statystyki

Lekarze bez motywacji, by leczyć skuteczniej. Ratunkowy system leczenia w Polsce jest fikcją

autor: Klara Klinger, Agata Szczepańska21.03.2018, 07:15; Aktualizacja: 21.03.2018, 08:29
Już na etapie prac nad RDTL wprowadzono rozwiązania, które faktycznie uniemożliwiają pacjentom skorzystanie z tej ratunkowej ścieżki.

Już na etapie prac nad RDTL wprowadzono rozwiązania, które faktycznie uniemożliwiają pacjentom skorzystanie z tej ratunkowej ścieżki.źródło: ShutterStock

Miało być 10 mln zł na terapie dla osób zmagających się z chorobami opornymi na tradycyjne leczenie. W praktyce Ministerstwo Zdrowia większość wniosków pacjentów w takich sprawach odrzuca. A te, które uznaje, mają problem z... finansowaniem z NFZ.

Pół roku temu resort zdrowia uruchomił specjalną ścieżkę dla najciężej chorych, którzy nie mają dostępu do leczenia w Polsce. Od sierpnia do resortu trafiło 326 wniosków z prośbą o leczenie w tym trybie. Ministerstwo na razie zaakceptowało tylko jedną czwartą z nich – dając 83 zgody. W ponad setce przypadków już odmówiło.

Ale nawet osoby, które zgodę otrzymały, nie zawsze otrzymują dofinansowanie z Narodowego Funduszu Zdrowia. Tak oto okazuje się, że leczenie ciężko chorych pozastandardowymi metodami to w Polsce najczęściej fikcja.

Zgodnie z przepisami wprowadzającymi ratunkowy dostęp do technologii lekowych (jak się oficjalnie nazywa przyjęta w zeszłym roku ścieżka pomocy) w przypadkach szczególnych objętych specjalnym pozwoleniem ministra zdrowia to NFZ powinien zapłacić za leczenie takich pacjentów. Jednak przerzuca on ciężar finansowania specjalnych terapii na szpitale.

Powód? Jak przekonuje fundusz... przepisy. Regulacje o sieci szpitali (wprowadzające finansowanie ryczałtowe dla placówek) dopuszczają dodatkowe płatności ze strony NFZ jedynie w ściśle określonych przypadkach. Ratunkowy dostęp na wspomnianej liście nie figuruje. Szpitale zatem, lecząc w ten sposób pacjentów, muszą to robić za własne pieniądze.

Ministerstwo Zdrowia wylicza, że koszty leków, na które wydało zgody, wynoszą – jak podaje precyzyjnie – 4 527 807,06 zł. O tym, kto za nie zapłacił, już nie wspomina. Zapewne w większości były to szpitale.

– To kuriozalna sytuacja: zgodę na terapię ratunkową wydaje minister zdrowia w drodze decyzji administracyjnej, a NFZ w praktyce ją kwestionuje, odmawiając finansowania – mówi nam jeden z dyrektorów.

Najwięcej zgód wydano dla leków stosowanych w leczeniu nowotworów piersi oraz chorób krwi. Powodem odmów, jak przekonuje MZ, były negatywne rekomendacje Agencji Oceny Technologii Medycznych. Drugim – zbyt wysokie koszty.

Zdaniem ekspertów system, który miał być szybką ścieżką dla najciężej chorych, okazał się wydmuszką. Powinien być jak najszybciej zmieniony, aby stał się prawdziwym ratunkiem – zgodnie ze swoją nazwą.


Pozostało jeszcze 73% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (4)

  • Obserwator(2018-03-21 08:35) Zgłoś naruszenie 20

    Już sama zasada by minister decydował o sposobie leczenia poszczególnego pacjenta jest dziwaczna. Obecny system uniemożliwia także stosowanie tanich terapii sprawdzonych i opisanych w literaturze medycznej tylko dlatego, że nie ma jej w obowiązującej procedurze. Nawet w przypadku gdy pacjent chce sam sfinansować stosowany środek, bo w takim przypadku musiałby sfinansować wszystkie koszty badań i pobyt w szpitalu. Np. W przypadku sepsy bardzo skuteczną metodą jest dożylne podanie ascorbinianu sodu lecz tej metody nie ma w procedurze. Co ciekawsze możliwe jest podanie ascorbinianu sodu profilaktycznie w trakcie przygotowania do operacji jako działanie przygotowawcze. Co daje 100% zabezpieczenie przed sepsą i jest lokalnie praktykowane w Polsce. Zmiana w prawie powinna dopuszczać stosowanie znanych metod nie objętych procedurą medyczną z finansowaniem zewnętrznym (pacjenta lub innej instytucji) preparatu i finansowaniem przez NFZ standardowych kosztów badań i pobytu w szpitalu. Takie rozwiązanie przyspieszyłoby także wprowadzanie nowych procedur, szczególnie tych tanich.

    Pokaż odpowiedzi (1)Odpowiedz
  • alek(2018-03-21 07:36) Zgłoś naruszenie 00

    Odpowiada za to minister Czech, a teraz Szumowski który go zostawił, nieudolny jest i interesuje go tylko własny interes

    Odpowiedz
  • Obserwator(2018-03-22 08:31) Zgłoś naruszenie 00

    Odpowiedź do Medyka. Po pierwsze to, że niektóre procedury nie zostały wpisane na polską listę refundacyjną nie oznacza że nie przeszły na świecie pełnego cyklu badań i nie są szeroko stosowane. Gdyby było inaczej to niepotrzebna byłaby specjalna ratunkowa procedura. Po drugie udawanie, że pewnych obiecujących badań nie ma nie przystoi medykowi. Po trzecie, odsyłanie pacjentów do hospicjum, bez sprawdzenia obiecujących terapii jest niemoralne. Po czwarte, są dopuszczone w Polsce preparaty które są stosowane rzadko ze względu na cenę. Np. trisenox który ma znacznie lepsze rezultaty i mniejsze efekty uboczne w leczeniu białaczki jest stosowany dopiero po nieskutecznej chemioterapii innymi preparatami. Oddzielnym problemem jest cena trisenoxu, Koszt podstawowego składnika ma się nijak do ceny preparatu.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane