Producenci gier komputerowych rozpoczęli walkę z ich obrotem na rynku wtórnym. Na odwrocie opakowań gier umieszczają informację, że nie wolno odsprzedawać zakupionego egzemplarza. Internauci na forach zastanawiają się, czy łamią przepisy, a jeśli tak, to dlaczego.

„Co w tym złego, że kupiłam z drugiej ręki grę, która jest oryginalna, a nie ściągnięta z sieci?” – pisze jedna z internautek. „Gdyby to było nielegalne, Allegro chyba blokowałoby takie aukcje” – zastanawia się ktoś inny. Faktem jest, że Allegro takich aukcji nie blokuje. W tej chwili wystawionych jest na portalu ok. 27 tysięcy gier na komputer PC i 34 tysiące na konsolę. – Sprzedaż oryginalnych, używanych gier jest całkowicie dozwolona przez regulamin serwisu – potwierdza Anna Tokarek z Grupy Allegro.

Nic złego w zachowaniu graczy sprzedających używane oryginalne gry nie widzą także eksperci. – Jeżeli ktoś nabędzie legalny egzemplarz utworu, np. płytę z grą komputerową, to jest uprawniony do jego odsprzedaży – uważa dr Arkadiusz Michalak z Centrum Praw Własności Intelektualnej im. H. Grocjusza.

Wynika to z zawartej w prawie autorskim zasady wyczerpania prawa do zezwalania na dalszy obrót egzemplarzem (art. 51 ust. 3). Oznacza to, że ten, kto dysponuje majątkowym prawem autorskim do gry, czyli np. producent, w takiej sytuacji nie ma już prawa zgłosić sprzeciwu. Tę regułę można stosować w odniesieniu do egzemplarza, który został wprowadzony do obrotu na obszarze RP lub na Europejskim Obszarze Gospodarczym. Nawet umowy licencyjne, które gracz zawiera, nabywając grę, nie mogą ograniczyć takiej reguły. – Przepis o wyczerpaniu praw jest przepisem bezwzględnie obowiązującym i strony nie mogą zmodyfikować go umownie – wyjaśnia dr Michalak.

Tej zasady nie można jednak stosować do elektronicznej dystrybucji. Chodzi o sytuację, gdy gra nie jest dostępna na płycie, ale można ją ściągnąć bezpośrednio ze strony producenta. – Tu nie dochodzi do wyczerpania prawa – mówi Andrzej Oryl, radca prawny z Kancelarii Marka Czernisa.

Wątpliwości ekspertów budzą także inne praktyki producentów gier. Chodzi o uniemożliwienie drugiemu nabywcy grania online. Może się bowiem okazać, że ta funkcja działa tylko na pierwszym komputerze, na którym została zainstalowana gra. To oznacza, iż pierwotny nabywca nie będzie mógł sprzedać tej samej rzeczy, którą kupił. Zastosowanie tego zabiegu, podobnie jak umieszczanie na pudełku napisu, iż płyty odsprzedać nie wolno, może oznaczać, iż gracz wcale nie nabył w sklepie produktu, a jedynie zobowiązanie producenta do dostarczenia mu rozrywki.

– Większość osób, które nabywa taką grę, nie jest jednak świadoma tego, czy kupuje rzecz, czy zawiera umowę – komentuje Tomasz Lustyk, adwokat prowadzący własną praktykę. Osoby te nie mają także żadnego wpływu na kształt umowy, jaką zawierają, kupując grę. – Z tych właśnie powodów uważam, że takie praktyki stosowane przez producentów gier mogą być niezgodne z prawami konsumentów i nakładają na graczy obowiązki sprzeczne z dobrymi obyczajami – dodaje Lustyk. Zgodnie z art. 385 kodeksu cywilnego umowy zawierające niejednoznacznie sformułowane postanowienia i rażąco naruszające prawa konsumentów można uznać za nieważne.

Nieuczciwe działanie producenta może mieć jednak wpływ na dalsze relacje między nabywcą pierwotnym a wtórnym. O tym, że usługa online została ograniczona do jednego komputera, może się przecież dowiedzieć dopiero wtórny gracz, któremu nie udało się zainstalować tej usługi. Wówczas może on wystąpić z roszczeniem do pierwszego właściciela płyty. – Tutaj chodzi o odpowiedzialność sprzedawcy za wady produktu, czyli o rękojmię –wyjaśnia Tomasz Lustyk.

Zgodnie z kodeksem cywilnym w takiej sytuacji kupujący może żądać od pierwotnego nabywcy gry obniżenia jej ceny, wymiany lub w ogóle może odstąpić od umowy.

Podstawa prawna

Ustawa z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (t.j. Dz.U. z 2000 r. nr 80, poz. 904). Ustawa z 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz.U. nr 16, poz. 93 z późn. zm.).