Zarządzający naszym państwem chcą wykorzystać boom w lotnictwie i wokół Polskich Linii Lotniczych LOT tworzą grupę kapitałową. W jej skład wejdą związane z branżą spółki Skarbu Państwa. Oprócz narodowego przewoźnika utworzą ją m.in. spółki Lot Aircraft Maintenance Services (naprawy samolotów) czy LS Airport Services (obsługa pasażerów, np. dostawa bagaży na Lotnisku Chopina i w kilku innych polskich portach). Te dwie firmy w przeszłości wydzieliły się z LOT-u.

– Wejście pod skrzydła Polskiej Grupy Lotniczej pozwoli współdziałać tym spółkom, zwiększyć efektywność biznesową i maksymalizować zyski dla właściciela, czyli dla Skarbu Państwa – mówi Rafał Milczarski, prezes LOT-u. Teraz będzie on także szefem PGL. Twierdzi, że z tego tytułu nie będzie pobierał dodatkowego wynagrodzenia.

– Polska i cały nasz region mają przed sobą gigantyczną szansę, bo rynek przewozów lotniczych rośnie tu najszybciej. Powołanie PGL umożliwi uzyskanie efektu skali i pozwoli na lepsze konkurowanie z głównymi graczami zrzeszonymi wokół istniejących grup lotniczych – zaznacza Milczarski.

Na czym ma zarabiać nowy podmiot? Głównie na leasingowaniu samolotów innym przewoźnikom. Rafał Milczarski uzasadnia, że to bardzo dochodowy biznes. – Ten rynek cechuje się wysokimi marżami przy jednoczesnym znikomym ryzyku finansowym – zaznacza.

Dlatego do nowej grupy rząd wnosi 1,2 mld zł. Około miliarda ma trafić do specjalnego funduszu leasingowego. Plan przewiduje, że samoloty zostaną zamówione w tym roku. Na ich wyprodukowanie trzeba będzie poczekać 1,5–2 lata. Za miliard złotych można nabyć np. pięć nowoczesnych boeingów 737 MAX. W PGL zastrzegają, że nie wybrano jeszcze maszyny, która miałaby zostać zakupiona. Rafał Milczarski przyznaje jednak, że były już prowadzone wstępne rozmowy z producentami. – Będziemy otwarci na różnych dostawców – dodaje.

Według PGL do przedsięwzięcia będą mogły przyłączać się kolejne podmioty. W grę nie wchodzą jednak operatorzy lotnisk. Nowa grupa nie będzie się też angażować w budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego.

Eksperci na razie są ostrożni w komentarzach. Chcą najpierw poznać szczegółowe założenia całego projektu.

Adrian Furgalski z zespołu doradców gospodarczych TOR mówi, że powołanie grupy kapitałowej związanej z branżą lotniczą może być trafionym pomysłem.

– Struktura takiego podmiotu musi być jednak bardzo przejrzysta. LOT dostał od państwa ogromną pomoc publiczną w 2012 r. i podobnej „kroplówki” nie może otrzymać przez dziesięć lat. Rząd nie może sobie pozwolić na to, by w jakiś niejasny sposób, bez zgody Komisji Europejskiej, przekazać przewoźnikowi kolejne kwoty – zauważa specjalista.

Przypomina też, że LOT dawniej chciał się pozbyć spółek zajmujących się naprawą samolotów czy obsługą pasażerów, bo chciał wyjść z ciężkiej sytuacji finansowej. – Ale teraz taka konsolidacja może mieć sens. Szukanie nowych źródeł dochodu przy wciąż rozwijającym się rynku lotniczym nie jest złym pomysłem – dodaje.

Według Rafała Milczarskiego od strony prawnej wszystko zostało sprawdzone. W efekcie Komisja Europejska nie powinna mieć żadnych zastrzeżeń wobec powołania Polskiej Grupy Lotniczej. – W Europie takie konsolidacje nie są nowością – dodaje. Podaje przykłady grup Lufthansy czy Air France KLM.

Jak zaznacza Rafał Milczarski, wszystkie podmioty, który wchodzą w skład grupy, przeszły już restrukturyzację i nie mają kłopotów finansowych. Prezes chwali się zwłaszcza ostatnimi wynikami swojej spółki. Według wstępnych wyliczeń, w 2017 r. firma na działalności podstawowej (czyli przewożeniu pasażerów) osiągnęła 283 mln zł zysku. To o blisko 100 mln zł więcej niż przed rokiem. Liczba przewiezionych podróżnych zwiększyła się z 4,3 mln w 2016 r. do prawie 7 mln. W 2018 r. może ich być już niemal 9 mln. Przewoźnik wciąż wzbogaca się o nowe maszyny. W tym roku w barwach przewoźnika zaczną latać trzy większe dreamlinery, czyli boeingi 787.

Obserwatorzy zwracają jednak uwagę, że do dobrej sytuacji przewoźnika przyczynił się nie tylko obecny prezes, ale także Sebastian Mikosz, który szefował LOT-owi w latach 2013–2015.

Nie wszyscy członkowie grupy mają jednak za sobą równie udany rok. Słabym ogniwem jest LS Airport Services. Wyniki tej firmy nie są znane. O problemach świadczy jednak duża rotacja pracowników i ciągłe poszukiwanie rąk do pracy. Latem zeszłego roku głośno było o kłopotach z planowym ładowaniem bagaży do samolotów.

Rafał Milczarski twierdzi, że wejście LS Airport Services do Polskiej Grupy Lotniczej powinno wzmocnić firmę. – Podobne kłopoty pojawiają się w każdym przedsiębiorstwie działającym na rynku warszawskim. Po konsolidacji firmie łatwiej będzie przyjmować pracowników. Prostsze będą też transfery między współpracującymi ze sobą spółkami – twierdzi.

Konsolidacja budzi spore obawy związkowców. Wytykają oni władzom LOT, że wielu pracowników zostało zmuszonych do przejścia na samozatrudnienie, a równocześnie znaczące kwoty idą na konsultantów. Obawiają się, że powołanie nowego podmiotu będzie się wiązać z kolejnymi wydatkami.