W tej chwili najbardziej aktywne są władze Częstochowy. Miasto – wspierane przez samorządowców z woj. śląskiego – walczy o to, by fragment autostrady A1, który miałby stanowić swego rodzaju autostradową obwodnicę miasta, nie był objęty poborem opłat. W tej sprawie zaapelowano już do premier Beaty Szydło oraz Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa (MIB).

W ubiegłym roku podobną walkę podjęli urzędnicy z Łodzi. Fragment A1, również uznawany przez samorządowców za wschodnią obwodnicę, otwarto w lipcu 2016 r. Już wtedy pojawiały się apele, by nie obejmować tego odcinka opłatami, gdyż Łódź od dawna zmaga się z dużym ruchem tranzytowym. Nic z tego – kilka miesięcy później odcinek trafił do sieci viaTOLL, wskutek czego stał się płatny dla ciężarówek. Miasto musiało więc ratować się zakazami wjazdu dla pojazdów powyżej 12 ton. Dzięki temu ruch aut ciężkich zmalał o 20 proc. Sęk w tym, że teraz trzeba ten ruch regularnie kontrolować, także poprzez mandaty. A w opinii urzędników lepszy efekt osiągnęłoby się darmową obwodnicą.

Samorządowców wspierają niektórzy działacze PiS. „Jako poseł ziemi częstochowskiej zwracam się do Pana Ministra z prośbą o wyłączenie z opłat obwodnicy autostradowej miasta oraz odcinka autostrady A1 od Częstochowy do Piotrkowa Trybunalskiego” – pisze w interpelacji do ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka poseł PiS Konrad Głębocki. Jego zdaniem „bezpłatna obwodnica autostradowa mogłaby przynajmniej częściowo ograniczyć problemy komunikacyjne Częstochowy, które stanowią bardzo poważny problem dla jej mieszkańców” (pisownia oryg.). – Warto zaznaczyć, że obwodnice wielu innych miast w Polsce i w Europie są bezpłatne – zwraca uwagę poseł.

Jak ustaliliśmy, do MIB napływają kolejne wnioski o nieobejmowanie opłatami kluczowych fragmentów autostrad. Jak informuje nas resort, ze strony „różnych podmiotów” trafiły do niego jeszcze wnioski dotyczące odcinka A4 Przemyśl – Rzeszów, A1 na odcinku Sośnica (Gliwice) – granica państwa (Gorzyczki) oraz A4 Kleszczów – Łany.

Gra toczy się zresztą nie tylko o darmowe odcinki dla ruchu tranzytowego. Chodzi też o społeczności lokalne, które – zdaniem samorządowców – powinny za darmo korzystać z tych części autostrad, gdyż mogą być one traktowane jako naturalne ringi miejskie, rozładowujące korki w centrach.

Z informacji Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) wynika, że obecnie istnieje siedem odcinków autostrad, które w pewnym sensie pełnią rolę obwodnic (lub przecinają miasta), a jednocześnie są darmowe dla pojazdów lekkich (do 3,5 ton). To m.in. Autostradowa Obwodnica Wrocławia A8. Wskutek nacisków władz miasta trasa ta stała się w 2011 r. bezpłatna dla osobówek, a orędownikiem tego rozwiązania był ówczesny premier Donald Tusk. Kolejne niepłatne odcinki dla pojazdów lekkich to m.in. A2 Poznań Zachód – Poznań Wschód, A6 pod Szczecinem czy A1 Łódź Północ – Tuszyn.

Nic nie wskazuje na to, by w najbliższej przyszłości te fragmenty miały być objęte opłatami dla samochodów osobowych. Jest to związane z faktem, że trwają prace nad nowym systemem poboru opłat, który być może – odejdzie od anachronicznych bramek na rzecz rozwiązań bardziej nowoczesnych.

Częściowo informacje te potwierdza resort infrastruktury. – Obecnie na sieci zarządzanej przez GDDKiA kierowcy pojazdów lekkich zobowiązani są do uiszczenia opłaty za przejazd wyłącznie dwoma odcinkami autostrad: A2 Konin – Stryków oraz A4 Wrocław – Sośnica, na których został wdrożony manualny system poboru. Nie są prowadzone dalsze prace nad dostosowaniem do poboru opłat od pojazdów lekkich kolejnych odcinków – informuje Szymon Huptyś, rzecznik MIB.

Jak długo ten stan się utrzyma? Nie wiadomo. Dlatego samorządy wolą dmuchać na zimne i już teraz wywierają presję, by nikomu nie wpadł do głowy pomysł obejmowania autostradowych obwodnic opłatami od osobówek, bo zgodnie z prawem jest to możliwe, chyba że ustawa o autostradach płatnych zostanie znowelizowana. Generalna zasada, wyrażona w art. 37a ust. 1 ustawy brzmi bowiem: „za przejazd autostradą pobierane są opłaty”. Warunkiem jest dostosowanie drogi do poboru myta i uwzględnienie jej w wykazie w rozporządzeniu Rady Ministrów. – Tym samym, nawet jeżeli odcinek znajduje się w ciągu autostrad, które w rozporządzeniu zostały wymienione jako płatne, ale nie zostanie podjęta i wdrożona decyzja o jego dostosowaniu do poboru opłat, to po jego wybudowaniu nie będzie na nim pobierana opłata za przejazd pojazdów lekkich – wskazuje Szymon Huptyś z MIB. Zdaniem samorządowców lepiej jednak byłoby, gdyby ustawę zmieniono w taki sposób, by to nie rząd decydował o objęciu poborem danego odcinka lub nie, lecz by wynikało to z przepisów. Zależy im na jasnych kryteriach, po spełnieniu których autostradowa obwodnica byłaby z automatu darmowa (np. jeśli jest na styku z miastem).

Dlatego potrzebne są rozwiązania systemowe. – W przypadku wielu dużych miast Europy Zachodniej na odcinkach odpowiadających obwodnicom opłaty nie są pobierane. W Polsce też tak może być – wskazuje Grzegorz Kubalski ze Związku Powiatów.

Dyskusje o darmowych obwodnicach autostradowych trwały już za czasów rządu PO-PSL. – Niestety nie udało się wypracować kompromisu – przyznaje poseł PO Stanisław Żmijan. – Systemowe rozwiązanie to podstawa, by nie było już dowolnych interpretacji i ułatwić życie mieszkańcom. Może teraz uda się osiągnąć porozumienie, ponad podziałami politycznymi – dodaje.

Oddają kawałek S7 z Warszawy do Krakowa. Do końca roku ponad 200 km nowych dróg

Za kilka dni szybciej przejedziemy z Warszawy do Krakowa. Uruchomiony zostanie 20-kilometrowy odcinek trasy S7 w województwie świętokrzyskim. Chodzi o fragment od Jędrzejowa do granic województw świętokrzyskiego i małopolskiego. W Ministerstwie Infrastruktury liczą, że zostanie on otwarty jeszcze przed najbliższym weekendem. – Wszystko będzie jasne w czwartek. Wtedy się okaże, czy dostaniemy pozwolenie na użytkowanie – mówi rzecznik resortu Szymon Huptyś.

Nowy odcinek S7 powinien nieco ułatwić przejazd z Warszawy do Krakowa. Na znacznie większą poprawę kierowcy muszą jednak jeszcze poczekać. Poślizg złapała budowa kolejnego odcinka S7 w woj. świętokrzyskim – od Chęcin do Jędrzejowa. Wbrew planom nie uda się go otworzyć w tym roku. Prace przeciągną się do 2018 r. Na całkiem komfortowy przejazd z Warszawy do Krakowa trzeba będzie poczekać aż do 2021 r. Wtedy mają finiszować prace przy odcinkach wylotowych z obu miast – z Warszawy do Grójca i z Krakowa do granicy województwa świętokrzyskiego.

Według zapowiedzi drogowców jeszcze przed końcem roku otwartych zostanie łącznie ponad 200 km ważnych dróg. To będą nie tylko odcinki ekspresówek, lecz także obwodnic np. Kościerzyny w ciągu drogi nr 20. Skorzystamy też z prawie 50-kilometrowego odcinka S5 z Wrocławia w stronę Poznania. W październiku oddana ma być obwodnica Marek, czyli fragment S8. Dzięki niemu w drodze z Białegostoku do Warszawy nie trzeba będzie stać w koszmarnych korkach przed rogatkami stolicy.

Drogowcom nie uda się jednak zrealizować wszystkich tegorocznych planów. Liczyli, że uda się otworzyć 390 km nowych i zmodernizowanych dróg. Ostatecznie ich łączna długość będzie o 35 km krótsza. Oprócz wspomnianego odcinka S7 (Chęciny – Jędrzejów) poślizg złapała też budowa trasy S5 przed Poznaniem.