Nazwa Xiaomi dla wielu posiadaczy telefonów komórkowych brzmi wciąż egzotycznie. W tym roku to może się zmienić. Chiński gigant, który do tej pory nie wychodził z oficjalną dystrybucją poza swój kraj, stara się zdobyć przyczółek nad Wisłą. W trzy miesiące od oficjalnego wejścia do Polski sprzedał około 20 tys. egzemplarzy swoich telefonów. Smartfony tej marki można już znaleźć w największych sklepach ze sprzętem AGD-RTV.

Plany na 2017 r.? – Chcemy, by sprzedaż szła w setki tysięcy telefonów – mówi Łukasz Łyżwa z firmy ABC Data, dystrybutora Xiaomi w Polsce. – To realne, biorąc pod uwagę dotychczasowe wyniki osiągnięte w tak krótkim czasie i zainteresowanie naszymi produktami – dodaje. Najpopularniejszym smartfonem był, zgodnie z oczekiwaniami, model najtańszy – Redmi 3S, kosztujący 899 zł.

Wysokiej sprzedaży smartfonów nie uda się jednak w Polsce uzyskać bez współpracy z operatorami komórkowymi. W ten sposób nabywców znajduje ponad 50 proc. wszystkich telefonów w naszym kraju. Telefony Xiaomi są już w ofercie sieci Play, ale jak zapewnia Łukasz Łyżwa, do połowy roku powinny się też znaleźć u co najmniej dwóch kolejnych operatorów. ABC Data liczy, że dzięki temu w 2017 r. chińskiej marce uda się osiągnąć 10-proc. udział w rynku. W Polsce sprzedaje się rocznie ok. 7,5 mln smartfonów (dane za 2015 r.), a to oznaczałoby, że musi sprzedać ok. 750 tys. urządzeń.

– Bez porządnego marketingowego wsparcia to wynik bardzo trudny do osiągnięcia – usłyszeliśmy od przedstawicieli kilku firm, którzy nie chcą oficjalnie komentować działań konkurencji, lecz, jak przyznają, bacznie się im przyglądają. ABC Data nie zamierza jednak zalewać rynku reklamami. – Analizujemy, gdzie najlepiej trafić do potencjalnych klientów. Może dojdzie tu do jakiejś współpracy z telekomami, które już wkrótce będą oferować nasze telefony. Niczego dziś nie możemy wykluczyć – podkreśla Łukasz Łyżwa. – Tym niemniej wielkiej telewizyjnej kampanii na razie nie przewidujemy – dodaje.

By trafić do szerokiego grona klientów Xiaomi, prócz nieznajomości marki, będzie musiało też pokonać nieufność do egzotycznych nowości. Dlatego, jak mówi Łukasz Łyżwa, w tym roku ma zostać otwarty w Warszawie Mi Home, czyli miejsce, w którym będzie można sprawdzić, jak działają, i kupić produkty chińskiego giganta. Takie sklepy mają potentaci na światowym, a co za tym idzie także na polskim rynku: Samsung i Apple. – Miejsce takie jak Samsung brand store to dla nas miejsce szczególne. Pokazujemy w nim, że jesteśmy marką premium – od towarów zaczynając, na obsłudze kończąc. To zdecydowanie pozytywnie wpływa na postrzeganie i wizerunek firmy – zauważa Olaf Krynicki, rzecznik prasowy Samsunga.

Xiaomi wzoruje się na największych graczach, bo widzi, że dotychczasowy model sprzedaży przez internet powoli się wyczerpuje. Zeszły rok nie należał do najlepszych, firma wypadła z pierwszej piątki największych producentów w Chinach – w 2015 r. była na trzecim miejscu. Jej szef Lei Jun zapowiedział zmianę strategii i otwieranie sklepów, co ma poprawić wyniki finansowe. W tym roku ma ich powstać 200.

Firma powstała w 2010 r. w Chinach. W stosunkowo krótkim czasie z niewielkiego producenta oprogramowania zmieniła się w prężnie działającego producenta smartfonów, nazywanego nawet chińskim Apple. Popularność zdobyła dzięki telefonom, w przypadku których wysoko oceniany był stosunek ceny do jakości. Internetowy system sprzedaży umożliwiał ograniczenie kosztów i dotarcie do klientów na całym świecie, którzy stawali się fanami marki. W ten sposób, głównie na zasadzie marketingu szeptanego, Xiaomi zdobywało kolejnych wiernych użytkowników. Z myślą o nich od niedawna zdecydowała się instalować w smartfonach wielojęzykową wersję oprogramowania, wcześniej dostępne były tylko języki chiński i angielski. Dostosowuje także częstotliwości GSM tak, by z telefonów można było korzystać nie tylko w Chinach, ale i na całym świecie. Jednak Xiaomi to nie tylko same sukcesy – firma sparzyła się w Brazylii, z której wycofała się po niecałym roku oficjalnej działalności.