Wyścig z czasem

Największym problemem jest teraz bowiem czas. W myśl ustawy wynagrodzenia podwyższa się co roku 1 lipca, a porozumienia w tej sprawie zawiera się do końca maja. To oznacza, że właśnie powinny się toczyć negocjacje w tej sprawie pomiędzy związkami a szefami placówek medycznych. Mogą być one jednak oparte na ustawie obowiązującej, bo nowela wciąż nie trafiła nawet do konsultacji. A to może oznaczać, że nowa grupa w tym roku podwyżek nie dostanie.

– Przepisy powinny już wejść w życie, a my wciąż nie wiemy, co z tym projektem zrobi rząd i w jakim kształcie trafi na ścieżkę legislacyjną – mówi Urszula Michalska z OPZZ.

Przyznaje, że zaczyna wątpić, czy rząd zamierza w tym roku uchwalić tę nowelę. – Jeśli pracodawcy usiądą do rozmów, nie będą czekać i oprą się na obowiązujących przepisach. Nie sądzę, żeby były kolejne negocjacje, gdy nowela zostanie uchwalona – przewiduje.

Nieco bardziej optymistyczna jest Maria Ochman, szefowa sekcji zdrowotnej w NSZZ „Solidarność”. – Z tego, co wiem, w wielu szpitalach dyrektorzy, którzy mają wiedzę o nowelizacji, zaczynają uwzględniać pracowników, którzy mają być nią objęci. Zwłaszcza że zgodnie z informacjami, jakie płyną z resortu zdrowia, ustawa, jeśli zostanie uchwalona, ma obowiązywać od 1 lipca, nawet gdyby nie udało się tego zrobić przed wakacjami. Chodzi o to, by ta grupa nie była skrzywdzona. Taki jest nasz postulat i z tego na pewno się nie wycofamy – podkreśla.

Przyznaje jednak, że przedłużające się prace nad nowelą to wystawianie na próbę cierpliwości pracowników, a jej brak w momencie, kiedy toczą się negocjacje, stawia nową grupę w gorszej sytuacji.

– Będziemy podejmowali działania, wszystkie, jakie zgodnie z prawem związki zawodowe mogą podjąć, by przyspieszyć prace. Resort doskonale wie, że w tej sprawie odwlekanie w czasie rządowi się nie opłaca – mówi Maria Ochman.

Jeszcze w zeszłym tygodniu resort zdrowia pytany o nowelizację, odpowiadał, że toczą się prace nad jej projektem.

Kolejny problem to niski wskaźnik dla nowej grupy, który zdaniem związkowców powoduje, że minimalne wynagrodzenie w gospodarce, które w przyszłym roku może być podwyższone co najmniej o 117 zł, coraz bardziej oddala się od tego dla pracowników medycznych.

– Ważne jest, żeby ta ustawa nie była przepisem martwym. A tak się stanie, jeśli będzie przewidywała kwoty niższe niż płaca minimalna – przewiduje Maria Ochman.

Spóźniona i dziurawa

Pojawiają się głosy, że nawet jeśli nowela wejdzie w końcu w życie, to i tak nie obejmie swoimi zapisami wszystkich pracowników działalności podstawowej. Wyłączona może być część statystyków i rejestratorek. Niektórzy z zarządzających szpitalami zwracają bowiem uwagę, że w części placówek pracownicy ci zatrudnieni są w odrębnych komórkach. Oddział czy poradnia zarejestrowane są u wojewody jako komórki medyczne. Natomiast dział statystyki medycznej, tak jak działy kadr czy prawny, nie są, choć wchodzą w strukturę całego podmiotu.

Resort zdrowia podkreśla, że ideą noweli jest objęcie jej zapisami osób wykonujących pracę bezpośrednio związaną z udzielaniem świadczeń zdrowotnych w komórkach działalności medycznej zakładu leczniczego. Zatem osoby pracujące w innych jednostkach nie będą mogły być zaliczone do tej kategorii. Może się więc zdarzyć, że jedna rejestratorka, zatrudniona np. w oddziale chirurgii, dostanie podwyżkę, ale ta, która jest w dziale statystyki – już nie. A wykonują de facto taką samą pracę.

Związkowcy nie mają jednak wątpliwości, że niezależnie od tego, gdzie są zatrudnieni statystycy i rejestratorki, ich praca jest związana z udzielaniem świadczeń.

– Statystycy generalnie są w działach organizacji i nadzoru, a więc poza oddziałami szpitalnymi. Ale zajmują się zgłaszaniem świadczeń do NFZ, więc dla nas jest to rzecz ewidentna, że powinni być objęci zapisami noweli – mówi Urszula Michalska.

Zdaniem Marii Ochman nie byłoby takich problemów, gdyby obejmowała ona cały zespół.

– Dzielenie pracowników, kiedy wiadomo, że świadczenie medyczne jest rezultatem pracy ich wszystkich, od początku było przez nas krytykowane – dodaje.

Ministerstwo podkreśla, że projekt zostanie poddany konsultacjom, więc zmiany w nim nie są wykluczone. Pytanie tylko – kiedy.