Do protestu pielęgniarek ze szpitala w Staszowie, które chcą, by podwyżki były częścią ich zasadniczej płacy, są gotowe dołączyć kolejne placówki. Szefowie szpitali i samorządowcy zwierają szyki przeciw takim działaniom.

Chodzi o podwyżkę przyznaną przez poprzedni rząd, na którą placówki dostają z NFZ „znaczone pieniądze” (mogą być wydane tylko na ten cel), by podnosić pensje przez cztery lata z rzędu po 400 zł. W zeszłym tygodniu specjalnie zwołany konwent starostów województwa świętokrzyskiego wraz z szefami szpitali przyjął stanowisko krytykujące żądania pielęgniarek, by podwyżka była częścią ich zasadniczego wynagrodzenia. Stwierdził, że postulaty te nie mają uzasadnienia merytorycznego i prawnego.

Dlaczego samorządowcy walczą z tym rozwiązaniem? – Obawiają się, że jeśli ktoś wyszarpie taką zmianę, to w następnych szpitalach padnie pytanie: czemu nie my, też spróbujmy – wyjaśnia DGP Mariusz Mielcarek, pielęgniarz w Wielospecjalistycznym Szpitalu Miejskim w Poznaniu i redaktor naczelny branżowego portalu Pielęgniarki.info.pl.

Niektórym się udało

Podczas gdy jedni wyczekują na finał sporu w Staszowie, inni zmiany już wprowadzili. – Z informacji, jakie mam, wynika, że kilkanaście szpitali włączyło dodatki do podstawy – informuje Mariusz Mielcarek. Jednak na różnych zasadach, np. z zastrzeżeniem renegocjacji warunków, jeśli rząd wstrzyma finansowanie.

– Nie chcieliśmy się na to zgodzić, ale w końcu podjęliśmy ryzyko i podnieśliśmy płace zasadnicze. Zależało nam na tym, by uniknąć protestów – mówi nam wiceszef jednej z placówek. Warszawski Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka też to zrobił, ale wyliczając zwiększoną podstawę wynagrodzenia, wziął pod uwagę zróżnicowanie pracy np. w poradniach, na zmianach w szpitalu czy pełnione funkcje. Z kolei Spółka Powiatowe Centrum Zdrowia Szpital w Malborku poinformowała nas, że do podstawy włączyła pierwszą turę podwyżki (średnio 400 zł z września 2015 r.), a kolejną wypłaca jednak jako dodatek.

Formy mogą być różne, bo jak podkreśla resort zdrowia, przepisy w sprawie podwyżek nie przesądzą, jak mają być one wypłacane. – Decyzje w tym zakresie podejmuje kierownik placówki w drodze porozumienia z przedstawicielami związków zawodowych pielęgniarek i położnych – mówi Milena Kruszewska, rzeczniczka resortu zdrowia.

Czemu pielęgniarkom, pielęgniarzom i położnym tak bardzo na tych zapisach zależy? Boją się, że dodatki znikną. – Resort zdrowia nie uspokaja sytuacji, minister Konstanty Radziwiłł mimo pytań ani razu nie zadeklarował, że dodatki po wszystkich planowanych zmianach będą wypłacane na dotychczasowych zasadach – podkreśla Mielcarek.

Resort i NFZ zapowiadały przy okazji prac nad siecią szpitali, że pieniądze będą nadal płynąć. – Ale obawiamy się, że poluźnią zasady. Gdy teraz szpital dostaje na te dodatki np. 1 mln zł, to trafiają tylko do pielęgniarek i położnych. Ale planowana jest m.in. ustawa o minimalnych wynagrodzeniach dla wszystkich pracowników medycznych i pieniądze te mogą się rozmyć na więcej grup zawodowych i trafić tylko do najsłabiej zarabiających, a nie wszystkich pielęgniarek i położnych – obawia się Mielcarek.

W sprawę nie angażuje się jednak ani Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, ani Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych. To pokłosie ustaleń w sprawie podwyżek z ministrem Zembalą.

– Zawarte z rządem porozumienie dało dowolność, w jakiej formie szpital będzie wypłacał podwyżkę, więc nie bierzemy udziału w działaniach podważających te ustalenia. Zwłaszcza że rząd zapisy porozumienia realizuje – mówi DGP Lucyna Dargiewicz, przewodnicząca OZZPiP.

Pamiątka po 203

Szefowie szpitali są z kolei ostrożni nie bez powodu. W przeszłości, pod wpływem protestów, zdarzały się podarunki od władzy bez pokrycia. Najsławniejsze to tzw. ustawa 203 (nowelizacja z 22 grudnia 2000 r. ustawy o negocjacyjnym systemie kształtowania przyrostu przeciętnych wynagrodzeń u przedsiębiorców oraz ustawy o zakładach opieki zdrowotnej). Na jej podstawie wszystkim pracownikom publicznych zakładów zatrudniających powyżej 50 osób zostały przyznane podwyżki w wysokości 203 zł w 2001 r. i 171 zł w roku następnym. Nie wskazano jednak ich źródła finansowania. Spowodowało to masowe zadłużanie się placówek, na co wskazywały m.in. raporty NIK.

Kolejna próba narzucenia podwyżek miała miejsce w 2006 r. Po fali protestów przygotowano tzw. ustawę wedlowską (z 22 lipca 2006 r. o przekazaniu środków finansowych świadczeniodawcom na wzrost wynagrodzeń, Dz.U. nr 149, poz. 1076). Zgodnie z nią 75 proc. z 40 proc. dodatkowych pieniędzy, jakie placówka dostawała z NFZ, trafiało na podwyżki dla pracowników.

Według obecnych planów rządu od 1 lipca tego roku miałaby wejść w życie ustawa o minimalnych płacach w ochronie zdrowia, ale nieoficjalnie mówi się o późniejszych terminach. W kolejnych latach najniższe uposażenia byłyby podnoszone dla wszystkich etatowych pracowników. Problem w tym, że w projekcie ani w ocenie skutków regulacji nie uwzględniono dodatkowych środków na ten cel – podwyżkę mają sfinansować podmioty lecznicze.