statystyki

Rostowski i Nowak się przeliczyli. Co trzecie zdjęcie z fotoradaru ląduje w koszu

autor: Tomasz Żółciak07.05.2013, 07:14; Aktualizacja: 07.05.2013, 12:44
  • Wyślij
  • Drukuj
Wpływy z fotoradarów mogłyby być dużo wyższe, gdyby nie to, że co trzecie wykonane przez nie zdjęcie ląduje w koszu.

Wpływy z fotoradarów mogłyby być dużo wyższe, gdyby nie to, że co trzecie wykonane przez nie zdjęcie ląduje w koszu.źródło: ShutterStock

W tym roku sieć fotoradarów ma przynieść państwu 1,5 mld zł wpływów z mandatów. Ale po I kw. 2013 r. Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD) wystawił mandaty niewiele ponad 22 mln zł. Drugi rok z rzędu władza przestrzeliła szacunki.



Uciekaj za granicę

Wpływy z fotoradarów mogłyby być dużo wyższe, gdyby nie to, że co trzecie wykonane przez nie zdjęcie ląduje w koszu. – Przy weryfikacji materiału zdjęciowego pochodzącego z urządzeń rejestrujących odrzucana jest ok. jedna trzecia zdjęć – mówi DGP rzecznik inspekcji Alvin Gajadhur.

Wskazuje, że najczęstszą przyczyną odrzuceń są zagraniczne tablice rejestracyjne. Mówiąc inaczej – zagraniczni kierowcy są u nas bezkarni. Chyba że na gorącym uczynku złapie ich patrol drogówki.

Mniejsze wpływy z fotoradarów to również efekt rosnącej inwencji kierowców. Na forach internetowych publikowane są porady, jak podważać wiarygodność zdjęć. Jednym ze sposobów jest np. metoda „na zimę”.

Zasada działania jest prosta. Fotoradary działają tylko w określonym zakresie temperatur. Jak poinformowano nas w GITD, niemal wszystkie wytrzymują temperaturę sięgającą 50–60°C na plusie. Ale w zimie część urządzeń może działać już tylko w zakresie od -10°C w górę (większość fotoradarów jest wyposażonych w klimatyzację, więc wytrzymuje nawet -30°C).

Zdaniem Jarosława Teterycza, eksperta i biegłego sądowego w zakresie pomiaru prędkości, w pewnych sytuacjach może to być podstawa do podważenia wiarygodności zdjęcia. Problemem może jednak być udowodnienie, że warunki atmosferyczne w danym punkcie rzeczywiście odbiegały od tych, w których fotoradar działa poprawnie. Mimo to w nieformalnych rozmowach pracownicy GITD przyznają, że są kierowcy, którzy próbują w taki sposób podważyć mandat.

Kolejną metodą są inwestycje w gadżety zabezpieczające auto. Są nimi np. specjalne rolety na tablice rejestracyjne, które na wciśnięcie pilota zasłaniają numery auta. Wtedy jedyną możliwością namierzenia go jest naklejka na przedniej szybie. Ale w GITD przyznają, że nie zawsze ją widać na zdjęciu. I nie chodzi tylko o ustawienie fotoradaru względem drogi. Niektórzy kierowcy po prostu delikatnie naginają wycieraczki, by jedna z nich zakrywała naklejkę.

Legalnie nielegalne

Sprzedawcy gadżetów oszukujących fotoradary nie narzekają na brak klientów. I to mimo że sami przestrzegają, że ich użycie może być nielegalne. „Zasłanianie tablic przed fotoradarami jest niedozwolone i grozi za ten czyn mandat w wysokości 100 zł” – przestrzega na swojej stronie jedna z firm oferujących rolety. I dodaje, że produkt może być wykorzystany do ochrony prywatności – ukrycia tablic rejestracyjnych w trakcie postoju na parkingach, przy hotelach itp.

Z kolei w Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego nieoficjalnie usłyszeliśmy, że z Ukrainy przyszła do nas moda na nakładki polaryzacyjne, czyli półprzezroczyste folie, które uniemożliwiają odczytanie numeru rejestracyjnego pod pewnymi kątami.

Polaka złapią, przyjezdnego nie

Jak przyznaje GITD, nie jest w stanie karać kierowców poruszających się samochodami na zagranicznych numerach rejestracyjnych. Takiego problemu nie mają państwa zachodnie, które chcą ukarać polskiego kierowcę.

Powód: brak koordynacji pomiędzy państwami. Ale też kwestie systemowe. – Polski system prawny przewiduje w takich sprawach tryb wykroczeniowy. Wymaga on przesłuchiwania uczestników postępowania, jest długotrwały i kosztowny. Tymczasem większość państw zachodnich stosuje tryb administracyjny, znacznie szybszy i bardziej efektywny – mówi DGP osoba związana z GITD.

O mandatach nadesłanych z zagranicy informują nasi czytelnicy i na dowód przedstawiają ich kserokopie. Przyszły m.in. z Austrii i Włoch. Przykładowo Włosi zaoferowali czytelnikowi rabat w wysokości 80 euro, jeśli opłaci karę w ciągu 60 dni od otrzymania zawiadomienia.




  • Wyślij
  • Drukuj
Źródło:Dziennik Gazeta Prawna
czytaj więcej w e-DGPczytaj więcej w e-DGP

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Komentarze: 17

  • 1: t z IP: 91.150.197.* (2013-05-07 08:23)

    To co się dzieje z fotoradarami to naruszeni elementarnej praworządności. Obywatel dostaje wezwanie do zapłaty za czyn popełniony lub niepopełniony. ITD nie raczy wysłać zdjęcia będącego podstawowym dowodem w sprawie. Jednocześnie domniemany sprawca jeżeli przyzna się choć czynu nie popełnił, będzie odpowiadał karnie.
    Od kiedy to w praworządnym państwie, to obywatel musi udowadniać swoja niewinność?
    Jeżeli ITD zrobiło zdjęcie, to powinno udowodnić, że zrobiło zdjęcie właściwej osobie, przy pomocy urządzenia prawidłowo funkcjonującego i zainstalowanego na słupie, w warunkach umożliwiających wykonanie wiarygodnego pomiaru.

  • 2: Tablica z IP: 93.154.146.* (2013-05-07 09:16)

    Gdzie można kupić te półprzezroczysta folie?

  • 3: szkoda fotek z IP: 79.190.238.* (2013-05-07 11:38)

    ja się ciesze ze na maturze jaes matamatyka,
    może te dwa patafiany autostarowopodatkowe
    nauczą się tabliczki mnożenia,
    osobiscie sprawdzi test minister Szumilas i Łybacka
    a moze zocznie mecenas Giertych z tych Giertychów...

  • 4: jj z IP: 62.87.218.* (2013-05-07 11:40)

    Dostałem w z Niemiec foto i mandat.Na zdjęciu doskonale widoczna twarz,czytelne tablice.Nie ma żadnych wątpliwości kto i kiedy i czym jechał.Dlaczego takiej prostej rzeczy nie można u nas zrobic.a podejrzewam ,że polskie radary mogą być czsem droższe w zakupie jak niemieckie.

  • 5: emeryt orżniety z IP: 178.212.166.* (2013-05-07 11:40)

    Ludzie płaćcie mandaty bo jak nie to znowu bronko,donko i vincenty orżną nas emerytów waloryzacja kwotową !!Ludzie zlitujta sie !!Zlitujcie się !! emeryci to nie wataha jej już nie trzeba dożynać !! Litości !!

  • 6: jj z IP: 62.87.218.* (2013-05-07 11:44)

    oczywiście mandat w Niemczech zapłaciłem ponieważ przy kazdej kontroli policji to wyjdzie i zaczynają się kłopoty.Proste. Bez setek urzędników.

  • 7: Leo z IP: 89.79.50.* (2013-05-07 13:47)

    Wcale nie dlatego, że co trzecie zdjęcie ląduje w koszu. Gdyby nie lądowały w koszu dochód za I kwartał 2013 wyniósł by: 22mln X 3/2 = 33mln. Dlatego zakładało się chyba inną iloścć radarów:
    I kw. - zakładany dochód: 33mln
    II kw. - wzrost ilości radarów 300% - dochód: 99mln
    IIIkw. - wzrost ilości radarów 1000% - dochód:330mln.
    IV kw. - wzrost ilości radarów 3000% - dochód: 990mln.
    Razem: 1, 452 mld. Cholera, jeszcze trochę mało.
    To jak te lemingi ministerialne to liczyły?

  • 8: eSyY z IP: 213.17.163.* (2013-05-07 14:39)

    One same sobie zaprzeczyły. Licząc podobno uznali, że średnia ze statystycznego fotoradaru w chwili liczenia * liczba fotoradarów = wpływy z fotoradarów (uwzględniając pewnie jeszcze zmianę liczby urządzeń w czasie). Założyli tymsamym, że fotoradary nie sprawią, że ludzie zaczną jeżdzić wolniej w tych "szczególnie niebezpiecznych" miejscach, które zostały zaszczycone obecnością fotoradaru. Przyznali zatem, że celem istnienia sieci fotoradarów są pieniądze a nie wolniejsze poruszanie się samochodów. Tego ostatniego efektu w ogóle nie zakładali.

  • 9: BongoBongo z IP: 176.114.232.* (2013-05-07 15:02)

    Rostowski z Nowakiem się przeliczyli, bo nie zapięli wszystkiego na ostatni guzik...

  • 10: aa z IP: 83.30.66.* (2013-05-07 17:27)

    Problem – moim zdaniem - nie w samych fotoradarach, lecz w tym, że mamy mnóstwo absurdalnych niekiedy ograniczeń prędkości (np. "obszar zabudowany", na którym nie widać zabudowań, albo 40-tka 200 metrów przed jakimś zakrętem itp.) Wszystko to było ustawione "na wyrost", np. według zasady: "postawimy 40-tkę, chociaż tam z powodzeniem można jechać dużo szybciej, ale przecież i tak będą przekraczać"... Ostatnio jechałem np. z Kowar do Karpacza i tam na odcinku chyba większym, niż kilometr obowiązuje ograniczenie do... 30 km/h! Dobra droga, żadnych utrudnień, kompletnie nie wiadomo, o co chodzi! Oczywiście takich przykładów można podać dużo więcej. Teraz postanowiono z tego zrobić biznes i karać za przekraczanie tych np. 40-tek, 30-tek itp. (a takie ograniczenie jest zasadne, ale na tzw. "zakręcie śmierci" koło Szklarskiej Poręby). Oczywiście gdyby wszyscy stosowali się do tych ograniczeń, kraj by nam się zakorkował. Z pyszna by się też miały firmy transportowe, gdyby TIR-y jeździły 70-tką (a jeżdżą przecież regularnie 90-100 km/h), a tylko na drogach najwyższej kategorii 80-tką posłusznie zwalniając do 50-tki na "obszarach zabudowanych"... (Swoją drogą ciekawe, jak to robią: wszakże mają tachografy rejestrujące m. in. prędkość...) Ale oczywiście o to władzy nie chodzi, ani nie o nasze bezpieczeństwo, a tylko i wyłącznie o nasze pieniądze! Gdyby chodziło naprawdę o to, żebyśmy się stosowali do tych ograniczeń, to w powszechnym użyciu byłyby nie radary, tylko... progi zwalniające! Ale oczywiście takie progi nie przyniosłyby dochodów, za to skutecznie spowolniły ruch i na drogach byłyby wielkie korki. Chodzi więc o to, żebyśmy jeździli szybciej, niż na to pozwala oznakowanie i płacili, płacili, płacili, aż się uzbiera owo słynne, zaplanowane 1,5 mld! Należy też zauważyć, że prawdziwi piraci, którzy stwarzają zagrożenie na drogach mają antyradary, CB, inne sposoby żeby uniknąć odpowiedzialności za szaleńczą jazdę i śmieją się z radarów, z policji i... z nas wszystkich! (Żenująca jest np. bezradność policji wobec urządzających sobie popisowe wyścigi na ulicach Łodzi!) Na takich bata nie ma, tylko na zwykłego kierowcę, który nie rozumie, po jaką cholerę ma się wlec przez jakieś "Kozie Wólki" 50-tką i to nawet w niedzielę o 5.00 rano, zwłaszcza w sytuacji, gdy odwołanie “obszaru zbudowanego” jest np. kilkaset metrów za ostatnią chałupą – w szczerym polu! (Idealne miejsce na fotoradar!) Jest to zresztą pewien mit, że na drodze niebezpieczna jest przede wszystkim nadmierna prędkość, jest bowiem sporo czynników, które bardziej stwarzają niebezpieczeństwo na drogach, poza tym "prędkość nadmierna" i "prędkość niedozwolona" to nie to samo. Można wszakże wszędzie postawić ograniczenie do 30-tki uzasadniając to twierdzeniem, że przy tej prędkości nie ma wypadków śmiertelnych, a więc że jest to działanie "pro life"... Czy wtedy jadąc 40-tką jechalibyśmy z "prędkością nadmierną" i bylibyśmy "piratami", a mówiąc językiem Min. Nowaka "mordercami" drogowymi?... No, ale jak mówił pewien piłkarski “pokerzysta”: "Kasa Misiu, kasa!" i nasze państwo gra w te kapitalistyczne karty po mistrzowsku pod pretekstem walki z "piractwem" nakładając na kierowców po prostu dodatkowy podatek w postaci mandatów. A tych, którzy nami rządzą ochraniają immunitety i oni mogą bezczelnie i bezkarnie jeździć i tak, jak chcą! (Chciałbym zobaczyć np. wyżej wymienionego Pana Min. Nowaka, który swoją, zapewne niezłą, bryką wlecze się po drogach jak żółw przestrzegając rygorystycznie wszystkich ograniczeń...) Niejednokrotnie też widziałem radiowóz, który nie jadąc “na sygnale” powinien przestrzegać wszystkich przepisów, w tym ograniczeń prędkości, a który nawet “na oko” sporo przekraczał dozwoloną prędkość. Ale z drugiej strony nie rozumiem też tego, dlaczego fotoradar musi być wyraźnie oznakowany, żebyśmy wiedzieli, gdzie mamy zwolnić, a potem... gaz i można ustanawiać “rekordy prędkości”, których pełno można wyczytać w sieci (np.: ile jechaliście na “zakopiance”, bo ja to swoją audicą 180... itp.) Tak, jakby ograniczenia prędkości miały obowiązywać tylko tam, gdzie stoi to dziwne urządzenie. Wszystko to prowadzi do demoralizacji i deprecjacji prawa, bo utrwala przekonanie, że przepisy są po to, żeby je łamać. Z jednej strony bowiem ograniczenia prędkości powinny być rozsądne, a nie “na wyrost”, a z drugiej ja nie widzę powodu, dla którego kierowca ma wiedzieć, kiedy jest namierzany, bo ma obowiązek jechać zawsze zgodnie z przepisami! A więc np. w miejscu, gdzie dziś stoi 40-tka, być może wystarczyłoby postawić 60-tkę, ale za to fotoradar w dziupli i kierowca jadący np. 80 km/h powinien mieć świadomość, że prawdopodobnie zapłaci mandat, bo fotoradar może być w dziupli na drzewie i to codziennie w innej, tak, żeby żaden "Yanosik", ani inny zbój sie w tym nie połapał. Ale my lubimy się bawić w różne ciuciubabki i może nawet niektórzy nie mogliby z tym żyć, gdyby ograniczenia miały być rozsądne, ale za to powszechnie przestrzegane. A obecna akcja fotoradarowania kraju, przy istniejących obecnie ograniczeniach, to tylko przykład opresyjności systemu, w jakim żyjemy, która w niektórych obszarach jest może większa, niż w czasach (podobno słusznie) minionych. Za tzw. "komuny" kierowcy nie byli aż tak "z buta" traktowani przez ówczesne władze.

Dowiedz się więcej

Poradniki

Galerie