statystyki

Bąk: Przepraszam cię, Hans. Pierre to jednak idiota

autor: Łukasz Bąk15.01.2016, 09:20; Aktualizacja: 15.01.2016, 09:20
Łukasz Bąk

Łukasz Bąkźródło: DGP

Tydzień temu napisałem, że Citroën C4 Picasso jest znacznie lepszy od Volkswagena Tourana i Forda C-maxa, po czym, gdy materiał został już opublikowany, zdałem sobie sprawę, że zabrzmiało to równie niedorzecznie jak „rak trzustki jest lepszy niż rak jądra i rak wątroby”. Bo przecież wszystkie te auta należą do segmentu minivanów.

Reklama


Reklama


 A każdy minivan to nic innego, jak bardzo drogi sposób na oświadczenie wszystkim wkoło, bez konieczności otwierania ust: „Spójrzcie, moje życie jest nic niewarte”. Owszem, są to często samochody bardzo dobrze wykonane, przyzwoicie jeżdżące, rozpieszczające komfortem, potrafiące oczarować praktycznością i przestronnością, a nawet – jak Picasso – całkiem radosne, przyjazne i przyjemne dla oka. Ale problem polega na tym, że nie zbudowano ich z myślą o was, lecz o waszych dzieciach. Są więc jak basenowy brodzik ze zjeżdżalnią w kształcie słonika – podczas gdy wasze pociechy świetnie się w nim bawią, wy ziewacie i tylko czekacie na moment, kiedy któreś się poślizgnie, przewróci i rozbije sobie łokieć albo kolano. Bo to będzie oznaczało, że wreszcie możecie wracać do domu.

W tym miejscu chciałbym udzielić wam cennej rady – jeżeli zamierzacie kupić minivana, zróbcie to dopiero wtedy, gdy już będziecie dysponowali taką liczbą dzieci, jaką zaplanowaliście. Mój znajomy postąpił odwrotnie – chciał mieć trójkę potomstwa, ale już przy pierwszym kupił opla zafirę. Tego samego dnia, w którym to zrobił, jego życie seksualne całkowicie zamarło. Van to najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny. Kiedy prowadzicie coś czerwonego, niewielkiego i stosunkowo szybkiego, wszyscy sądzą, że to, co macie w spodniach, musi być słusznych rozmiarów. Ale gdy tylko przesiądziecie się do vana, natychmiast uznają, że zawartość waszego rozporka jest już całkowicie zużyta. Dlatego doskonale rozumiem jednego z kierowników w naszej gazecie, który dysponując całkiem fajnym i komfortowym citroënem grand picasso oraz dość wyświechtanym już nissanem micrą, przypominającym estetyką psią budę, woli na co dzień jeździć tym drugim. Zrobiłbym tak samo. Oczywiście poza tymi dniami w roku, kiedy akurat musiałbym udać się z rodziną na wakacje.

Rzecz jasna, producenci zdają sobie z tego wszystkiego sprawę i za pomocą różnych zabiegów starają się zetrzeć z vanów piętno nudnych wozideł dla podstarzałych tatuśków z piwnymi brzuchami. Zrozumiecie, o czym mówię, gdy bliżej przyjrzycie się renault espace. Jeszcze nie tak dawno temu był to po prostu van, który wyglądał jak skrzyżowanie cygańskiego wozu z Gerardem Depardieu, niemniej ceniono go za przestronność kontenerowca i komfort latającego dywanu. Tymczasem nowe espace to... Jeśli mam być szczery, to nie mam bladego pojęcia, do którego segmentu należy je zakwalifikować. Francuzi twierdzą, że to crossover, czyli coś między kombi, SUV-em a vanem. Ale to tak, jakby powiedzieć, że wiewiórka to coś pomiędzy aligatorem, łosiem a Susan Sarandon.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 89,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

p »

Prawo na co dzień

p »

Galerie

p »

Reklama