statystyki

Możemy stracić miliardy funduszy z Unii Europejskiej

autor: Urszula Mirowska-Łoskot04.05.2015, 20:00
euro, waluty, UE

euro, waluty, UEźródło: ShutterStock

Dopóki nie uchwalimy nowego prawa, nie zostaną uruchomione unijne środki na gospodarkę wodną z nowej perspektywy - mówi w wywiadzie dla DGP Stanisław Gawłowski, sekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska.

Staję na głowie, aby tak się stało, ale nie jestem cudotwórcą. Jestem pełen podziwu, jak wiele energii niektórzy poświęcają na blokowanie tych zmian, choć powinni być zainteresowani ich uchwaleniem. Jest to ustawa, która porządkuje wszystkie kwestie związane z gospodarką wodną. Między innymi daje narzędzia i wskazuje sposoby finansowania rozwiązań pomocnych choćby samorządom.

W zasadzie w nowej ustawie zawarte są tylko dwie zmiany, które bezpośrednio dotyczą samorządów. Pierwsza to melioracje szczegółowe (m.in. utrzymywanie rowów). Zapisy w projekcie wskazują, że piecze nad nimi szczegółową przejmą gminy. Obecnie są za nie odpowiedzialne spółki wodne. Samorządowcy boją się kosztów, jakie wiążą się z ich utrzymywaniem. Boją się, że dostaną zadanie bez możliwości jego sfinansowania. Niepotrzebnie. Teraz największy problem z melioracją szczegółową to windykacja składek przez spółki wodne. My proponujemy, żeby składka była opłatą uchwaloną przez radę gminy. Dzięki temu gmina będzie miała środki i będzie mogła zadanie utrzymywania np. rowów zlecić choćby spółce wodnej.

To mapy zagrożeń i ryzyk powodziowych oraz konieczność dokonania zmian w planie zagospodarowania przestrzennego. Ministerstwo Środowiska już opracowało te mapy, a wynika z nich, które tereny zagrożone są powodzią raz na 10, 100 i 500 lat. Z tym że nawet jeśli teren znajduje się w tej trzeciej grupie, nie jest wykluczone, że dane zjawisko powodziowe wystąpi akurat dwa lata z rzędu. Proszę pamiętać, że w ostatnich 15–20 latach nasiliły się gwałtowne zjawiska meteorologiczne, np. bardzo obfite opady deszczu powodujące powodzie. Przykład mieliśmy w 2010 r. Tymczasem na terenach zalewowych nadal wydawane są zgody na budowę. Chcemy ten proces zatrzymać, bo jeśli powódź się przydarzy, to wszyscy mają pretensje do rządu, a samorząd, który pozwolenie wydał, umywa ręce i tylko domaga się pomocy z budżetu państwa. Jeśli na terenie powodziowym budowane są osiedla, budynki, fabryki, to kiedyś zostaną zalane. Pytanie tylko kiedy. Nie da się wałów podnosić w nieskończoność, mają one to do siebie, że nasiąkają, że długotrwała fala powodziowa może je rozmiękczyć i przerwać. My mówimy „stop”. To jednak spotyka się z oporem zarówno samorządów, jak i mieszkańców. Teraz właśnie wyprowadzamy dwie wsie z okolic Raciborza. Jak kilka lat temu informowałem o tym mieszkańców, miło nie było – proszę mi wierzyć. Ludzie mieszkali na tych terenach od pokoleń, a tu nagle przyjeżdża ktoś i mówi: a my teraz was stąd wyprowadzimy. Rozumiem tych ludzi, ale często nie ma innego wyjścia i trzeba rozważyć, czy te dwie wsie mają tu zostać kosztem zagrożenia wielu tysięcy ludzi.

Boją się, że będą ponosić koszty ewentualnych odszkodowań, jeśli zmieni się funkcja danego terenu – wcześniej był pod zabudowę, a teraz jest zalewowym – bo wtedy automatycznie wybudowana na nim nieruchomość traci na wartości. Tyle, że takie rozwiązanie już zostało wprowadzone w 2011 r., a w ostatniej nowelizacji prawa wodnego wydłużyliśmy czas na uwzględnienie map w planach zagospodarowania przestrzennego. Zatem w tej kwestii nie wprowadzamy zmiany. To są dwa punkty sporu. Mimo to samorządy przekonały się, że i tak przyjęcie nowej ustawy będzie dla nich korzystne.

W życiu nikogo nie szantażowałem. Użyłem tylko prawdziwego argumentu. Wynika on z warunków, jakie Komisja Europejska (KE) postawiła wszystkim krajom, które są biorcami funduszy europejskich w nowej perspektywie unijnej. Fundusze będą uwalniane w odniesieniu do poszczególnych obszarów tylko wtedy, jeśli do prawodawstwa będzie prawidłowo wdrożone prawo unijne, które tych obszarów dotyczy. W Polsce wdrożyliśmy 99,9 proc. unijnych zapisów z zakresu gospodarki wodnej. Pozostały dwie kwestie. Pierwsza to obowiązek pobierania opłat od wszystkich podmiotów korzystających z wody. Komisja Europejska uważa, że Polska w sposób nieuzasadniony zwolniła z obowiązku poboru opłat kilka sektorów. Dotyczy to energetyki, rolnictwa (w zakresie sztucznego nawadniania), hodowli ryb. Dlatego w nowym prawie wodnym zapisaliśmy możliwość pobierania również od nich opłat. Druga sprawa, która jest od lat polem konfliktu między Polską a KE, to dyrektywa azotanowa i wyznaczanie obszarów szczególnie narażonych. Dotyczy to tzw. presji rolniczej na wody i jest związane z ograniczaniem zrzutów azotu i fosforu. W Polsce dominują dwa dorzecza i praktycznie cała woda spływa do Bałtyku. Dlatego musimy podejmować specjalne działania, ograniczające przedostawanie się do wód związków azotu i fosforu. W nowym prawie wodnym zapisaliśmy zmianę podejścia systemowego do wyznaczania obszarów szczególnie narażonych.


Pozostało jeszcze 59% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane