Ochrona zdrowia w Polsce to od lat poligon doświadczalny. I to się nie zmienia

autor: Paulina Nowosielska01.07.2017, 19:30
Nic nie zastąpi mechanizmów opartych na naturalnych działaniach, choćby na konkurencji. Dziś regulujemy rynek usług medycznych na skróty, cementując kapitalizm państwowy

Nic nie zastąpi mechanizmów opartych na naturalnych działaniach, choćby na konkurencji. Dziś regulujemy rynek usług medycznych na skróty, cementując kapitalizm państwowyźródło: ShutterStock

Nic nie zastąpi mechanizmów opartych na naturalnych działaniach, choćby na konkurencji. Dziś regulujemy rynek usług medycznych na skróty, cementując kapitalizm państwowy

Reklama


Książka Joshuy Kurlantzicka „State Capitalism” („Kapitalizm państwowy”) dla każdego polityka powinna być lekturą obowiązkową. Obrazuje nurt ekonomiczny, który w gospodarce odgrywa dziś ważną rolę na Dalekim Wschodzie, choćby w Chinach, Singapurze, lecz także we Francji, Norwegii, nie wspominając o Rosji. Państwo zachowuje tu kontrolę nad podmiotami w kluczowych sektorach gospodarki. – Czy zdrowie jest takim sektorem? Jak obronność, energetyka? – zastanawia się Robert Mołdach, współtwórca Instytutu Zdrowia i Demokracji. I zaraz sam sobie odpowiada: – Tak. Problem polega na tym, jak państwo tę kontrolę będzie realizować.

Na pewnym etapie w polskim systemie ochrony zdrowia pojawili się prywatni inwestorzy. Wypełnili lukę, na której uzupełnienie w innym przypadku musiałby znaleźć środki sektor publiczny. – Rolą regulatora w takich warunkach jest stworzyć i egzekwować reguły, a jeśli chodzi o prywatnych inwestorów – możliwie najlepiej wykorzystać ich obecność. Tu nie ma miejsca na wolnoamerykankę. Zresztą odpowiedzialni inwestorzy nie oczekują, że będą działać bez zasad. Przeciwnie: chcą jasnych reguł i przewidywalności. Dyskusja nie powinna więc toczyć się wokół tego, czy lepszy jest rynek publiczny, czy prywatny, tylko – jak jest on regulowany. Sytuacja, z jaką mamy dziś do czynienia, nie jest winą sektora prywatnego czy publicznego. Rola państwa jest kluczowa: powinno być świadomym i pragmatycznym regulatorem. Zawodzi, jeśli tego nie robi – mówi Anna Andrzejczak z Fundacji Onkologia 2025.

Wtóruje jej Lubomir Jurczak, prezes tej fundacji oraz ekspert ds. systemu opieki zdrowotnej BCC: – O dzisiejszych reformach mówi się, że są wprowadzane przeciwko prywatnym inwestorom. Padają wzajemne oskarżenia. Pytanie brzmi, dlaczego nie jesteśmy w stanie wprowadzić zmian, które wyeliminują zjawiska niepożądane bez wywracania systemu. Motywacje stojące za reformami w zdrowiu – lub ich zaniechaniem – zawsze były mgliste. Które z opinii na temat prywatnych i publicznych świadczeniodawców są prawdziwe, a które to mity? Bez danych jesteśmy skazani na opinie. Gdyby państwo działało prawidłowo, mielibyśmy bazę do dyskusji. To podstawowy efekt zaniedbań z wielu lat, który generuje nieprzejrzystość systemu. A ta sprzyja patologiom – przekonuje. – Ich ignorowanie to oczywisty błąd, ale jest nim również robienie reform na podstawie niepewnych założeń. Reform, których efektów też nie mierzymy. Nie doceniamy danych, za bardzo ufamy opiniom, za rzadko używamy takich rozwiązań jak pilotaż.

Kontrola finansów publicznych, walka z czarnym rynkiem, ograniczanie szarej strefy. To pokazuje, że nasze państwo potrafi odnaleźć się w swojej roli regulatora. Dlaczego więc radzi sobie w jednej kwestii, a w drugiej albo nie robi nic, albo wykonuje radykalne ruchy.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • radosny(2017-07-14 11:58) Zgłoś naruszenie 00

    Ochrona zdrowia w Polsce to od lat poligon doświadczalny. I to się nie zmienia -CO TO JEST ,,OCHRONA ZDROWIA W POLSCE"?

    Odpowiedz
  • z(2017-07-02 16:20) Zgłoś naruszenie 61

    Wprowadzić system z PRL: lekarz zatrudniony na etacie przyjmuje tylu pacjentów, ile da radę w wyznaczonym czasie. Żadnych głupich kontraktów, które sprawiają, że ciężko chora osoba ma wyznaczona wizytę u specjalisty za rok. Kto ma pieniądze płaci za leczenie prywatne, kto nie ma- liche rokowania na przyszłość. Lekarz prowadzący prywatny gabinet nie może być zatrudniony w szpitalu. Tyle na początek wystarczy.

    Odpowiedz
  • ter(2017-07-01 23:08) Zgłoś naruszenie 10

    Lody, lody, komu lodów ukręcić...

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane

Reklama