statystyki

Zabawa tylko z licencją, czyli bolączki polskich didżejów

skomentuj

Dwa tysiące złotych rocznie kosztuje licencja DJ, która pozwala grać nawet pirackie kawałki. Mimo to chętnych brakuje. Dopiero naloty policji na kluby zadziałały przekonująco.

Publikacja: 9 grudnia 2011, 15:00

Po ostatnich nalotach w październiku i listopadzie kosztującą 2 tys. zł licencję DJ wykupiło aż 350 osób, gdy wcześniej robiło to nie więcej niż około setki osób rocznie

źródło: ShutterStock
Po ostatnich nalotach w październiku i listopadzie kosztującą 2 tys. zł licencję DJ wykupiło aż 350 osób, gdy wcześniej robiło to nie więcej niż około setki osób rocznie

Dobre czasy to były – wzdycha Marek, który w Poznaniu gra od blisko dekady. – Terytorium, Eskulap czy dawny Rapport jeszcze kilka lat temu za nockę płaciły nawet po tysiaku. Dziś gra się za 300 – 400 zł. A że coraz więcej ludzi się tym para, trzeba coraz więcej inwestować. Winyl z 2, 3 utworami kosztuje 40 zł, jedna mp3 ściągnięta z zagranicznego serwisu około dwóch dolarów. Do tego dochodzi koszt sprzętu, same igły do gramofonów to najmniej 700 zł za parę – wylicza. – Trudno mówić o kokosach, dobrze jest, jak na czysto wyciągnę 2 – 3 tys. zł miesięcznie – dodaje.

Inny warszawski DJ, który blisko dwa lata temu porzucił pracę na rzecz grania, musiał po półtora roku wrócić do biura. – Po każdym dobrym miesiącu, gdzie zarobisz 3 – 4 tys. zł, przychodziły dwa, w których zarabiałem tysiąc. Ze średniej nie dało się utrzymać. Więc teraz wolę to robić hobbystycznie i tylko tam, gdzie mam ochotę zagrać, i dla publiki, jaka mnie interesuje – opowiada.

Obydwaj nie chcą, by podawać ich nazwiska czy nawet pseudonimy, bo występują bez licencji DJ. – Teoretycznie nie jest obowiązkowa, ale po co kusić los. Policja dokładnie przetrząsa tych, którzy jej nie mają. Nawet jeżeli nie znajdzie nielegalnej muzyki, i tak może skonfiskować sprzęt celem jego sprawdzenia – tłumaczy Marek.

Właśnie licencje DJ są dziś największym problemem środowiska. Latem 2009 r. wprowadziły ją wspólnie organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi (OZZ), by uporządkować rynek i zacząć czerpać zyski od muzyki odtwarzanej w klubach. Większość DJ-ów uznała je za niepotrzebny haracz, którego nie mają zamiaru płacić. W odpowiedzi OZZ wytoczyły przeciwko nim ciężkie działa.

Policja wchodzi do klubów

28 lipca, czwartkowy wieczór w Sopocie. Policja weszła do dwóch klubów. I nie tylko zabezpieczyła około setki płyt oraz sprzęt, z którego była odtwarzana muzyka, lecz także zatrzymała do wyjaśnień właścicieli knajp i didżejów grających utwory bez prawa do ich publicznego odtwarzania.

15 października. Historia się powtarza, tym razem policja w Sopocie sprawdza w weekend sześć lokali. W jednym znajdują didżeja grającego utwory nielegalne i nieposiadającego licencji. Konfiskują sprzęt i zatrzymują muzyka.

5 listopada, sobota w Sopocie. Policja weszła do czternastu klubów i dyskotek. Sprawdzali. W jednym z lokali znaleźli 450 pirackich płyt.

Wiosną było podobnie w klubach Białegostoku, jesienią ubiegłego roku w Poznaniu, a wcześniej w Warszawie. Oficjalne komunikaty wydawane po tych akcjach przez policję brzmią entuzjastycznie. Walka z łamaniem praw autorskich to trudne sprawy, a tu miesiąc w miesiąc sukcesy. Najbardziej jednak uszczęśliwiony okazał się być Związek Producentów Audio-Video (ZPAV). To on wraz z ZAiKS-em oraz Związkiem Artystów Wykonawców STOART zainspirował stróży prawa do kontroli legalności muzyki odtwarzanej w klubach. – Proszę mi wierzyć, wolelibyśmy nie traktować nalotów policyjnych jako straszaków, ale skoro inne metody nie zadziałały, musieliśmy sięgnąć po takie środki – mówi „DGP” dyrektor ZPAV Bogusław Pluta. Po ostatnich nalotach w październiku i listopadzie kosztującą 2 tys. zł. licencję DJ wykupiło aż 350 osób, gdy wcześniej robiło to nie więcej niż około setki osób rocznie. – Jaki tam sukces. Skoro od dwóch lat gnębią tak nas, jak i właścicieli klubów nalotami, to część ludzi wystraszyła się i dla świętego spokoju postanowiła zapłacić – zżyma się Robert Sroczyński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Prezenterów Muzyki „DJ Union”. – Ale jestem pewien, że kiedy tylko sprawy przycichną, chętnych ubędzie. Powody są dwa: większości DJ po prostu na taki wydatek nie stać. Ledwie kilkudziesięciu, prawdziwa elita, zarabia naprawdę duże pieniądze. Reszta traktuje granie raczej jako na wpół hobby, na wpół metodę na dorobienie sobie – tłumaczy Sroczyński.

Komentarze: 16

  • 1: Quo vadis Polsko? z IP: 83.31.120.* (2011-12-09 20:01)

    Czyta się taki artykuł przecierając oczy ze zdumienia. Spinoza klęka. Gdzie my żyjemy? Nasuwa się też pytanie, czy policja nie ma ważniejszych zadań, czy może ma procent od tych licencji?

  • 2: szwsz z IP: 62.233.161.* (2011-12-10 18:38)

    Ta licencja NIE pozwala grać "pirackich kawałków" !!!

  • 3: Autor z IP: 89.230.167.* (2011-12-10 18:56)

    MAFIA!!

  • 4: DJ ... z IP: 195.210.60.* (2011-12-10 19:18)

    Skoro Pan Pluta, twierdzi,ze jak się im zapłaci 2000 zł to wtedy można kraść utwory i grać je legalnie, to myślę,że odpowiednie organy powinny się tym Panem zając za namawianie do przestępstwa. Ta licencja dotyczy tylko tych dji, którzy chcą grać z utworów kopiowanych z legalnych płyt CD na inne nośniki. Może autorzy tego artykułu najpierw zasięgną trohę wiedzy, a potem piszą takie artykuły. Jestem dj ,a także producentem muzycznym i nie życzę sobie by ktoś wymyślał jakieś opłaty i wmawiał innym,ze jak się ją zapłaci to można moje utwory ściągać (kraść) z sieci i grać je legalnie. Jeśli wypowiedź Pana Pluty jest autoryzowana to będzie trzeba się tym zając

  • 5: JB z IP: 80.51.175.* (2011-12-10 19:21)

    CO ZA BREDNIE!!! poczytajcie regulamin LICENCJI. Można grać tylko i wyłącznie z kopii legalnych nośników, które musimy posiadać we własnej płytotece!!! Pisza o Sopocie ale każdy dobrze wie że w każdym mieście dje graja z "piratów" a z tych co kupują cd się śmieją. Dlaczego, bo żadnych kontroli nie ma. Kontrole są tam gdzie ktoś ma interes je robić.

  • 6: Dj .... z Zabrza z IP: 77.255.65.* (2011-12-10 19:30)

    gdyby ta licencja pozwalala grac z nielegalnie zdobytych utowrów to ZPAV mial by za te licencje kasy jak lodu ... po za tym co kto by nie zrobil zawsze My DJ'e bedziemy Tymi złymi i gorszymi i zawsze bedziemy na straconej pozycji

  • 7: Dj ....... lubelskie z IP: 77.115.184.* (2011-12-10 20:26)

    W odpowiedzi na wszystkie Wasze posty czy jesteście Dj-ami czy tylko obserwatorami tych bzdur napiszę tylko tyle. Na spotkaniu na którym niestety nie byłem 8 grudnia 2009 roku w Warszawie z przedstawicielami ZPAV, ZAIKS i resztą wynalazków praw autorskich oraz Robertem Sroczyńskim prezesem PSPM Dj Union mimo, że Dj-e postawili proste pytanie: Czego od nas oczekujecie?? Ani ZAIKS ani inni nie potrafili jednoznacznie si wypowiedzieć. I można powiedzieć unikali odpowiedzi. Proponuje odszuać artykuł Roberta Sroczyńskiego na Facebook i poczytać. A co do samej "licencji" to dla mnie płacenie 2 tys. za piractwo to brecha totalna. Prawdziwą licencję ma się po ukończeniu jakiegoś DJ KURSU i dostając certyfikat na to. A na tekst, że policja gospodarcza jak wpada do klubu i zawija sprzęt żeby go sprawdzić to całkowicie mnie rozśmieszył... Owszem słyszałem już o przypadkach gdzie w trakcie imprezy Dj wraz ze sprzętem został wyprowadzany co oczywiście automatycznie jest niezłą strata dla właściciela lokalu. OUT ludzie bo Dj zaobrączkowany. Żenada. Do tego owe kontrole na kluby / dyskoteki są tak na czasie pod względem technicznym że poezja. Konsole czy kontrolery teraz mają dyski twarde, USB, karty SD i inne. A kontrola skupia się na CD. Litości... Ludzie kontrolujący. Proponuję na dzień dobry dowiedzieć się co macie kontrolować i za co karać a nie zobaczycie płytkę nagraną na konsolecie i od razu dziękujemy za imprezę Pan pójdzie z nami!!! I zdecydowanie zgadzam się z Dj ... z Zabrza, że choć byśmy mieli oryginalne CD to i tak będziemy tymi złymi i choć by nie wiem co będą nas chcieli usadzić żeby nie napisać inaczej :)

  • 8: KAMIL -UK z IP: 90.204.21.* (2011-12-10 21:07)

    Moga mnie w kabel pocalowac... kupuje kawalki przez internet, lub dostaje juz kupione od kolegi. Nie ma on wyszczegulnionego utworu za co placi bo kupuje pakiety za kase... np 50 utworow za x$. Jak chca licencji to niech sie kluby o nia staraja ! Proste ! Dj ma kontrakt z klubem. Pracuje dla niego, za jego zgoda i tyle. Chcesz miec wolnego skrzypka w swojim klubie plac ekstra + 500 za nocke i tyle. POLSKA KRAJ ZLODZIEJI I BIUROKRATOW.

  • 9: YAHU PAWUL - YAHUDEEJAY z IP: 77.253.44.* (2011-12-10 21:32)

    Dyrektor B. Pluta ze ZPAV ma 2000% racji(!!) mówiąc:

    "Dzięki niej (DJ licencji) i opłacie ponoszonej na twórców można legalnie odtwarzać muzykę nawet ściągniętą nielegalnie z sieci czy skopiowaną z innych nośników – opowiada Pluta."

    Za takie coś polscy deejaye powinni w dupę całować ZPAV, itp. Wolą jednak psioczyć i narzekać i okradać artystów, itp. To taka post komunistyczna mentalność burali i cwaniaczków - robić bokami poki mnie nie złapią.

    Zasady są bardzo proste:

    1/ Kto ma i gra legale ten nie musi się obawiać żadnych kontroli !
    2/ Kto ma i gra piraty ten musi się podzielić zarabianą kasą z tymi do których spiracone nagrania należą i tyle

    KTO TEGO NIE KAPUJE TO DEBIL I ***** NA MAXA !!!

    Jedno tylko bym poprawił w tej licencji. Rok to za długi okres płacenia za licencję w kraju gdzie robota raz jest a raz jej nie ma.
    Po co płacić za rok skoro gra się w roku 4 miesiące. Tu ZPAV, itp. powinni zmienić zasady i wprowadzić opłaty miesięczne czy np. kwartalne.
    Przecież to i tak będzie widać czy deejay ma legal i ważną licencję czy też nie ... No i może więcej będzie chetnych ? :-)

    A PÓKI CO Z CAŁEGO SERCA POPIERAM ŚCIGANIE PIRATÓW I ZŁODZIEJI NA MAXA. WYKOŃCZYĆ TO ŚCIERWO ...

  • 10: YAHU PAWUL - YAHUDEEJAY z IP: 77.253.44.* (2011-12-10 21:51)

    NAJWAŻNIEJSZE JEDNAK JEST TO, ŻE NIKT NIGDY DEEJAYÓW NIE TRAKTOWAŁ W POLSCE JAKO POWAŻNYCH PARTNERÓW DO ROZMOWY I USTALEŃ CZEGOKOLWIEK.

    Polskie deejaystwo jest traktowane z buta i samo sobie jest temu winne. Nie stanowi żadnej realnej siły !!
    Z tego też powodu można deejayom narzucać wadliwe i szkodliwe prawo autorskie klepnięte bez ich udziału oraz wadliwe licencje i wszystko co komu do łba przyjdzie ...

    A gdzie ubezpieczenia zdrowotne, emerytury, renty za choroby zawodowe ???!!!

    Najpierw musi być silne stowarzyszenie polskich deejayów, a nie kłócące się o bzdety grupki prywatnych interesików !!
    Dopiero z silnym i liczącym się stowarzyszeniem można zażądać należnych im praw, itp. (np. pod groźbą ogólnopolskiego strajku wszystkich deejayów - zablokowania działalności wszystkich dyskotek).

    NIE MAM NAJMNIEJSZYCH WĄTPLIWOŚCI, ŻE TRZEBA MIEĆ SIŁĘ I TRZEBA ZDECYDOWANIE "BIĆ" SIĘ O SWOJE, A NIE SIEDZIEĆ W KĄCIE JAK ZBITY KUNDEL I "ŻYWIENIE" SIĘ OCHŁAPAMI RZUCANYMI OD CZASU DO CZASU PRZEZ TEGO I OWEGO ...

Twój komentarz
Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Zapisz się na bezpłatny newsletter