Do połowy kwietnia samorządy będą zwracać właścicielom pojazdów zawyżone opłaty za wydanie karty pojazdu. Potem roszczenie się przedawni. Dlatego przedstawiciele lokalnych władz wznoszą ręce do nieba i proszą, żeby ludzie zapomnieli, że coś mogą dostać. Jeśli ci odpuszczą, samorządowcy zaoszczędzą. Ale wątpliwe, aby tak się stało.

Choć lokalne władze skupiają się przede wszystkim na przygotowaniach do startu rządowego programu Rodzina 500+, wygląda na to, że oprócz rodziców chcących uzyskać 500 zł na dziecko w urzędach pojawią się także kierowcy domagający się zwrotu 425 zł nadpłaty, jaką przed laty uiścili za wydanie karty pojazdu. Teraz będzie im łatwiej odzyskać pieniądze, bo samorządy przegrały sądową batalię z rządem w sprawie zawyżanych opłat.

Urzędnicy już przewidują, że czekają ich kolejne wypłaty. – Roszczenia przedawnią się w kwietniu 2016 r., a więc istnieje prawdopodobieństwo, że do tego czasu wpłyną jeszcze jakieś pozwy – przewiduje Tomasz Demiańczuk ze stołecznego ratusza.

Koszmar samorządów, a konkretnie powiatów i miast na prawach powiatu, ciągnie się od dekady. W 2003 r. ówczesne Ministerstwo Infrastruktury wydało rozporządzenie niezgodne z prawem UE, a jak uznał w 2006 r. Trybunał Konstytucyjny – również z polską konstytucją. Zgodnie z nim powiaty przez lata pobierały opłatę w wysokości 500 zł za wydanie karty pojazdu. Dokument ten zawiera wszystkie niezbędne dane o pojeździe i jego właścicielu – przeglądy gwarancyjne, zmiany parametrów auta (np. przystosowanie auta do zasilania gazowego) czy zmiany dowodu rejestracyjnego. Wszystkie informacje z karty pojazdu mają potem znaczenie np. przy sprzedaży samochodu. Tymczasem urzędnicy pracujący w wydziałach komunikacji za wydanie karty powinni byli pobierać nie 500, ale zaledwie 75 zł, co stanowi de facto koszt wydania dokumentu. Do zwrotu jest aż 425 zł za każdą wydaną kartę w okresie 2003–2006. Skalę potencjalnych roszczeń w całym kraju lokalne władze szacują nawet na miliard zł.

Samorządy nie czują się winne tej awanturze, twierdząc, że stosowały się jedynie do przepisów rozporządzenia. Dlatego niechętnie dokonywały zwrotu pieniędzy właścicielom pojazdu. Tłumaczą się także sporem sądowym, jaki wytoczyły Skarbowi Państwa (grupa ok. 200 powiatów). Jednak w połowie lutego br. sąd II instancji oddalił apelację powiatów, co ostatecznie pogrzebało szanse lokalnych władz na uzyskanie wsparcia od państwa. Jak donosi Związek Powiatów Polskich (ZPP), sąd wskazał, że skoro pobieranie opłaty za kartę pojazdu było sprzeczne z prawem unijnym, to każdy powiat z osobna powinien bezpośrednio zastosować prawo europejskie i zaprzestać stosowania krajowego rozporządzenia.

Część samorządowców sugeruje wniesienie sprawy przed Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE). Ale jednomyślności w tej sprawie nie ma. – Przeniesienie tej sprawy na poziom europejski może się okazać niemożliwe. Wewnętrzne rozliczenia między organami danego państwa są poza kompetencją TSUE, bo nie jest to już kwestia wspólnotowa – tłumaczy Grzegorz Kubalski z ZPP.

Teraz – po doniesieniach medialnych o przegranym procesie – lokalne władze obawiają się, że przyjdą do nich kolejne osoby po zwrot nadpłaconych środków. Okres przedawnienia, który wynosi 10 lat, kończy się 14 kwietnia 2016 r. Do tego czasu wnioski o zwrot za kartę pojazdu mogą jeszcze złożyć osoby, które nabyły i zarejestrowały pojazd w okresie od 23 lutego 2006 r. do 14 kwietnia 2006 r.

– Pora przyszykować worek z pieniędzmi? – pytamy jednego z samorządowców śledzącego spór sądowy o kartę pojazdu. – Większość wypłat została już dokonana, bardziej chodziło o rekompensatę z budżetu państwa – twierdzi nasz rozmówca.

To jednak nie do końca prawda, przynajmniej w odniesieniu do niektórych największych miast na prawach powiatu. Tam wiele osób nie zgłosiło się po zwrot pieniędzy, prawdopodobnie nawet nie zdając sobie sprawy, że mogą wystąpić z takim roszczeniem (samorządy nie paliły się do informowania o takiej możliwości). Po ostatnim wyroku sądu apelacyjnego nagłośnionym przez media ludzie mogą ruszyć po swoje pieniądze.

Przykładowo w Krakowie w okresie, za który przysługiwał zwrot (od 21 sierpnia 2003 r. do 14 kwietnia 2006 r.), wydano 20,8 tys. kart pojazdu, co oznacza, że tylko ok. 11 proc. właścicieli pojazdów wystąpiło o zwrot zawyżonej opłaty. W mieście roszczenie może zgłosić jeszcze ok. 900 osób, co oznacza, że tamtejszy urząd musi do połowy kwietnia zabezpieczyć w budżecie kwotę ponad 380 tys. zł. – Każdy mieszkaniec, który spełnia określone warunki, tj. wydanie karty we właściwym okresie, potwierdzenie zapłaty, roszczenie nieprzedawnione, może ubiegać się o jej zwrot – dodaje Jan Machowski z krakowskiego magistratu.

Toruń wylicza, że w samym 2006 r. (a więc jeszcze okresie obowiązywania wyższej opłaty) wydał ok. 600 kart pojazdu. – Gdyby wszyscy wystąpili o zwrot za te karty, musielibyśmy zapłacić ponad 280 tys. zł. Do tego mogą dojść ewentualne odsetki – szacuje Sylwia Derengowska z urzędu miasta. Jak dotąd Toruń zwrócił tylko nieco ponad 30 tys. zł.

W Bydgoszczy w latach 2003–2006 wydano niemal 18 tys. kart pojazdów. Gdyby wszyscy właściciele samochodów mieli świadomość, że mogą zgłosić się po nadpłacone przez siebie kwoty, miasto kosztowałoby to ponad 7,6 mln zł. Tymczasem od 2011 r. do urzędu skierowano tylko 612 wniosków o zwrot nadpłaty, a 528 z nich zakończyło się skierowaniem sprawy do sądu. W wyniku wydanych orzeczeń miasto wypłaciło ok. 260 tys. zł.

Warszawa do tej pory wykonała 150 wyroków sądów, co stanowiło wydatek blisko 74 tys. zł. – Obecnie na rozpoznanie czeka jeszcze kilka spraw w pierwszej i drugiej instancji – przyznaje Tomasz Demiańczuk z urzędu miasta w stolicy.

Mimo przegranej sądowej samorządy nie składają broni. Urząd miasta w Krakowie zamierza dokonać analizy uzasadnienia wyroku sądu apelacyjnego. – W zależności od wyników tej analizy będą podejmowane kolejne decyzje dotyczące ewentualnych dalszych wystąpień wobec Skarbu Państwa o rekompensatę za zwrot zawyżonej opłaty za kartę pojazdu – zapowiada Jan Machowski.

Jak przyznają samorządowcy, uratować by ich mogła tylko skarga kasacyjna od wyroku. Pod trzema warunkami: że zdecydują się ją wnieść, sąd ją przyjmie, a potem zostanie rozpatrzona na ich korzyść.

3,9 mln pojazdów samochodowych zarejestrowanych jest w woj. mazowieckim. Na drugim miejscu jest Śląsk (2,8 mln), a na trzecim Wielkopolska (2,6 mln)